poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Spoilery, ekranizacje, okładki

Spaceruję dziś po klasie. Czasem na ławce oprócz standardowego zestawu - długopis, zeszyt, podręczniki, okruchy po niedojedzonym śniadaniu - znajduję książki, z jakimi uczniowie nie mogą się rozstać. Zazwyczaj jakieś "Zaćmienia", jakieś "Harry Pottery" kiedyś, czasem poważniejsze klimaty typu "Wszystkie smęty Greya."

Dziś patrzę, a tutaj to:


(Książki nie znam, serialu nie zamierzam oglądać dopóki książki nie przeczytam. A nie przeczytam, póki świat nie przestanie się fascynować tą pewnie wartościową jakoś literaturą)

Biorę tomiszcze do ręki i mówię:

- No proszę. A serial oglądałeś?

- Nie. Nie cały. Parę odcinków tylko.

- To nie oglądaj przed przeczytaniem. Nigdy tak nie rób. 

Koledzy naszego czytelnika ożywiają się i mówią:

- A wiesz, że ten gość z okładki zginie?

- Kurde! Chłopaki! Nie psujcie mi lektury!

- No i jeszcze taki jeden też... - posypały się nazwiska, ale ja szybko zainterweniowałem:

- Dobra, cisza! - mówię - Nieważne, kto zginął, a kto nie zginął. Przeczyta sobie. A wszystkim wam mówię tak : nie oglądać ekranizacji książek. Nigdy! 

- A dlaczego? - ktoś się pyta.

- Bo w 90% są wtórne w stosunku do książki. Niczego was nie uczą. Pamiętajcie już chcecie to najpierw książka, a potem film!


- A jest taka książka "Na Wspólnej"? - pyta jakiś mądrala, a ja już nie mam siły komentować.

***

Mam, przyznaję wysoce chłodny stosunek do wszelkich ekranizacji, nawet tych, które uznaje się za świetne odczytania książek. Albo zubażają treść, albo stanowią wariację na temat tekstu, więc są oddzielną zupełnie rzeczywistością, albo po prostu są wtórne i żerują na kapitalnych książkowych pierwowzorach. Stawiam sprawę dość radykalnie, ale daję pierwszeństwo literaturze.

Oddzielną kwestią są okładki... Na Jowisza! Jak ja nienawidzę tej współczesnej "okładki masowego rażenia."! Co mam na myśli? Dlaczego chociażby ta przeklęta "Gra o tron" nie może mieć SWOJEJ okładki?! Nie może mieć, bo marketingowcy jacyś stwierdzili, że książka MUSI iść ręka w rękę z serialem. Zamienić się w jeden zhomogenizowany produkt.

Mamy więc książkę z upiornie nudną, choć poprawną okładką. To ja już wolę taką lekko kiczowatą, ale chociaż odmienną od "marketingowych" szablonów:


A już w ogóle mistrzostwo to na przykład taka grafika:


Marzą mi się takie okładki właśnie, zamiast debilnej dosłowności dzisiejszych propozycji. Ale może jakiś niedzisiejszy jestem...

Trzymajcie się!

33 komentarze:

  1. Ja sobie już dawno temu powiedziałam, że książka i film to nie jest dobre zestawienie. Dlatego też nie mam problemu.
    Oduczyłam się porównywania, wyszukiwania braków, niedociągnięć.
    Film mający coś wspólnego z książką, to tylko film inspirowany, nic ponadto. Dlatego oceniam go w oderwaniu, jako twór wysoce indywidualny, bez orzekania o winie twórców :)
    I mam święty spokój.

    Co do okładek - zgadzam się z Tobą całkowicie :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zawsze książka i film nie idą ze sobą w parze - ot, choćby ekranizacje Ojca chrzestnego, czy co tu daleko szukać - Pana Wołodyjowskiego są świetne.
    Niemniej jednak książka > film :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. z tymi ekranizacjami to ja też niem kompletnie zaufania.wolę ksiażki:0

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, są świetne ekranizacje! Na przykład klasyka horroru i kryminału, będąca jednocześnie powieścią drogi z elementami prozy historycznej, czyli "Porwanie Baltazara Gąbki"! Ekranizacja mistrzowska! I jaka gra aktorska!

