wtorek, 23 kwietnia 2013

"Szał macicy na ulicy"

tam mawiał mój kolega z podstawówki w chwilach szczególnie intensywnego życia. Przysypani kartkówkami, wypracowaniami, ocenami, które trzeba było poprawiać, a na dodatek pogoda krzyczała, byśmy się nie uczyli, tylko szli grać w piłkę...

Tak to było w podstawówce.

Teraz intensywny tydzień - oddaję moją trzecią klasę. Klasę maturalną. Chyba im większych cierpień nie przysporzyłem.Niemal w komplecie dotrwali do końca ich roku szkolnego. Potem do matury. A potem fruuuuu! w dorosłość, wiek męski, wiek klęski, chciałoby się napisać.

Ja mam od ponad tygodnia "szał macicy" - wystawić oceny, podliczyć wszystko, wypełnić ręcznie arkusze, wypisać świadectwa, podać listy gratulacyjne, zamknąć "na czysto" dziennik... 

Czy się w tym wszystkim gdzieś nie pomylę? Pytanie brzmi - ile razy się pomylę, a nie czy? Znając swój talent do rozpraszania się wszystkim, co dookoła - nawet ciszą - nerwowe chwile oczekiwania, czy coś spieprzyłem czy nie, trwać będą do samego końca.

Czekam z utęsknieniem, aż wbiję się w garniturek, rozdam świadectwa i nikt nie powie mi na przykład:

- Proszę pana, ale to nie są moje oceny.

Takie mam koszmary.

Z innej beczki - pogoda nam się wyklarowała, oczy się mrużą same na widok tak pięknego nieba, gęba się sama uśmiecha, a w domu mamy prawdziwy szpital. OK, może sanatorium. Żona kaszel, ja gigantyczny katar, Kalina tak samo, tylko ten mały niegodziwiec, Tymek, który przyniósł chorobę z przedszkola, najszybciej z nas się wykurował. Ech...

Ja już byłem zdesperowany tym dosłownie nabrzmiałym problemem kataru, że posunąłem się do wyczynu rodem z programu JACKASS.  - przypomniała mi się porada mojego Taty. 

- Wiesz, co zrób? - mawiał - nalej do miski gorącej wody, rozpuść w wodzie mydło i mydliny wciągnij do nosa. Działa. Zawsze działa.

Rada pochodziła jeszcze z lat 80. Pamiętam dokładnie, żeby nie było. Ale mydła z tamtych lat nie miałem. Wolałem nie ryzykować z mydłami w płynie, jakie mamy w domu, więc wygrzebałem skądś mydło przywiezione parę lat temu z... Turcji. Jakiś lokalny produkt. Ponoć naturalny z "okruszkami" liści oliwkowych. KARATIS, tak się zwie to mydło. Kto ciekawy, sobie sprawdzi.



No więc rozpuściłem trochę KARATISU w gorącej wodzie. Wciągnąłem aktualnie drożną dziurką nosa i... 

...powiem Wam jedno. Katar nie minął, ale przynajmniej został skutecznie zagłuszony piekielnym szczypaniem i pieczeniem w SAMYM środku nosa. Poza tym miałem wrażenie, że jakiś odłamek listka oliwkowego utknął mi w nosie i już miałem wizję, że zbuduje mi się wokół niego jakiś polip czy coś.

Nie polecam takiej terapii. Chyba że macie polskie mydło z lat 80 lub chcecie zostać gwiazdami imprez rodzinnych. Na przyjęcia komunijne sztuczka jak znalazł!

Trzymajcie się...




19 komentarzy:

  1. Ojejku, a żarówkę też próbowałeś wsadzić do ust, bo ponoć się nie da, ale lepiej samemu sprawdzić ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he... nie dam się nabrać na ten stary numer...

