czwartek, 6 czerwca 2013

Jest taki wstyd, co się młodemu ojcu zabrania przyznać,

że szczytem jego marzeń nie jest spędzanie każdej wolnej chwili z własnymi dziećmi...

Zacząłem od, powiedzmy, pointy, ale już przeprowadzam się na właściwe tory. Z góry ostrzegam przed pewnym bałaganem kompozycyjnym, ale nie chce mi się kombinować nad wysublimowaną formą.

I

Tkwiąc po uszy w tzw. blogosferze i mając więcej Czytelniczek niż Czytelników (tak się porobiło...), nie mogłem nie zauważyć, że sporo ruchu w Sieci generują blogi młodych lub mniej młodych mam. Popisują się najnowszymi osiągnięciami pociech, wymieniają się poradami, wściekają na podobne patologie, czasem żrą się też o byle pierdoły (kobiety...).

Od czasu do czasu trafiam też na wpis z cyklu "Dziecko zabrało mi życie." Cały post jest wtedy jednym wielkim wykwitem żalu, jaki pęcznieje w autorkach. A że niewyspana, niezadbana, w starych ubraniach, a że wieczne choroby, a że skończyło się życie towarzyskie, a że koleżanki się odwróciły, a że popełniły błąd rodząc pierwsze/drugie/trzecie dziecko etc.

Wiecie, o czym mowa, prawda?

Komentarze pod takim postem puchną aż od wyrazów otuchy. Zaprzyjaźnione blogerki pocieszają nieszczęśnicę jak mogą. Jasne, czasem ktoś nieładnie napisze coś w stylu: "Przestań jęczeć!", ale zaraz znów zrobi się miło, a agresor dostanie "zaraz wjazdu" na komentarze.

Obserwowałem wielokrotnie podobny mechanizm. Jest w tym pewna prawidłowość.

II

Spróbujmy wyobrazić sobie podobny problem poruszony na "męskim" blogu. Przykładowy tata pisałby tak:

"Czuję, że dziecko zabrało mi wszystko, co było fajne w moim życiu. Gdzie się podziali koledzy? Grają w piłkę? A może jeżdżą motorami beze mnie? Poszli znów na piwko nad rzekę i gapią się na biegające po parku studentki? A może do kina wyskoczyli? Co ja tutaj robię z tymi dziećmi przez 95% wolnego czasu?"

Wyobraźmy sobie przykładowe odpowiedzi. Moim zdaniem spora część brzmiałaby tak:

"Ty cholerny egoisto! Pomyśl o swojej żonie/kobiecie! Myślisz, że ona ma czas chociaż myśleć o takich sprawach? Piwka ci się zachciało? Trzeba było wcześniej pomyśleć, czy się chce mieć dziecko! Jakby twoja matka tak myślała tylko o sobie, to byś całe dnie głodny po ulicy chodził! Przestań być w końcu tym wiecznym chłopcem! Skończyło się!"

Tak to sobie wyobrażam, niestety...

I dlatego dobrem rzadko spotykanym jest marudzący na swoje ojcostwo młody ojciec.

III

W rodzinie mojej połowicy krąży pewna opowieść, autentyczna historia jednak bez fabuły. Dziadek Żony reprezentował typowy patriarchalny wzór męskości. Tylko raz udało się go namówić, by wyjechał z WŁASNĄ wnuczką  do miasta. Niemowlę leżało spokojnie w głębokim wózku, a on przełykając głęboki wstyd, musiał tym wózkiem przejechać kilkaset metrów. 

Dziś starszy pan (świętej pamięci już) byłby eksponatem na wystawie poświęconej przebrzmiałym modelom męskości.

IV

Dlaczego młodzi ojcowie nie marudzą? Czy to tylko stereotypowe wyobrażenie o emocjonalnej gardzie, jaka ma ich chronić przed zbytnią wylewnością? A może to coś więcej? A może to przywołany na wstępie wstyd, który każdego młodego ojca obezwładnia, gdy ten nagle uświadamia sobie, że przecież mógłby w czasie, gdy godzinami zajmuje się dziećmi, robić coś innego? Ciekawszego? Wartościowszego? Cenniejszego? 

