sobota, 1 czerwca 2013

Bez fabuły

Jedno z moich ukochanych wspomnień muzycznych, choć lepiej powiedzieć - związanych z muzyką. 

Końcówka lat 90, łabędzi śpiew płyt kompaktowych, które za chwilę zostaną zmiażdżone przez format MP3. Jeden z lepszych w Poznaniu sklepów płytowych. Przyczajony, podsłuchuję pełną dziwnego zachwytu opowieść sprzedawcy o płycie, którą słuchał ostatnio.

- Stary - tłumaczy kumplowi - mówię ci, musiałem tego posłuchać, bo to nowość i chciałem wiedzieć, co mamy na półkach. Włączyłem, słucham, snuję się po mieszkaniu, kawę sobie zrobiłem, posiedziałem, popatrzyłem przez okno. Muzyka gdzieś tam w tle. Facet śpiewa, że zostawiła go kobieta, że mu smutno, że tęskni, że... Wiesz, same takie sentymentalne banały. I co się nagle dzieje? Siadam, smutno mi się robi.  Wstaję, podchodzę do okna. Patrzę. Jeszcze mi gorzej, jeszcze smutniej, chociaż nie mam powodu. Ale słucham. Do końca.

Wiem, nieładnie podsłuchiwać obcych. Ale opłaciło się. Płyta, o której się nasłuchałem, to:


Znakomita kooperacja dwóch świetnych songrajterów. Miejscami to patetyczne, miejscami ascetyczne, bezlitośnie czułe i bezbożnie romantyczne. Takie do gapienia się przez okno właśnie i przypominania sobie wszystkich serc, jakie się złamało... (Ironia!)

Mała próbka albumu, mój chyba ulubiony utwór:



Co dalej?

Burze, pochmurno, schyłek długiego weekendu, którego nie spędziłem tak, bym nie pomyślał, że go zmarnowałem. Parę piw bez bólu głowy. 90 urodziny babci mojej Żony. Czyjeś imieniny. Odwiedziny, przyjmowanie gości, pobudki w okolicach 6 rano z powodu Synka. Buzujące gdzieś pod czaszką wspomnienia wszystkich burz, jakich byłem świadkiem w młodości. Kotłuje się to wszystko bez żadnej, najmniejszej nawet linii fabularnej.

Życie...

I czuję się, obserwując to wszystko, jak przywołany sprzedawca ze sklepu płytowego. Mógłbym powiedzieć o swoim życiu tak:

...słucham, snuję się po mieszkaniu, kawę sobie zrobiłem, posiedziałem, popatrzyłem przez okno. Muzyka gdzieś tam w tle. Facet śpiewa, że zostawiła go kobieta, że mu smutno, że tęskni, że... Wiesz, same takie sentymentalne banały. I co się nagle dzieje? Siadam, smutno mi się robi. Wstaję, podchodzę do okna. Patrzę. Jeszcze mi gorzej, jeszcze smutniej, chociaż nie mam powodu. Ale słucham. Do końca.

1 komentarz:

  1. No, to miałeś zarąbisty weekend :)
    Facet na płycie smęci, ale głos ma i śpiewać umie. Dobre.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.