wtorek, 21 maja 2013

Urywki ostatniości XI

I

Mam zapiernicz w życiu jak jednoręki basista lub jednonogi facet na konkursie kopania w dupę (oba porównania z beznadziejnych amerykańskich filmów klasy B lub nawet C, proszę o wybaczenie co delikatniejszych czytelników). Żona zdobywszy jakiś czas temu uprawnienia do sprawdzania pisemnych matur, cały ostatni weekend poświeciła punktowaniu arkuszy. Piątek, sobota, niedziela...

Praca to niewdzięczna, męcząca i ogłupiająca. Po kilkunastu wypracowaniach człowiekowi wydaje się, że NIC na temat polonistyki nie wie, a maturzyści odsłaniają przed nim tajemnice historii literatury. I robią to wyjątkowo barwnie, niemal z ułańską fantazją. No, końską fantazją bardziej...

(Przypomina mi się niegdysiejszy maturzysta, który na pytanie o to, o czym jest "Lord Jim" Conrada, odpowiedział tak mniej więcej:

- "Lord Jim" jest o Krzyżaku, Konradzie Wallenrodzie, który poszedł do nieba.

Mówię Wam, chciałbym przeczytać tę książkę!) 

II

Ja cały ten czas z dziećmi. 

Nie zrozumcie mnie źle. Kocham Tymka i Kalinę, ale podejrzewam, że ewolucja zaprojektowała ojców w taki sposób, że mają oni do dziennego wykorzystania ściśle określoną porcję cierpliwości do dzieci. Potem gwałtowanie ojcowie zaczynają  żałować, że nie uciekli w młodości z taborem cygańskim, nie zaciągnęli się  na statek wielorybników etc. 

Ciężko było momentami. Jednak całe szczęście pogoda dopisała, więc mogliśmy 3/4 dnia siedzieć w ogrodzie, na placu zabaw, snuć się po miasteczku i wcinać lody. W sumie dałem radę. E, nie było tak źle.

III

Z blogiem samym gorzej, bo nagle skrzydła mi oklapły. Wiem, że pewnie niewielu obchodzą autotematyczne biadolenia, ale niech ostatnie moje strzały ostrzegawcze w stylu "zamykam bloga" etc świadczą o oporze materii. 

Moja percepcja świata jakoś się przytępiła. Coś gorzej widzę. Słuch już nie ten, bo żadnych podsłuchanych rewelacji nie udało mi się zarejestrować. A pisanie o własnej duszy i jej subtelnych drgnięciach jest żenujące.

Piszę za to opowiadanie na konkurs ŚWIATY ZAJDLA. Mam już strzelone 15 tysięcy znaków ze spacjami.  I liczę na więcej.

IV

Tak pomajstrowałem z blogiem ostatnio, że nie ukazywały się Wasze komentarze, a ja nawet nie zauważyłem, że coś przez przypadek pozaznaczałem i musiałem KAŻDY komentarz odręcznie publikować. Naprawiłem to. Wszystko działa.

Przepraszam za usterki. Naprawdę tak wyglądam.

9 komentarzy:

  1. Kurde, zawsze myślałem, że 'Lord Jim' jest o małym chłopcu, Janku Muzykancie, co słuchał jak szumią łopiany ;-)
    Jeśli chodzi o cierpliwość do dzieci, to powiem tylko, że rozumiem, też bym wolał czasem wypatroszyć wieloryba...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio kolega na egzaminie usłyszał, że "Guernica" Pabla Picassa przedstawia "cierpienie ludzi spowodowane błędem urzędników."

    OdpowiedzUsuń
  3. Trenuj cierpliwość. Przyda się gdy Twoje dzieci dociągną do matury. Mój zdaje jutro. Wczoraj przeczytałem jego prezentację, wyrwałem resztki włosów z głowy, po czym zacząłem poprawiać. Dziś chodzi po domu i deklamuje. Niestety wszystkie moje stylistyczne poprawki zastępuje uniwersalnym "yyyy".

    zaz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. YYY jest najlepsze zawsze. Ewentualnie EEEEEE.

      pzdr

      Usuń
    2. Moje ulubione jest amerykańskie głębokie AAAA... Takie katarowo-anginowe... Z cofnięciem środkowej części języka w okolice zębów trzonowych i uniesieniem podbródka...

      Usuń
  4. Często tak jest, że coś już nie jest tak ekscytujące, jak kiedyś.
    Wystarczy wtedy zrobić sobie krótką przerwę,żeby znowu zaczęło się "chcieć".
    Ja tak miałam z galerią zdjęć.

    Pozdrawiam serdecznie autora o oczach Supermena :-))

    An.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, chciałbym mieć takie oczy.

      Ileż możliwości się otwiera ;-)

      Usuń
  5. Mam wrażenie, że chodziłam do szkoły w czasach, gdy wspomniany Lord Jim przegrywał bitwę pod Grunwaldem...
    Pod Grunwaldem - tą dzielnicą Poznania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie do tej samej szkoły chodziliśmy, bo pamiętam tę lekturę.

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.