środa, 8 maja 2013

Jak starałem się zerwać z wizerunkiem Polaka-malkontenta i nadętego smutasa


3 maja to było. 

Dzień wolny od zajęć wszelakich. Nie licząc żenującej akcji "Orzeł może" 



(cytuję za organizatorami - Trójką i Wyborczą: Zamierzamy rozprawić się ze stereotypem Polaka pesymisty, malkontenta, nadętego smutasa, który ma wszystkim za złe i innym zazdrości), mieliśmy w domu akcję mniej żenująco, a bardziej niepokojąco.

Od kilku dni Kalina drapała się po głowie. Potem skoncentrowała swoją aktywność na okolicach prawego ucha, by właśnie 3 maja po południu z płaczem oznajmić, że boli ją środek ucha właśnie. Ryk, łzy w oczach, może nawet lekka temperatura. Się spięliśmy, bo ostatnio u naszych znajomych podobne objawy zakończyły się zapaleniem ucha i trzyletnie dziecko całą noc musiało być noszone na rękach, bo tak wyło z bólu.

Nie chcieliśmy mieć podobnych atrakcji, ani w dzień, ani w nocy, więc zapakowałem młodą do samochodu i pojechałem z nią do Poznania, dużego cywilizowanego miasta, gdzie liczyliśmy na tak zwaną „pomoc doraźną.”

Pacjentów, oprócz jakiejś babulinki, nie było. Wpuściła nas do gabinetu starsza, balzakowsko dorodna lekarka.

„Stara – myślę sobie – to dobrze. Doświadczona” To oczywiście w kontekście medycznym, żeby nie było…
Zaczynam opowiadać o tym, co nas tu sprowadziło. O bólu ucha, o płaczu, o podejrzewanym, oby nie, zapaleniu ucha i że przydałoby się pewnie do tego ucha otoskopem zajrzeć…

Lekarka podniosła głowę znad grubej księgi, w którą wprowadzała dane Kaliny, i powiedziała tak:

- Ale my tu nie mamy otoskopu…

Nie mają tego


Zamurowało mnie.

Tak szczelnie i tak hermetycznie, że zapomniałem powiedzieć, że ośrodek zdrowia, do którego przywiozłem dziecko, nie znajduje się w „jądrze ciemności”, to nie jest serce Afryki, linia frontu lub wiek XIX, ale to jest Polska Anno Domini 2013 i otoskop powinien być w podręcznym zestawie KAŻDEGO lekarza, który przyjmuje nie tylko dzieci, ale wszystkich pacjentów.



Cóż, nie powiedziałem tak. Może powinienem…

Może faktycznie powinienem tego 3 maja świętować omnipotencję orła bez korony siedzącego na kupie gówna. 


Kto wie? Może byłoby mi wtedy lepiej? 

16 komentarzy:

  1. Kilka lat temu pracowałam na telefonach i narzekałam na szum w uchu, a pani doktor spytała, czy myję uszy i kazała pielęgniarce mi je wyczyścić wodą.
    [Tak, myję uszy, wizyta nic nie dała, dopiero zmiana pracy].
    Teraz przydałby się ten mem z facetem--->http://pl.memgenerator.pl/mem-image/kaska-pl-ffffff-3, ale z podpisem: POLSKA

    OdpowiedzUsuń
  2. ,,Orzeł bez korony na kupie gówna" - trafne, trafne, po stokroć trafne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Też widziałam ten demotywator o orle. Niestety trafny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Udało Wam się dostać do lekarza 3-go maja? Bez kolejki? W Poznaniu? I nie powiedzieli Wam, że jesteście spoza rejonu? I że już nie ma numerków? I że dzisiaj w poradni dziecięcej przyjmuje tylko stomatolog i urolog, ale ten ostatni właśnie wyszedł? Przy takim skumulowaniu szczęście nie ma się co dziwić, że los się do Was wreszcie przestał usmiechać. Akurat szczęście się wyczerpało na otoskopie... Tak bywa... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, los raz się uśmiecha, zaprasza, by zamknąć drzwi przed samym nosem.

      Usuń
    2. Ale możę lepiej, że pani doktor nie zajrzała do uszka, bo mogłoby się okazać, że zajrzała, a nie umie...

