wtorek, 4 czerwca 2013

Telefony, telefony...

Moje przygody z telefonami czasami mają iście komiczny wymiar. Parę razy już o tym pisałem, a kto ciekawy, to sobie sprawdzi. Raz dostałem sms o treści: "Bożena, kup gazetę!", innym razem: "Widziałam cię dziś w telewizji! Cudownie wyglądasz z ciążowym brzuszkiem!" 

Do mojej Żony zadzwonił kiedyś ktoś z "numeru zastrzeżonego."

- Cześć, tu Janek Pospieszalski... - odezwał się ktoś głosem Janka Pospieszalskiego.

A ostatnio?

Dzwoni telefon stacjonarny. Odbieram. Kobiecy głos:

- Dzień dobry, nazywam się Katarzyna Jakaśtam. Czy mogłabym panu zadać jedno pytanie/

- Hmmmmm.... A o co chodzi?

- Moje pytanie dotyczyć będzie problemów bezpieczeństwa. Czy uważa pan, że na ulicach w pańskiej miejscowości powinno znaleźć się więcej patroli policyjnych?

O, myślę sobie, konsultacje społeczne czy jak? Tak się złożyło, że czytałem ostatnio w prasie bardzo lokalnej sprawozdanie roczne, jakie złożył szef strażników miejskich, więc spiąłem ten telefon z problemami bezpieczeństwa mojej mieścinki.

- Wie pani - mówię - to dość oczywiste, że im więcej umundurowanych funkcjonariuszy na ulicach, tym gorzej się czują ci, którzy mają jakieś niemądre pomysły. Chuligani, miejscowa łobuzerka...

- Rozumiem - powiedziała bardzo powoli moja rozmówczyni. - A czy orientuje się pan, że na kartach Apokalipsy św. Jana, ostatniej księgi Biblii zapisane jest...

O nie! Ależ mnie zrobiła w konia! Niby policja, a tu klasyczne jehowe pranie mózgów!

- Tak, orientuję się...

- ... a więc wie pan, że żyjemy w czasach ostatnich i już wkrótce...

- Proszę pani, ale Jezus mówił, że NIKT nie zna dnia ani godziny końca świata, więc skąd pani wie?

- Proszę posłuchać - zaczyna mi tłumaczyć - Biblia daje nam...

- Skończy już z tymi Jehowymi! - krzyknęła z kuchni Żona i tym sposobem nie dowiedziałem się, co daje nam Biblia.

A tak nawiasem mówiąc, być może  Świadkowie Jehowy też muszą w dzisiejszych czasach optymalizować koszty i zamiast ruszać w świat lotnymi trójkami/dwójkami, wolą teraz dzwonić po ludziach?

Może mają jakieś swoje call-centre?



Z tymi wątpliwościami zostawiam Państwa do następnego razu.

Jeżeli oczywiście następny raz będzie, bo wiecie, w czasach ostatnich przyszło nam żyć...

14 komentarzy:

  1. I właśnie dlatego zlikwidowałam stacjonarny :)
    Dzwonili tylko ankieterzy i telekomunikacja, a ja nie mam tyle wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas było to samo! Całymi dniami biegałam do stacjonarnego rozmawiać z paniami od kołder, garnków i internetu!

      Usuń
  2. Pracowałam na telefonach - koszmar. Nigdy więcej. Ale notowałam ciekawe i zabawne "momenty", może kiedyś się pokuszę o mały quasi-felieton?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Me too, AA. Czasem to nie wierzyłam, że mamy XXI w.
      Jakby co - to miło mi się was czytało i do zobaczenia w eee jakimś niebiańskim call-center.
      Bosy, trzeba było poczekać - może byś dostał chleby i ryby w promocji ;)

      Usuń
    2. Chleb i ryby dobre rzeczy. Nie pogardziłbym, choć przez telefon trochę kiepsko odebrać. Ale może Jehowi będą catering organizować? Kto wie?

