poniedziałek, 3 czerwca 2013

Nie ma

Nie ma lekko, nie ma...

Tymek miał jechać dziś do pobliskiego miasteczka. Z okazji Dnia Dziecka całe przedszkole miało się bawić w ogromnej HALI wypełnionej zabawkami, torami przeszkód, samochodzikami, basenami z piłeczkami etc. Prawdziwy małpi gaj dla nieletnich.

Cieszył się na ten wyjazd tak bardzo, że... no, że się rozchorował z tej radości. 

Najprawdopodobniej rumień zakaźny, którego pierwszym objawem jest silne zaczerwienienie policzków. Potem wysypka schodzi na całe ciało. Nie jest to bolesne, ani specjalnie groźne, ale trzeba było Synka z przedszkola zabrać.

Nie muszę chyba tłumaczyć, że czułem się przy tym jak faszysta. A sam Tymek pierwszy raz w swojej dwuletniej przedszkolnej karierze chciał w przedszkolu BYĆ i już!

Pogoda na dodatek podła. Wieje, gnije wszystko, pada. Polska po prostu. Na dodatek smętne akcje w życiu ostatnio z Żoną mamy. Zmęczenie masakrująco ciężkim zawodowo majem. Zmęczenie pogodą. Chorobami dzieciaków. Zawieruchami życiowymi przeróżnymi. 


I choć na planie życia prywatnego wszystko na szczęście się układa raczej OK, to cała reszta wokół nie chce za bardzo.

Stąd ta piosenka mi się przypomniała nagle:


5 komentarzy:

  1. "Wieje, gnije wszystko, pada. Polska po prostu". Bardzo pięknie to ująłeś, jak prawdziwy Polak :) Ech, żeby tak jeszcze jakieś powstanko z klęską, to już byśmy mieli komplet ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka wilgoć w powietrzu, że cały parkiet (nowy niemal) mi się podnosi.

      Nie potrzebuję powstania.

      A co do pogody, to chyba uniwersalny chyba powód do narzekania. Choć Czesi i tak mają gorzej, ale to mnie jakoś nie pociesza.

      Usuń
  2. Mój Tytus będąc w podobnej instytucji zwanej Kinderkiem, zagubił się w rurze. Wlazł do labiryntu i normalnie zabrakło mu Ariadny przed wejściem. Ale odratowaliśmy.
    A rumień był u nas zapowiedzią ospy. Miesiąc wycięty z życia. Nie, żebym straszył...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ospę mieliśmy w zeszłym roku w Boże Narodzenie. Piękne święta były, bo nikt z rodziny nas nie odwiedzał ;-)

      Usuń
  3. Czasem się zastanawiam, czy w przedszkolach atrakcje nie są robione po to właśnie, żeby nikt nie przyszedł :-)
    U nas w tym roku na balu karnawałowym była 1/5 dzieci...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.