środa, 5 czerwca 2013

Zwycięzca moralny

Nie od dzisiaj to widzę. Nie tylko ja. Nie od dzisiaj regularnie pojawiają się pełne jadu, nieprawdy, schematów myślowych, uprzedzeń, czystej zawiści i głupoty artykuły prasowe i komentarze dotyczące nauczycieli.

Ci z nas, którzy mieli rodziców-nauczycieli, wiedzą, ile człowiek z roboty przynosi do domu pracy. Pracy, stresu, lęków czasem. Ile weekendów, ile ferii, ile "wolnych" godzin poszło na sprawdzanie, na wyjazdy, na szkolenia, na opiekę nad uczniami, zebrania, wywiadówki etc.

Reszta widzi tylko dwa miesiące wakacji i wolne dwa tygodnie zimą. Reszta widzi tylko obijającego się nieudacznika, którego musi żywić, bo sam zechłby z głodu, gdyby miał "nauczać prywatnie."

Nauczyciel, oprócz może polityków każdego szczebla, jest dyżurnym chłopcem do bicia i kozłem ofiarnym ("Dzieci mają słabe wyniki na egzaminach? Wina nauczycieli. Półanalfabeci krążą po ulicach. Czyja wina? Budżet gminy/powiatu/województwa/państwa jest zagrożony? Pozamykać szkoły").

Myślałem, że jestem bardziej odporny na te naloty dywanowe nienawiści i niechęci, ale ...

Parę miesięcy temu wchodzę do okolicznego sklepu. W prasie eksponowanej tuż obok kasy artykuł: "NAUCZYCIELE MAJĄ ZA DŁUGIE WAKACJE!"

Ominąłem, bo po co sobie psuć dzień. Wszedłem między półki. Do sklepu wchodzi klientka. Patrzy na gazetę, czyta na głos tytuł i woła na cały sklep:

- Racja! Człowiek ma dwa tygodnie wolnego jak mu dadzą, a tacy to sobie pożyją przez dwa miesiące! Racja! Powinni do roboty chodzić!

Nie wytrzymałem.

- A co by mieli robić w szkole?

Kobieta zbaraniała.

- Mieli by uczyć? Pracować? Tak? A kogo by mieli uczyć? Młodzież? Wyobraża pani sobie, że młodzi przyjdą w wakacje do szkoły?

Kobieta zaczęła się wycofywać.

- No racja... Z tymi młodymi to coraz gorzej przecież... - pomarudziła coś pod nosem i poszła.

Nie, nie zatryumfowałem.

Ja już przegrałem. My już przegraliśmy. 

Jako grupa zawodowa...

15 komentarzy:

  1. Szkoda wielka, że tak ważny zawód boryka się (niestety nie ten jeden) z tak niską aprobatą społeczną.
    A że przyczyn zidiocienia młodych ludzi jest o wiele więcej, niż schematycznie pojmowana nauka w szkole, to już mało kto się w takie rozważania zagłębia.
    Dla mnie to jedna z najcięższych prac i nie przestaję podziwiać nauczycieli. Chociaż niektórych nie rozumiem i krytykuję - ale to za ich niedouczenie, a to akurat nie ma najmniejszego odniesienia do tego, co tu piszesz.

    Siły i wytrwałości życzę!
    U mnie lepiej, więc i Ty poszukaj słońca :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są różne rodzaje niedouczenia. Jedno to autentyczne braki w wiedzy pedagoga, ktoś się kompletnie nie orientuje w temacie lub ma informacje sprzed 20 lat. O ile w przypadku języka polskiego nie ma bólu aż takiego, bo czegóż nowego można się dowiedzieć o "Bogurodzicy" takiej, to w przypadku nauk przyrodniczych wciąż pojawiają się nowe odkrycia przewartościowujące poprzedni stan wiedzy.

      Inny rodzaj to niedouczenie metodyczno-pedagogiczne. Tu jest gorzej, bo studia NIE UCZĄ NICZEGO PRZYDATNEGO w pracy w szkole. I to niedouczenie jest niestety dużo gorsze...

      Usuń
    2. Od lat obserwuję skutki niedouczenia na przykładzie wiedzy mojej Córki z jej podstawowych przedmiotów, np. j. niemieckiego.
      Nauczycielka przez lata powtarzająca ten sam zły akcent czy złe tłumaczenie słowa w języku obcym wychowuje kolejne pokolenia, które aby zdać ten zły akcent też muszą powtórzyć. A są to błędy takiego kalibru, że czasem jest szansa, że Niemiec takiej wypowiedzi albo nie zrozumie, albo wyśmieje...