      ;-)

      Usuń
    2. Znam taką historię, podobno autentyk, choć coś czuję, że raczej miejska legenda. W każdym razie...
      Do taksówki wsiada trzech gości, wszyscy podpici, z czego dwóch wesołych a jeden z żarówką w ustach. Każą się wieźć do szpitala. Taksiarz nie wytrzymał z ciekawości i pyta, o co chodzi. Panowie mu mówią, że była impreza i ktoś powiedział, że się nie da zapakować żarówki do ust. Kolega postanowił sprawdzić. Okazało się, że zapakować i owszem, gorzej z wyjęciem. 'E tam, jak się nie da wyjąć, jak się włożyło' - taksówkarzowi coś nie pasowało, ale w sumie się nie sprzeczał. Goście w końcu dojechali do szpitala, żarówkę udało się usunąć, więc już wszyscy w dobrych nastrojach wrócili na imprezę. Wrócili, popili więcej i... postanowili znowu spróbować z żarówką. Efekt był taki, że znowu pojechali na izbę przyjęć. Tam się zdziwili, bo wchodzą, patrzą, a na ławeczce siedzi taksówkarz, który wiózł ich za pierwszym razem. Z żarówką w ustach. Koniec.

      Usuń
    3. Znam, znam - miejska legenda w stanie czystym

      ;-)

      Usuń
    4. E tam, kumpel mi mówił, że sam był na tej imprezie. Znaczy nie on, tylko jego kumpel...

      Usuń
  2. A nie latwiej zrobic sobie po prostu inhalacje?! Np z sola morska (o polecam moczenie nog w goracej wodzie z sola - cudo na przeziebienie) czy olejkami eterycznymi. Faceci sa czasem jak dzieci...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem, Ivett? Korekta - większość czasu ;-)

      Spytajmy o to moją Żonę.

      pzdr

      Usuń
  3. Tych przeziębień nie zazdroszczę!
    Mnie ostatnio mniej łapią, od kiedy trochę więcej sportu uskuteczniam, to tylko czasem ból głowy, jak np. dzisiaj, ale to okresowy, więc przetrzymam :)
    Zdrówka Wam wszystkim życzę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ilu ludzi, tyle sposobów na przeziebienie i katar. Ja tylko uzupełnię sposób Ivett: stosuję moczenie nóg w dwóch michach, w jednej woda gorąca taka, jaką mogę wytrzymać, w drugiej takoważ zimna. I na przemian, raz do jednej, raz do drugiej. Trochę końska, albo drakońska kuracja, ale krążenie krwi na pewno poprawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając moje możliwości, pomyliłyby mi się miski
      ;-)

      pzdr

      Usuń
    2. Grunt, że nie ta od moczenia z tą od inhalacji ;-)

      Usuń
  5. A widzisz, bo to był KARATIS, a nie KATARIS ;-)
    Osobiście polecam krople do nosa. Z apteki. Najlepiej polskiej, nie tureckiej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w tureckiej bym się chętnie znalazł... z powodu wakacji. Tak tydzień z Żoną, z dziećmi "sprzedanymi" dziadkom.

      Usuń
  6. Ja się co prawda do Turcji nie wybieram, ale Chłopaki jadą do dziadków w najbliższy piątek. Wracają w niedzielę. Nie najbliższą, tylko kolejną. Nie ma dzieci w domu, więc będziemy niegrzeczni! w końcu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty wiesz, jak wzbudzić moją zazdrość. Zazdrość w zenicie.

      Usuń
  7. Mydło o nazwie Karatis stosuje się jako karę! Ty potrzebowałeś mydła o nazwie Katharsis, co w bardzo wolnym tłumaczeniu oznacza: oczyszcza nos i umysł z wszelkich nieprzychylności :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na katar metoda sprawdzona: pół szklanki ciepłej wody, sok z połowy cytryny, łycha miodu i 15 kropli tabasco dwa razy dziennie. Po tym specyfiku można spać, bo katar nie dusi, za to bonusem jest dokładna lokalizacja przewodu pokarmowego ;-)
    Zdrówka życzę, Ewa, tyż belferka

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.