wtorek, 30 lipca 2013

Fazy

Cóż, my od kilku dni walczymy z korytarzem, by doprowadzić go do porządku. Pomalować, wcześniej zedrzeć schodząca farbę, zagipsować szczerbate partie ścian, zedrzeć tapety, przykleić tapety, przy okazji zajmować się dziećmi, by się do niczego nie przykleiły etc.

Stojąc od piątku na drabinie, z pędzlem skierowanym w stronę popękanego sufitu, odezwało się moje zawodowe zboczenie i uświadomiłem sobie, że moje walki z materią remontu jako żywo przypominają etapy żałoby, jakie przeżywa podmiot liryczny w "Trenach" Kochanowskiego.

Najpierw ZAPRZECZENIE

"Nie, to nieprawda, że trzeba pomalować ten korytarz. No coś Ty? Przecież on nie wygląda jeszcze tak źle. Szkoda wakacji. Nie, nie zgadzam się! Nie!"

Potem GNIEW

"Kurde! (albo i gorzej!) Dlaczego ta cholerna farba tak długo schnie?! Dlaczego?! Ja pierniczę! Ile jeszcze razy mam malować ten cholery kawałek sufitu?! Pierniczona drabina! Zazraz z niej spadnę i mnie pochowacie! Zginął w czasie urlopu, bo wpadł na pomysł malowania sufitu!"

Następnie  TARGOWANIE SIĘ

"Serio? Musimy drugi raz malować ten sufit? Naprawdę? Przecież i tak nic nie widać, bo do tamtego rogu słońce nie dochodzi. Musimy? Jezu... Ścianę też?"

Dalej DEPRESJA

"Nie. Koniec. Nic już nie widzę. Tylko biel. Biel. Mam wszędzie farbę. Dajcie mi piwo..."

I na koniec AKCEPTACJA

"Zostaw mi ten pędzel! Sam to zrobię! Ja tu maluję i koniec!"

6 komentarzy:

  1. Świetnie to ująłeś - mam tak za każdym razem, kiedy przychodzi do remontów (no, ewentualnie piwo pojawia się wcześniej), ale tak trafna refleksja mnie nigdy jeszcze nie naszła. Na szczęście na jakiś czas mam malowania i gipsowania z głowy... Choć może tylko mi się wydaje, kto wie, co się wylęgnie w żoninej głowie...

    OdpowiedzUsuń
  2. I od razu widać, jaki to ponadczasowy utwór... ale czy twoi uczniowie to rozumieją?
    Przypomniało mi się, jak miałam lat naście i musiałam zbierać stonkę z ziemniaków. Do butelki. A nie cierpię robali, brrrr. Żeby nie myśleć o tym, co robię, recytowałam sobie kawałki "Zemsty" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdzie etap podziwiania efektów? Bo chyba ostatecznie jest lepiej niż było...? No, oby gorzej nie było...! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Stojąc od piątku na drabinie, z pędzlem skierowanym w stronę popękanego sufitu, odezwało się moje zawodowe zboczenie" - no popatrz, a moje zawodowe zboczenie odmówiło stania na drabinie i sama będę musiała :-(
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasyczny błąd składniowy. Mój. Niech będzie na mój wstyd. :-(

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.