      Na tym się znam, więc nad tym naprawdę ubolewam.
      Za moich czasów było mniej dyletantów na takim poziomie w szkołach, w których mnie uczono.

      Podobnie poziom studentów, po maturach polegających na testach, na kierunkach językowych. Rzeczy, których oni nie umieją na 3 roku są przerażające! Gdybym takie błędy popełniała swego czasu, nikt by mnie na te studia językowe nie przyjął!
      Ale wtedy były jeszcze egzaminy wstępne.
      I w takich momentach zadaję sobie pytanie, kto im te testy sprawdził, albo jaki był próg, że takie osoby miały szansę zdać i dostać się na takie studia.

      Usuń
    3. Zło zrodziło się w momencie powołania gimnazjów. Nic już potem nie było takie samo. Gimnazjaliści zaludnili okrojone z treści i ducha licea, licealiści poszli na uczelnie, które zaczęły walczyć nie o jakość, ale o ilość studentów.

      Byli studenci uczą teraz w szkołach i są (z małymi wyjątkami) owocami tej katastrofy edukacyjnej.

      Może się komuś narażę, ale uważam, że średniej jakości student "starego systemu" wiedział O NIEBO więcej i reprezentował wyższy poziom kulturowy niż JAKIKOLWIEK jego dzsiejszy odpowiednik.

      Usuń
  2. Zbieracie (nauczyciele) za marną kondycję szkolnictwa w ogóle. Nauczyciele nie mają szacunku w społeczeństwie, bo każdy z nas wie, że najlepsi uczniowie nie zostają później nauczycielami. Nie brakuje wcale nauczycieli cieniutkich intelektualnie, a nasz naród ma taką właściwość, że chętnie uogólnia spostrzeżenia negatywne. To nic, że nauczyciele są różni, jak wszędzie, jak w innych zawodach. Spotyka ktoś kiepskiego nauczyciela i mówi, że nauczyciele są do niczego i jest im za dobrze. Faktycznie, niektórym tak. Za to ci dobrzy są niedoceniani. Bilans wychodzi na zero, tylko ze sprawiedliwością i sensem to nie ma wiele wspólnego. Jak to u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tylko najgorsze jest to, że wszystkich nas wrzuca się do jednego worka. A worek do jeziora!

      Usuń
    2. Zawsze zbierają nie winni, tylko obecni.
      I tych boli najbardziej, bo oni chociaż słuchają krytyki.
      Ci, których ta krytyka dotyczy pewnie jej nawet nie zauważają, bo mają ją gdzieś.

      Usuń
  3. Niestety zgadzam się z ostatnią częścią posta. Ja mam wrażenie, że my, nauczyciele, jako grupa zawodowa, przegraliśmy, bo nie jesteśmy solidarni, wiecznie kładziemy uszy po sobie. Jak strajkować, to w takim momencie roku szkolnego, żeby uczniom nie zrobić krzywdy, poza tym zawsze ktoś z grona się wyłamie. Jasne, że nie mamy szacunku w społeczeństwie, że jesteśmy chłopcem do bicia, ale czy my na to sami nie zapracowaliśmy, nie szanując samych siebie(???). Nie wiem sama, ale rzeczywiście jest to smutne i przykre, że od wielu już lat postrzega się nasz zawód w kontekście ferii, wakacji i wiecznego pragnienia podwyżek. Pozdrawiam. Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonała analiza stanu nauczycielskiego.

      Kolega od zawsze powtarza, że to wszystko wina feminizacji zawodu, a baby się dogadać (też co do strajku) nie mogą.

      Cóż, górnicy to faceci, tej grupy się nie rusza...