      Usuń
  5. O ile uwielbiam Trójkę, to aktualnie załamuję ręce. Owszem - jestem za tym, aby ludzie uśmiechali się jak najwięcej.
    Ale błagam! Różowe baloniki w święto flagi? Seriously? Bo mnie się to kojarzyło jednak nie z barwami narodowymi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię muzykę Trójkową, ale głosów "trójkowych" nie znoszę. Andrus, Mann, Baron, Niedźwiecki (nie daj Boże!) to elita zakochanych w sobie z wzajemnością prezenterów. Momentami pretensjonalni, momentami po "kapłańsku" brzmią...

      Dlatego przerzuciłem się na stałe na PR1. Zabijcie mnie, ale wolę teraz "Lato z Radiem" niż "kultowe" Listy Przebojów itd.

      Usuń
  6. Moje pierwsze skojarzenie, gdy zobaczyłem orła, też było takie. Brodzi w gównie. Nawet pomyślałem sobie, że to żart jakiś ponury, bo na tym pierwszym zdjęciu nie było widać miłościwie nam panującego Bronisława 'Wpadki' Komorowskiego. Ale nie, to nie był żart. podobnie, jak różowa parada w dniu barw narodowych. Zdjęcia z podpisami typu 'Święto flagi - znajdź flagę' jakoś mnie nie śmieszyły. Żaden ze mnie wielki ani wojujący patriota, ale to było przykre.
    A z powodu Trójki w tym całym cyrku, to już mi w ogóle przykro.
    P.S. Zakochany w sobie, to faktycznie jest Niedźwiedzki, nie znoszę gościa. Ale Mann, Baron... Tych panów lubię, nikt mi nigdy i nigdzie takiej muzyki nie puszcza jak oni. Chyba, że sam sobie puszczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, dla mnie w Trójce jest tylko jeden GŁOS - Ptaszyn-Wróblewski w "Trzech kwadransach jazzu." Gościa mógłbym słuchać w kółko i na dodatek pochodzi z mojego rodzinnego Kalisza.

      A reszta - muzyka OK (oprócz archaizmów Manna, tych nie znoszę), ale mogliby po prostu nie mówić za wiele, bo manierę mają nieznośną.

      Mistrzem jest oczywiście Kydryński Junior, który nawet we Wszystkich Świętych lub w Wielki Piątek zagrałby coś Stinga "pod okoliczność."

      A poza tym Trójka mnie od dłuższego czasu drażni. Przypomina giganta cyfrowego Apple. Wielbiciele ślepo zapatrzeni w Idola. Nie przyjmują do wiadomości konstruktywnej krytyki. Fanatyzm graniczący z religijnym dogmatyzmem. Spojrzenia z góry na "użytkowników" innych mediów.

      Tak to widzę, niestety...

      Usuń
    2. To ja się usprawiedliwię - fanatycznym wielbicielem nie jestem. Sjesta Kydryńskiego mnie usypia, wnerwia mnie ta baba, co przed południem prowadzi 'Instrukcję obsługi człowieka' i każe jeść kasze, przeróżne, bo to oczyszcza organizm. Program o odkwaszaniu organizmu, jak słowo daję - ile można? Za to Manna i Barona słucham z przyjemnością, choć Mannowe starocie też mi nie podchodzą. Za to stoner rock, który dzięki panu redaktorowi poznałem, to dla nie sensacja, rewelacja i w ogóle muzyczny orgazm - ostatnio tak miałem, kiedy odkrywałem grunge w wieku lat nastu. A jak mnie Baron witał w pracy o dziewiątej Metallicą, to też byłem wniebowzięty. Szkoda, że 'TuBarona' już nie ma rano, za to są programy o odkwaszaniu.

      Usuń
  7. Po coś Ty się tłukł do Poznania z dzieckiem? Pomoc doraźna służy do wybijania z głowy pacjentom przyłażenia w święta, a nie leczenia. Nie idź tam czasem z bolącym zębem, bo będziesz potem długo leczył spustoszenie.

    Wiek balzakowski to między 30 a 40 lat. To już starość? Miejmy nadzieję, że Twoje czytelniczki są przed trzydziestką :) W dorodnych kobietach gustował za to Rubens. Nie wykluczone, że także w starych lekarkach na rubieży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apeluję o natychmiastowe sprostowanie powyższego wpisu! Ustalenie wieku balzakowskiego na 30-40 lat jest przykre, bolesne, niestosowne, przygnębiające i ... i ... i wcale że nie! :-)
      Hm... Ta dzisiejsza młodzież!

      Usuń
    2. Ależ gdy termin "balzakowski wiek" się rodził, kobiety starzały się też inaczej.

      Weźcie poprawkę na to.

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.