czwartek, 25 lipca 2013

Kościół i czarny biustonosz

- Dlaczego ty wciąż fotografujesz ten kościół? - pyta mnie Żona, widząc, jak robię kolejne i kolejne zdjęcia mojego (starego) parafialnego kościoła pod wezwaniem św. Gotarda.



No właśnie, dlaczego wciąż to robię?

***

Ci z Was, którzy opuścili swoje rodzinne miasta i odwiedzają je z rzadka - dwa-trzy razy w roku - ci, którzy mają starzejących się rodziców i widują ich tylko od okazji do okazji, będą wiedzieli, o czym mówię. A mówię o przemijaniu. 

Pompatycznie? Pewnie, że tak. Bo zawsze czuję ten pompatyczny i dojmujący smutek, gdy widzę, ile z tego, co zapamiętałem, pożarł czas. "Zmienia się postać tego świata" - pisał św. Paweł i to są cholernie mocne słowa. Myślę, że jedne z najbardziej, właśnie, ponadczasowych.

Idę moją ulicą. Moją-nie moją, bo w miejscu boiska, na którym grałem w piłkę całe dzieciństwo i młodość, powstaje nowa szkoła. Nowa, wielka i za fundusze unijne. A ja jestem taka podła bestia, że wolałbym w tym miejscu widzieć puste, piaszczyste, porośnięte na obrzeżach boisko, miejsce moich klęsk i tryumfów piłkarskich, niż nową i służącą dobrze ogółowi placówkę oświatową.

No taki już jestem.

Wolałbym widzieć w starych kumplach starych kumpli niż mężów, ojców, statecznych i odpowiedzialnych mężczyzn. 

Ale wszystko się zmienia i tylko to się nie zmienia. 

Więc dlaczego wciąż fotografuję ten kościół? Bo on jeden od czasów moich szczeniackich się nie zmienił. jego dzwony brzmią identycznie, faktura cegieł jest taka sama, wieża, krzyż... Co prawda wnętrze jakby mniejsze, ciaśniejsze, ale to wciąż to samo i tak samo.

Żeby nieco rozproszyć elegijny półmrok, taka oto historyjka sprzed paru lat. 

Idąc z centrum Kalisza do mojej dzielnicy, w sumie już będąc w niej, mija się spory szary budynek, w którym rezydują siostry zakonne. Nazaretanki. Mam spory sentyment do tego zakonu, bo właśnie jedna z nazaretanek uczyła mnie religii, gdy w latach 80 do komunii się przygotowywałem. Siostra Regina. Miła była. Tyle pamiętam. 

No więc mijam ten budynek. Wieczór jesienny się robił. Zapalały się światła w niektórych mieszkaniach. Zapaliła się też lampa w jednym z pokojów "budynku zakonnic". Odruchowo podnoszę wzrok i widzę... w oknie na wysokości pierwszego piętra stoi kobieta, zdejmuje (chyba) bluzkę, a pod nią prezentują się obfite piersi w czarny biustonosz oprawione!

Coś a la w ten deseń.


Aż mnie zamurowało. Kobieta szybko się odwróciła, nie był to ruch "spłoszony", po prostu przeszła wgłąb pokoju, a ja stałem jak słup soli na chodniku i nie byłem pewny tego, co przed chwilą zobaczyłem. Ok, wiedziałem, że zakonnice mają pewnie piersi, ale to?!

I choć nie mam żadnych niezdrowych fantazji na temat habitów itd, to całą drogę do domu prześladował mnie ten widok. Cóż, było to całkiem przyjemne prześladowanie...

Oczywiście nie zdradziłem rodzicom, czego byłem świadkiem, więc przez całe lata pielęgnowałem w sobie pewność, że zakonnice mają całkiem niezłe biusty i do rzeczy bieliznę.

Aż tu jakiś czas temu Brat mimochodem mówi mi, że zakonnice lata świetlne temu  wyprowadziły się z rzeczonego budynku i od dawna mieszkają tam dwie zwykłe, całkiem świeckie rodziny.

Czy zmieniła mi się perspektywa? Chyba nie. Widok ładny pozostał, ale wiem jedno - ręki na pulsie wydarzeń z "kraju lat dziecinnych" nie utrzymam. Tam już inni ludzie, inne przestrzenie, a i biust pewnie zdążył się już nieco zdezaktualizować. 

13 komentarzy:

  1. Dobrze wiem, o czym piszesz. Jakoś nie umiem przestać mówić "u nas w domu" mając na myśli Gliwice (nie Rybnik, w którym mieszkam).

    OdpowiedzUsuń
  2. "zakonnice mają całkiem niezłe biusty i do rzeczy bieliznę"
    :))
    A tak serio:
    Świetny wpis, poruszyłeś tę strunę, co mi po powrocie z wyjazdu drga i drży. Rzeczy, które pożarł czas, zlatują się czasem i otaczają nas niczym mgła.
    Łąki, które wybujały, potem je wypalono i obsadzono, lasy, które wykarczowano i zabudowano.
    Przeszłość, minione dekady, jak sen, którego niemal znowu dotknęliśmy.
    Czekam, aż się toto rozwieje, rozejdzie po osteoporozie w kościach bo nie idzie tak funkcjonować.
    W każdym razie nie w pieprzonej stolicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, to moja obsesja. W jakimś poście kiedyś gdzieś napisałem, że ja nie robię planów na przyszłość. Ja zyję dniem dzisiejszym i przeszłością.

      To takie moje małe prywatne przekleństwo. I stąd ten jęk nad mijającym światem.

      pzdr serdecznie!

      Usuń
  3. nie trzeba tych lat, bo ja idąc po dwóch miesiącach wakacji ponownie przez miasto obok mojej rodzinnej wsi zauważam tysiące zmian, co dopiero po latach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz teraz. Kiedyś zobaczysz jeszcze więcej.

      pzdr serdecznie

      Usuń
  4. A już miałam nadzieję, że zakonnice to też istoty ludzkie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, takie półludzkie, półboskie.

      ;-)

      Usuń
  5. Ja mam lepiej od Ciebie, bo moja tęsknota do czasów minionych nie sięga dalej niż do czasu studiów, ledwie muska czas szkoły średniej. Czas podstawówki to był masakryczny syf, więc do boiska tęsknić nie jestem w stanie. Do widoku kościoła też nie. Czarni to najbardziej wsteczna i tępa grupa społeczna, jaka żyje w naszym kraju. Wyjątki tylko potwierdzają regułę. Biustonosz zakonnicy... to coś jak usta nieboszczyka. Koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieładnie mówisz o naszych braciach z Afryki, nieładnie...

      Usuń
  6. A gdzie teraz mieszkają Nazaretanki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedaleko. Na ulicy Kordeckiego. Przy przedszkolu integracyjnym.

      Bosy.

      Usuń
    2. To zupełnie zburzyłeś mój wszechświat kaliski! Nazaretanki, cmentarz prawosławny, rogatka... A teraz co?

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.