I jednocześnie dławi młodego ojca wizja tego, jak egoistycznym demonem staje się, gdy tylko głośniej wyartykułuje potrzebę odpoczynku od dzieciaków. "Czy naprawdę muszę non-stop się nimi zajmować?" - myśli sobie i wie, że współczesna kultura kolorowych pism, wpływowych programów, mizdrzących się pedagogów dyżurujących w telewizjach śniadaniowych najchętniej wpisałaby go w taki schemat:




IV

Cóż, rozmawiałem kiedyś z Żoną na temat tego, jak to kiedyś ojcowie zajmowali się dziećmi. Żona wiedziała jedno - kiedyś kobiety miały gorzej, dziś mają lepiej, bo ojcowie włączyli się hurtowo w opiekę nad dziećmi, zwłaszcza tymi najmłodszymi. 

A skoro kobiety mają lepiej, czy to znaczy, że mężczyźni mają gorzej? 

Jeżeli tak, to czy naprawdę nie mają prawa sobie pomarudzić? Nie być wiecznie uśmiechniętymi, wyrozumiałymi, stale obecnymi ciałem i duchem? 





Samozwańczo to prawo im daję, a co mi tam...

V

Fryderyk Nietzsche napisał: "Albo dzieci, albo książki." 

Ja sprawy ojcostwa tak radykalnie stawiać nie będę, bo mam dzieci i książek trochę w czasie "mania" dzieci przeczytałem, ale  jedno wiem na pewno - jest taki wstyd, co się młodemu ojcu zabrania przyznać, że szczytem jego marzeń nie jest spędzanie każdej wolnej chwili z własnymi dziećmi...

16 komentarzy:

  1. Trudno mi cokolwiek tu mądrego napisać, bo nie mam dzieci (swoich, cudze owszem). W każdym bądź razie, uważa,m że KAŻDY ma prawo marudzić i powinien :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne, kazdy ma prawo pomarudzic, ale wkurzylam sie, gdy w pewnym momencie zaczelam sie z wlasnym mezem licytowac kto ma gorzej (bo on pracuje non stop, a ja jestem pelnoetatowa mama). Nie mogl zrozumiec, ze skoro ja tez jestem na etacie to mam prawo do odpoczynku od niego (dziecka)...
    Wedlug mnie to wielki plus, ze ojcowie stali sie bardziej swiadomymi rodzicami, a plakac nie bede za postacia "Pana i Wladcy, ktory jest nietykalna swietoscia i moze robic co chce nie ogladajac sie na nikogo" (taki byl i moj ojciec i wielu jego kolegow). Jesli w zwiazku jest wzajemny szacunek, to kobieta zrozumie, ze chlop potrzebuje chwili spokoju dla siebie. I wice wersja mam nadzieje.
    A co do krzykaczy i krytykujacych w sieci, to temat rzeka. Mam wrazenie, ze Ci ludzie chca zakrzyczec raczej samych siebie i wlasne sumienie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja napiszę tak, kazdy ma prawo marudzic ale ja osobiscie nie znoszę takich mam ci siedzą i marudzą, do jasnej cholery, znam osobiscie kobiety które mają dzieci, są członkami zarządu, prawnikami, lekarzami, wyglądają jak milion dolców, albo i nie pracując ale wszystko mają zaplanowane, są zadbane i mają pasję, mozna pomarudzic bo kazdy ma gorszy dzien ale dla mnie bez znaczenia czy to facet czy baba jak nic nie robi tylko marudzi to mam ochotę wziąc taką osobę za ramiona, potrząsnąć i wykrzyczeć, weź się do cholery ogarnij!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i raczej nie klepałabym po ramionach....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem przeciwnikiem uporczywego narzekania, ale zauważ, że dzisiejszym facetom żyjącym odmówiono prawa do narzekania. Mogą wszystko - są kursy "Zostań wojownikiem, znajdź w sobie artystyczną duszę, odkryj w sobie wrażliwość i empatię", ale nie akceptuje się faceta, któremu obca jest afirmacja rzeczywistości.

      Marudzisz? Facet nie marudzi! Do garów idź, jak nie masz co robić, mężczyzno z początku XXI wieku...