    OdpowiedzUsuń
  5. "A wiesz, że ten gość z okładki zginie?"- przecież grał go Sean Bean. Wiadome, że umrze.
    A teraz na poważnie. TVP wyemitowało kiedyś serial "Miecz Prawdy". Jako, że niewiele jest filmów tego gatunku na rynku postanowiłem oglądać. Powiem nawet, że mnie wciągnął. Gdy tylko zbliżał się czwartkowy wieczór skakałem z radości na myśl o kolejnym odcinku. Po skończeniu pierwszego sezonu zamówiłem pierwowzór- cykl książek. Co się okazało? W serialu poza nazwiskami głównej trójki bohaterów i tytułowego Miecza Prawdy nic nie pokrywa się z treścią. Stwierdzam, ze scenarzysta zrobiłby lepszą robotę przepisując dokładnie całą powieść Goodkinda. Drugiej serii nawet nie ruszyłem.
    Tyle jeśli chodzi o filmowe adaptacje.
    Pozdrawiam,
    DF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Helloł! Ja nawet nie wiem, kim był ten Sean Bean.

      pzdr

      Usuń
    2. To ten nadziewany strzałami wielbiciel cudzej biżuterii we 'Władcy Pierścieni' ;)

      Usuń
  6. a mi właśnie zepsuli serial - bo przeczytałam tylko 3 tomy "Gry o tron", a akcję w serialu puszczają już do 4ego
    eh

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam jestem mega wyczulona na okładki, bo siostra ilustratorka mnie wyuczyła ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Istotnie, zazwyczaj ekranizacje są słabsze od książki, jeśli książka jest wybitna. Na przykład nieporozumieniem jest filmowanie Anny Kareniny, bo wychodzi z tego film kostiumowy, zamiast filmu o ludzkich duszach, a o tym jest książka. Natomiast bardzo mi pomogło w czytaniu Ziemi obiecanej wcześniejsze obejrzenie filmu. Bez niego nie umiałbym sobie dobrze wyobrazić świata dziewiętnastowiecznej Łodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony "Lalka", której nawet nie dał rady wielki Has...

      Usuń
  9. Nie, no wieczne marudzenie! Tak źle i tak niedobrze. Jak okładka serialowa - źle. A jak taki, dajmy na to GREG robi swoje, autorskie okładki, z własną... wizją - też niedobrze ;-)
    A serio, jeśli o ekranizacje chodzi - bywają dobre, wartościowe, takie, które krzywdy książce nie robią. Chociaż trudno mi dyskutować z Twoim poglądem, skoro skreślasz i ekranizacje będące wariacjami na temat tekstu - bo, jak rozumiem, zabijają jego ducha i te wierne, bo są wtórne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skreślam, ale widzę, że 3/4 z nich to kiszka w porównaniu z książkami. Tak mi wychodzi z prywatnych szacunków mniej więcej.

      Jasne, jest parę wartościowych, ale one są wartościowe nie dlatego, że uwypuklają mitycznego ducha książki, ale kapitalnie posługują się materią filmową właśnie.

      Popatrzmy na odwrotne historie - najpierw film, a potem książka film "opisująca" - to dopiero jest patologia.

      Usuń
    2. No to jest patologia, nie da się ukryć.
      A filmy - to po prostu odrębny byt. Tak bym go traktował. 'Ojciec chrzestny' to rewelacyjne kino. Niezależnie, czy go odnieść do książki, czy nie. Film, który niczego nie ujmuje książce, którego nie trzeba do niej odnosić. Nie wiem, czy się jasno wyrażam. Albo 'Podziemny krąg'. Są też ekranizacje, które dla mnie istnieją w ogóle w oderwaniu od książek. 'Łowca androidów' na przykład. Nie trawię fantastyki i pewnie nie przebrnąłbym przed Dicka. A film oglądałem z przyjemnością.
      Albo Tolkien. Ekranizacje i trylogii i 'Hobbita' to świetne ilustracje powieści. Widzę to, o czym czytałem a to co widzę, jest przygotowane perfekcyjnie. I to mi wystarcza.

      Usuń
    3. Jasna - choćby "Dziecko Rosemary", jeden z moich ulubionych filmów ma swój kompletnie niezauważalny pierwowzór literacki.

      Film jest genialny, bo zaangażowano w niego wszystko to, co kino może dać. Książka? Hmmm.... Taka sobie.

      Usuń
    4. Mi się książka podobała. Film także - właśnie przykład udanej ekranizacji. Albo taki 'Egzorcysta'. I podejrzewam - wiele innych przykładów.