      pzdr

      Usuń
  4. Jak to mówią: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
    Ci, którzy nie widzieli, nie doświadczyli pracy nauczyciela nie zrozumieją ich.
    Moja mama, nauczycielka chemii, ciągle nad czymś pracowała, przygotowywała, bo i przedmiot taki, że wielu z nim miało kłopot, a naprawdę chciała pomóc.
    A wakacje...
    już nie pamiętam, ile jest tam dni do dyspozycji dyrektora i ile dodatkowych obowiązków, jak układanie planów itp.
    ale gdy nawet miała wakacje, to nie miała już NA wakacje.
    Mam nadzieję, że teraz macie choć trochę lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Że też kobita nie rzuciła równie typowym tekstem: "Posiedzi w szkole cztery godziny i do domu, a uczciwi ludzie minimum osiem godzin pracują!" ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest jeden plus jaki mają nauczyciele (rzecz jasna nie wszyscy), bo nie każdy może sobie na to pozwolić. Korepetycję, albo tak jak ma moja koleżanka 1/3 etatu dodatkowo. Z tym, że ona jest pedagogiem więc omijają ją klasówki i nie musi się codziennie przygotowywać na zajęcia (oczywiście szkolenia, zebrania, kolejne podyplomowe). Dobrze, ciężko pracuje. Jednak fakt, że ma 20h w tygodniu pozwala jej spokojnie bez siedzenia po 12h w pracy na 1/3 etatu w internacie. Dwa razy w tygodniu pracuje dłużej do 19 (jakoś tak bo w ten jeden dzień ma krócej pedagoga i wraca o 16.00). Krótko mówiąc ma 20h etatu plus 1/3 internatu z 30h to jest 10h (dwa razy po 5h w tygodniu). Patrząc na to tylko pod kątem godzin (plus minus dodatkowe godziny) to jest trochę ponad 30h w tygodniu w pracy. Nadal mniej niż na normalnym etacie. Dzięki temu ma prawie 1,5 etatu i szczęśliwie wyciąga (bo już kilka lat w szkole pracuje) 3000 zł na rękę. Ja bym bardzo chciała sobie dorobić (moja wypłata to nie jest nawet połowa), ale przy chęci 1,1/3 etatu wyszłoby 50h w tygodniu, czyli albo codzienne po 2h dłużej, czyli wychodzi 10h dzień pracy non stop, albo inne kombinacje. I to jest wielka dogodność i szansa na choć trochę bardziej godnie wyglądające konto.

    A co do ilości wolnego to nie można odmówić faktycznie mają te 2 tygodnie ferii, przerwę międzyświąteczną, ale z tymi wakacjami to oni sobie o tych 2 miesiącach mogą pomarzyć. Moja koleżanka zazwyczaj rok szkolny kończy ok 10 lipca (uczniów już nie ma, ale ona być musi, bo jest np; rekrutacja), a zaczyna w drugiej połowie sierpnia, bo prowadzi integracyjne. Więc szału nie ma. Kolejny minus to brak możliwości urlopu w innym terminie. Jeśli potrzebuje mieć wolne w innym czasie musi kombinować z chorobowym lub rezygnować. Nie pojedzie już na wakacje we wrześniu kiedy taniej. Nie ma na to szans. Także nigdy nie jest tak różowo jak się postronnym wydaję, choć ta moja koleżanka sama mówi, że bywa ciężko (najgorzej idzie praca z nauczycielami, są trudne przypadki), ale żyje jak pączek w maśle. Ale ona ma szczęście, bo robi to co lubi, i w czym jest naprawdę dobra, pracuje w dobrej szkole, w której dyrektor dba o swoich pracowników i docenia (a ją szczególnie), widzi sens swojej pracy i czuje się bezpiecznie (nie boi się nagłego zwolnienia, bo likwidacja szkoły, albo redukcja etatów). Podejrzewam więc, że nie do końca jest przedstawicielem zawodu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludzie zapomnieli przekleństwa: bodaj ci przyszło cudze dzieci uczyć! A pocztowcy dodają: i cudze pieniądze liczyć. A, to może bankowcy, ale tym sie chyba nieźle powodzi. Pamiętam, jak moja profesorka od matematyki, w szkole średniej mawiała, że wolałaby pracować w fabryce, bo jakby przez osiem godzin utkała, dajmy na to, ileś tam materiału, to widać by było efekt. A przy nas się napracuje a efektu żadnego. I zgadzam się, że jak w każdym zawodzie są artyści i rzemieślnicy, nie ujmując nic rzemiosłu. Ale nawet rzemieślnikom nie ma czego zazdrościć tych, w gruncie rzeczy rzekomych, przywilejów. A artyści w tym "fachu" są warci tyle złota, ile ważą. Wcale sie nie podlizuję, takie jest właśnie moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Obserwuję trzy grupy zawodowe, które "obrywają za całokształt" dość systematycznie. Są to nauczyciele, księża i lekarze...

    OdpowiedzUsuń
  9. takie pokolenie kolumbów dwudziestego pierwszego wieku.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.