wtorek, 14 maja 2013

Jak wyszła ze mnie wiocha

Jako nauczyciel licealny w maju nie mam spokoju. Albo siedzę w komisjach i pilnuję uczniów, co by nie ściągali na egzaminach pisemnych, albo pilnuję korytarzy, co by reszta uczniów maturzystom nie przeszkadzała, albo sam egzaminuję z tak zwanej "prezentacji maturalnej"- siedzę w parze z polonistką i wspólnie spowiadamy z materiału, na opanowanie którego delikwent miał około 9 miesięcy. Tyle co ludzka ciąża trwa praca nad piętnastominutowym wystąpieniem.

W tym roku aż 10 (!) razy wpatruję się w drżących z emocji młodych ludzi, których szkoła nie nauczyła walczyć ze stresem. (Czyżby więc szkołą była za mało stresująca, skoro nie opanowali umiejętności trzymania nerwów na wodzy?). 10 razy w 3 rożnych szkołach. 

Najdalej wysuniętą placówką był Zespół Szkół Rolniczych. Pierwszy raz tam jechałem, więc lekki stres, bo wyczucie kierunku to ja mam jak nawigator Titanica. Na szczęście udało mi się trafić raczej bez problemów, a to dzięki pomocy pewnego starszego pana, który powiedział mi, ze mam skręcić w lewo, gdy ja się raczej w lewo chciałem zabrać. Ale starszych trzeba słuchać, więc trafiłem szybciutko.

Szkoła jest przepięknie położona - malutka, niemal odcięta od cywilizacji, wioska, i widok samej szkoły, który mi się prywatnie kojarzył z Akademią Pana Kleksa. (Były poniemiecki pałacyk/dworek):


O samym egzaminowaniu nie mogę oczywiście niczego powiedzieć, bo zobowiązanie podpisałem i żywcem mnie spalą odpowiednie służby, a moje imię będzie przeklęte, jeśli się wygadam. 

Natomiast przerwa, która mi przysługiwała, zeszła mi na penetrowaniu terenu - zrobiłem sobie mały spacer po okolicy. Ech, nie mogłem się nacieszyć tą ciszą, zapachami,

BEZ KWITNIE!

widokami,


nawet kapliczkami...


Cisza, bezruch, zatrzymanie. Klekot bocianów. Jeden samochód na kwadrans. Miniaturowe przedszkole, z którego wysypała się gromadka dzieciaków. Jeden sklep. Niewiele więcej.

Tak sobie pomyślałem, że mógłbym tam żyć. Mógłbym tam osiąść i mieć warunki do godnego, choć może nie najlżejszego życia. Mógłbym witać dzień i żegnać dzień ze słońcem. Mógłbym się nawet przyzwyczaić do słodkawego zapachu obornika. Do błocka. Do ujadania psów.

Potem jednak się uspokoiłem - pewnie to tylko bajdurzenie "profesorka" ze średniego miasta, który na chłopomanię zapadł. Pewnie tak. Pewnie dwa tygodnie takiego "wymarzonego" życia szybko by mi tę sielską, arkadyjską wizję rozbiły w proch i pył.

Ale wiem jedno - gdybym miał wybór, wolałbym* wiochę zabitą deskami niż wielkie miasto. 

Te smrodliwe, hałaśliwe, rzygające "cywilizacją", a wyglądające jak postapokaliptyczna dekoracja, polskie miasta wojewódzkie, których się dosyć z bliska naoglądałem.

No i proszę, wyszła ze mnie wiocha? Wyszła...


*Wolałbym JA, bo już ciężko mi sobie wyobrazić moje dzieciaki, które zachorowawszy, musiałyby kilometrami być wożone do lekarzy; codziennie do szkoły.

13 komentarzy:

  1. mój tata tam chodził do szkoły (chyba). To jest bardzo bardzo blisko mnie - mojej rodzinnej miejscowości. Zresztą my chyba w ogóle dość blisko siebie mieszkamy. A rzeczona szkoła to w miejscowości na literkę "O"? :) pozdrawiam ziomka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, miejsce jest na literkę G.

      pzdr ciepło!

      Usuń
    2. Psia Kitka! - że zaklnę siarczyście :) Ale i tak chyba mieszkamy blisko. Bo ja w okolicach Kościana :)
      pozdrawiam :)

      Usuń
    3. A ja w miasteczku z Zamkiem i Parkiem.

      Usuń
    4. Zatrudniasz się na nocną zmianę, żeby trochę po murach w białym prześcieradle pohasać?

      Usuń
  2. Kochanowskim zapachniało :D ja jutro o 18.00 będę sprawdzać, czy moje liceum nauczyło mnie walki ze stresem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O 18??!!

      Na Jowisza! Ja wtedy bym już sprawdzał odporność na senność, bo szybko się kładę spać.

      Powodzenia życzę!

      Usuń
  3. Ha, mój koniec świata jeszcze bardziej odcięty, bo ani przedszkola, ani szkoły, ani nawet sklepu :D Ale pięknie tu u mnie. I chętnie wracałabym na weekendy, bo niestety - od poniedziałku do piątku wolę miasto naszych akademików :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. ależ tam pięknie, a placówka jak z bajki :)
    mogłabym tam uczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli Cię to pocieszy, to komunikuję: w tym roku nadzoruję na 16!!! egzaminach i egzaminuję ustnie (język obcy) w 3 szkołach. Mój kręgosłup domaga się rehabilitanta głosem wielkim ;-)
    Pozdrawiam z dużego miasta na G.nad Zatoką, Ewa

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładnie, ładnie. Niemal się wzruszyłam twoim odbiorem scenografii.
    Tj. we wtorek się wzruszyłam autentycznie, a teraz już to obrosło w niemal. Życie.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.