      Usuń
  4. Przypominam, że patriarchat polega na tym, że mąż zarabia tyle, aby jego żona mogła się zajmować wszystkim pozostałym. Reszta to tylko konsekwencje.

    zaz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chcieli marksiści - byt określa świadomość, tak?

      Usuń
  5. Jeżu złoty mój chłop wstyd nie ma!
    Potrafi pomędzić, że taki zmęczony, że na syna patrzeć nie może :).
    Co do komentarzy pod postem o tym jaki ojciec zmęczony obawiam się, że to może być racja :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, właściwie nawet od kobiet wymaga się powszechnie, żeby się cieszyły macierzyństwem, celebrowały je, poświęcały czas na wszystko, co związane z pierwszym kroczkiem, ząbkiem i kupką na nocnik.
    Jako młoda żona słyszałam: co się boisz porodu, nie jesteś pierwsza, nie ostatnia, wszystkie inne dały radę, ty też dasz itp.
    Może 20 lat temu mniej ojców zajmowało się pociechami, może ojcostwem umieją się cieszyć dopiero mężczyźni, którzy zostają ojcami od dekady...
    Ale ja mam wrażenie, że mimo wszystko nadal w ludziach gdzieś na dnie ukrywa się pogląd, że to matka jest za wszystko odpowiedzialna, tata najwyżej pomaga.
    I kiedy się wszystko sypie, to też niemal oczywistym jest, że dzieci zostają przy matce, a ojciec odchodzi na inne wody.
    A kiedy tak wyjdzie, że to ojciec zajmie się własnymi dziećmi, to matka która odeszła to już suka.
    Mimo wszystko wydaje mi się, że panowie opiekujący się pociechami nadal stanowią nie za duży odsetek społeczeństwa i obdarowywani są zachwytami, kiedy od kobiety tego samego się po prostu oczekuje i to bez gadania.
    A więc i miejsce na współczucie by się znalazło.
    Chociaż wyobrażam sobie, że faktycznie niektóre zgnębione i sfrustrowane kobiety zareagowałyby na takie wyznania tatusia tak, jak to napisałeś.

    Czyli sporo jeszcze pracy społecznej, żeby było to równouprawnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słuchanie o tym, że rodzic się poświecił, jest dla dziecka gwoździem do trumny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale rodzic zawsze się poświęca. Nigdy wychowywanie dzieci nie obywa się bez wyrzeczeń i kosztów. Problem w tym, by za bardzo o tym dzieciakom nie mówić...

      Usuń
  8. Zawsze trawa u sąsiadów bardziej zielona...
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na brak "popadów" ostatnio nie narzekamy. Jedyna rzecz, na którą nie narzekamy...

      Usuń
  9. Tak by to było, zaraz by cię baby zlinczowały ;) oczywiście, że teraz kobiety mają lepiej, moja babcia pracowała zawodowo, a po dyżurze orała pole, przewoziła gnój, dziadek też pracował zawodowo i przy zwierzętach, dzieci miały niańkę, bo taniej było wziąść nianię, niż osoby do roboty przy polu. zycie towarzyskie, owszem, koleznaki z dziećmi wpadały i tyle, my ogólnie za bardzo jojczymy... my w sensie polacy i my w sensie kobiety

    OdpowiedzUsuń
  10. Słusznie. Z tym marudzeniem nikt Polaków nie prześcignie.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja marudzę w zawoalowany sposób może, ale marudzę. Staram się być szczery. A nie wierzę, że znajdzie się ktoś, kto z czystym sumieniem będzie mógł powiedzieć, że dzieci, to tylko radość i szczęście. Bo to też zarwane noce, ograniczenia (tak, życie towarzyskie upada), zasikane łóżka, zasmarkane koszulki, pomazane pisakami ściany, bałagan i bród i tak dalej. Czyli są powody do marudzenia.
    Ale - trzeba sobie znaleźć sposób, żeby piwko wypić, czasem nawet udaje się z kumplem (i to nie z kumplem, moją żoną, jego żoną, gadając o przedszkolu, tylko z kumplem samym). A na spacer z dziećmi można się wybrać do miasteczka akademickiego. Oficjalnie chodzi o lasek i jeziorko, do którego można wrzucać żołędzie, ale wiadomo, że kluczowe są studentki.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.