wtorek, 28 maja 2013

Ciężka to mogła być służba, skoro...

Znów znaleziony zapisem sprzed 8 lat. Mój dobry kumpel z rodzinnego miasta, z wykształcenia architekt, nie mogąc znaleźć roboty w zawodzie, poszedł do Centralnego Ośrodka Szkolenia Służby Więziennej. Tak, jest taka szkoła. Bardzo mundurowa, bardzo rygorystyczna, przypominająca w połączenie szkoły policyjnej z akademią wojskową, zachowując oczywiście rozsądne proporcje.

Gdy go wtedy odwiedziłem, był świeżo po badaniach lekarskich. I nie mógł przestać o tym mówić. Dość szczegółowe musiały to być badania, skoro tak:

- laryngolog wykrył u niego niedosłuch prawego ucha,
- okulista znalazł lekki astygmatyzm,
- a psychiatra zbytnią nerwowość i nadpobudliwość.

W sumie idealny strażnik...

Jednak najlepsza była kobieta (?), potężna PANI o tubalnym głosie, potężnej sylwecie i miażdżącym spojrzeniu. Badała koordynację ruchową. Wydawała kolejne polecenia jak co najmniej członiki jakiejś paramilitarnej bojówki szkoląca przyszłych terrorystów-samobójców.

- Proszę podejść do ściany! - ryczy.

kumpel podchodzi.

- Zamknąć oczy!

Zamyka.

- Wyciągnąć ręce na boki!

Wyciąga.

- Dotknąć nosa!

Dotyka

- Przejść do tamtego pomieszczenia!

- A mogę otworzyć oczy? - pyta cichutko kumpel.

- A jak by pan chciał tam trafić z zamkniętymi oczami!!!

A finał tej historyjki (w sumie o niczym) jest taki, że podobno jeden chłopak tak się zestresował całym badaniem, że oczu nie otworzył i na ślepo ruszył do "tamtego pomieszczenia."


1 komentarz:

  1. I co? Trafił z zamkniętymi oczami? Czy drogę wskazały mu gwiazdy?

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.