środa, 24 lipca 2013

Nareszcie

Wybraliśmy się jednego razu z Synkiem nad rzekę. W sumie żenująco się przyznawać do tego, że się lubi pływać w nie najczystszej wodzie, wygrzewać się na zaśmieconej trawie, brodzić po mulistym dnie. A jednak siła sentymentu, wspomnienia niegdysiejszych kąpieli są tak silne, że uparcie wracam do miejsc dziś podłych i spustoszonych, kiedyś pełnych życia i wigoru.

Przyjeżdżamy i rozbieramy się. Na „plaży” grupka umięśnionych lekko i wytatuowanych subtelnie chłopaków pochylonych nad kolejnymi „Żubrami.” Kawałek dalej otyła kobieta w jednoczęściowym kostiumie wygrzewa się na leżaczku, który ginie pod jej zwalistym ciałem. Po dłuższej chwili na piasku rozkłada się kolejna kobieta, która zdjąwszy sukienkę, odsłania nogi i pośladki poharatane cellulitem w stopniu zatrważającym. Rozbiera się i obserwuje swoją córkę, nastolatkę, która stopą sprawdza temperaturę płynącej wody.

Naturalizm, jakiego Emil Zola by się nie powstydził.

Czy się kąpaliśmy? Nie. Woda była za zimna. Strach było wejść dalej niż do łydek. No i, przyznajmy to, zapach wody. Dłonie, którymi wyciągałem z wody kamienie i gałęzie, śmierdziały mi niemiłosiernie, i dopiero któreś tam mycie rąk uwolniły mnie od tej przykrej pozostałości. Tak to jest, jak się chce wchodzić kolejny raz do tej samej rzeki…

Potem przyszła mi do głowy kolejna myśl – to jest plaża dla brzydkich ludzi.

Myśl ta znalazła potwierdzenie, gdy parę dni później pojechałem z Tymkiem do tutejszego akwaparku. No, myślę sobie, to jest miejsce dla ludzi ładnych. 

Ilość „odstawionych” dziewuch, wydepilowanych osiłków, ślicznych dzieci, zadbanych mamusiek, prężących się tatusiów przeszła moje pojęcie. Całe to zbiorowisko mrowiło się wokół odkrytych basenów i zjeżdżalni. Rozkładało koce i wypożyczone leżaki na gorącej kostce. Prężyło się w stronę buzującego słońca.

Naszła mnie myśl niezbyt może hmmm… popularna? Jakie to szczęście, że mam Żonę, stabilną sytuację emocjonalną, rodzinę i nie muszę się starać, prężyć, ćwiczyć biceps i triceps, nie muszę golić klatki piersiowej, a mogę mieć lekko wystający (przyznajmy to wreszcie) owłosiony brzuszek.

Już nic nie muszę.


Ufff

14 komentarzy:

  1. Coś jest w tym wszystkim. Plaża to chyba jednak tylko przenośnia, bo są takie miejsca, że "brzydkiego" nie uświadczysz. A szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu masz rację - plaża to tylko metafora pewna. Ktoś mógłby dorobić tu niezłą nadinterpretację i rozpisać się o odpychaniu brzydoty, o jej marginalizowaniu etc.

      Cóż, ja opisałem coś, co przeżyłem parę dni temu. Jak ktoś to wszystko max dosłownie przeczyta, też odbierze to prawidłowo.

      pzdr

      Usuń
  2. trzeba było iść tak daleko, żeby docenić to co sie ma tak blisko...

    OdpowiedzUsuń
  3. My wybieramy się nad morze w niedzielę, ale tych widoków nie będziemy zbyt często oglądać, bo ,,leżing & plażing" nas niezbyt interesuje :)
    Pozdrawiamy :)
    A&M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nad morzem paradoksalnie piasek najbardziej interesuje!

      pzdr

      Oby pogoda była!

      Usuń
  4. Witam:)Stwierdzam ,że jeziora nie wszystkie są takie ble to wszystko zależy od ludzi bo sami wodę zanieczyszczamy ,a szkoda bo co będzie za 10,20,30 lat :( Życzę dużo słoneczka :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. "Plaża dla brzydkich" :D Człowieku, właśnie ścieram z kompa winogrona, które wyparskałam:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafne spostrzeżenie z tymi miejscami dla brzydkich ludzi i dla pięknych. segregacja jest wszechobecna. W moim mieście rolę miejsca dla pięknych ludzi pełni galeria handlowa. Mówiąc o ludziach, mam na myśli kobiety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem, co masz na myśli...

      pzdr

      Usuń
  7. Dzikie plaże z mojego dzieciństwa przestały istnieć. Zarosły, trzcina w wodzie, krzaki na brzegu... Szkoda, bo nie lubię dużej plaży z pomostem, zjeżdżalnią i kupą ludzi. Może dlatego, że tam się właśnie wszyscy prężą.
    A co do nicniemuszenia - ja niby też nie muszę, nigdy jakoś specjalnie nie musiałem. Ale ostatnio mi się zachciało, zainwestowałem w hantelki i cieszę się odkrywając, że mi rośnie coś, o posiadanie czego nawet się nie podejrzewałem. Może imponować muskulaturą nie mogę, może nigdy nie będę mógł, ale mam z tego mimo wszystko jakąś tam radochę :-)
    P.S. Twoja plaża dla brzydkich ma przynajmniej ten plus, że można na niej Żuberka wypić. Bo na tej dla ładnych, wyłożonej kostką, to się chyba nie da. No i żeby klatę golić?! O tempora, o mores!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, że w narodzie taka tradycja, że jak się Polak da Żubrowi pokopać na brzegu, to potem musi umiejętności pływackie sprawdzać i... na brzeg już często nie wraca.

      Usuń
  8. Co Ty!? Nie musisz? A Żona? A dzieci? A uczniowie? A dla samego siebie? Silny! Zwarty! Gotowy! Żadnej rozlazłości nie można folgować. Nie stać nas na to. Życie nie wybacza.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.