      Usuń
  3. O mało co bym w call center nie pracował rok temu...:)

    OdpowiedzUsuń
  4. oo ciekawe to bardzo
    nie dość, że zaprasza się na prezentację kołder, darmową degustację z garnków to jeszcze z apokalipsą dzwonią
    się porobiło

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieźle, rozwijają się. Nic, tylko czekać na wiadomości w skrzynce mailowej.
    Ale...
    Ja tam w sumie wrogo nastawiony nie jestem. Kiedyś, w studenckich czasach, regularnie spotykałem się ze świadkami Jehowy. Raz ich wpuściłem i później tak się przyjęło, że wpadali średnio raz w miesiącu, jak ich za długo nie było, to aż się martwiłem... Nawet lubiłem te spotkania. Darmowe kursy dyskutowania. Kiedyś sofiści brali za to ciężkie obole, a ja miałem gratis. A jaka satysfakcja, kiedy raz brat Michał wyszedł ze skwaszoną miną i zapowiedział, że dokończymy rozmowę następnym razem. Przegadać świadków - bezcenne.

    Na marginesie - zauważyłem, że największy problem mają z nimi zdeklarowani katolicy, czy inni zdeklarowani wierzący. Może dlatego, że o swojej religii wiedzą promil tego, co świadkowie? Może nie tyle nie lubią ich nachalności, co boją się argumentów, na które nie będą znali odpowiedzi? No bo który katolik regularnie czytuje Biblię? I na ile mocno wierzy w to, w co deklaruje, że wierzy? Może tu jest problem, bo w sumie - co jest złego w rozmawianiu na temat wiary? A uwierzcie, oni na siłę nie wciągają do swojej 'organizacji'. Co najwyżej zaproszą na spotkanie - wystarczy odmówić. Najlepiej grzecznie. Niezniechęceni przyjdą za miesiąc ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam z nimi taki problem, że nigdy nie dało się z nimi na spokojnie pogadać. Zawsze ich ktoś przegonił zanim się rozkręcili na dobre.

      Ale mój kumpel pracuje ze Jehowitą i regularnie ten mu tłumaczy zawiłości struktury myślowej tego ugrupowania religijnego. Gdy dochodzi do kwestii wyjątkowo trudnych, na przykład:



      - jak to jest z tym przetaczaniem krwi? Przecież to chyba dobrze, prawda, uratować komuś życie jak mu krwi brakuje?

      - To trudny problem. Pozwól, że jutro ci odpowiem.

      I przychodzi nazajutrz z gotową wyklepaną formułką. Widocznie w nocy połączył się z Centralą i tam mu powiedzieli, co ma mówić w tej kwestii.

      Kończąc, ja tam ich nawet lubię jakoś. Są uprzedzająco mili i grzeczni.

      Usuń
    2. Przetaczanie krwi, to jeszcze nic. Dziury logiczne w ideologii widać, gdy się zapyta o to, po co nawracają kolejne osoby i na co w sumie sami liczą, skoro w dniu sądu zbawionych ma zostać czterdzieści tysięcy dusz? Czterdzieści i koniec, tak mówi Pismo, które oni odczytują dosłownie (Kościół poszedł po rozum do głowy i dopuszcza metafory, inaczej się nic kupy nie trzyma)... Robią sobie konkurencję, było nie było.

      Usuń
  6. Oni mają pewne zalety, na przykład nie kradną, a to niezmierna rzadkość. Szkoda tylko, że spodziewają się końca świata w każdej chwili. To zniechęcające.
    Chwyt z pytaniem przez telefon bardzo sprytny :)
    Poproś żonę, by była dla nich dobra następnym razem. I dla Ciebie też. Staniesz się nerwowy, jak będzie na Ciebie krzyczała, przerywając Ci interesujące dysputy telefoniczne :)
    Świadkowie Jehowy nie gryzą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary, ja przez rok miałem szefa Świadka. Szefa agencji reklamowej, której byłem pracownikiem dzwoniącym do firm i proponującym im miejsce w bezpłatnej gazetce reklamowej.

      Jakie gość przekręty robił, to historia! Potrafił wejść do firmy, która już przestała się u nas reklamować i pokazywać fakturę do zapłacenia za miesiąc, w którym już z nimi nie współpracowaliśmy.

      Taki Świadek, a Jehowy...

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.