      Usuń
  10. Abstrahując od tytułów, to po pierwszą książkę nie sięgnęłabym choćby mi pięty gorącym żelazem przypalali (a jeśli już bym bardzo chciała jednak przeczytać z szałem w oczach szukałabym jakiegoś normalnego wydania), za to na drugą książkę natychmiast bym się rzuciła. Względy estetyczne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Amen! Nie cierpię ekranizacyjnych okładek. Wydawcy mają czytelnika za idiotę wpychając mu aktorów, którzy przecież nie grają w książce.
    GOT oglądam. Ogólnie z fantasy jestem dość daleko, więc raczej dzieła Martina nie przeczytam. Ale ogląda się ok. Wiadomo, że serial rządzi się innymi prawami niż rozdział książki, czy tom.

    OdpowiedzUsuń
  12. Akurat pierwszy sezon Gry o tron jest bardzo wierny książce. I śmiem twierdzić,że jej dorównuje. Potem niestety następuje przepaść pomiędzy jednym a drugim bo książka za bardzo się rozrasta.
    Polecam bo naprawdę kawał fajnej literatury.
    A wolę okładkę filmową bo ta druga to przykład jak nie powinny wyglądać okładki. Już bym wolał jednokolorową z tytułem tylko.
    Marudny jesteś ostatnio. To chyba przypadłość nauczycieli. Wasza choroba zawodowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie każdy ma widać tak afirmatywny stosunek do życia jak Ty...

      Bosy

      Usuń
  13. Pól biedy , jeżeli to jest ekranizacja książki. Ja nie "trawię" adaptacji.
    Beata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt - adaptacja to jeszcze gorsza zaraza.

      Usuń
  14. Serialowa okładka nie jest taka zła, gdyby tylko nie ten napis "SERIAL JUŻ W HBO!" (analogicznie przy kolejnych tomach jest "DRUGI SEZON JUŻ W HBO!"). Swoją drogą, pierwsze wydanie było uroczo kiczowate http://tiny.pl/h84m7

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka nie jest taka zła, ale mogłaby być właśnie "nieserialowa" - ta jest poprawna, silna, jednak razi mnie jako objaw "homogenizacji" różnych teksów kultury.

      pzdr

      Usuń
  15. Książki nie czytałam, bo po prostu zaczęliśmy oglądać "Grę o tron" w HBO. W każdym razie polecam, bo wg mnie jest rewelacyjny.
    A książkę przeczytam później.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej Bosy, ty to jesteś z kamienia jak cię do 'Gry o Tron' nawet nachalna promocja HBO nie zachęciła ;)
    To może się zachęcisz tutaj ;)
    (Nie, nie płacą mi ;)
    http://newarysuje.blogspot.com/search/label/Gra%20o%20tron

    Ja się natomiast do wielu książek przekonałam oglądając filmy.
    I w przypadku GOT i Chłopów ;)
    A okładkę Gatsby'ego bym zjadła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek z kamienia, heh...

      Raczej z plasteliny, bom tak giętki moralnie, ale NIGDY nie przeczytałem/posłuchałem/obejrzałem czegoś, bo "akurat wszyscy."

      Nie jest to żadna moja martyrologia, po prostu tak już mam. I już!

      Usuń
  17. zaczęłam od serialu, później książka. wyjątkowo nie przeszkadzała mi ta kolejność. bardziej przeszkadza mi, że ostatni, dwuczęściowy tom powinien już być, a nie ma i Martin mówi, żeby nieprędko się spodziewać jeszcze. a jak mu się zemrze wcześniej? psiamać?
    acz finał twórcy serialu znają, zdradził go im pisarz, by czasami w porywie weny nie uśmiercili wygranego

    OdpowiedzUsuń
  18. Cześć Tomaszku, to polakowa. Ja lecę symultanicznie, tzn. w tygodniu książka, w poniedziałki serial :-)
    pozdrów żonkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aśka, wszystkie co dobre! Pozdrawiam!

      Usuń
  19. czytam Twój blog regularnie, dzięki temu nie nękam Was telefonami, wiem wszystko, ot, potęga internetu...
    a jak się skończyła akcja z uchem Kaliny i skąd ten świąd w głowie? Robimy sobie tu prywatny folwark, tylko mnie nie wyrzucaaaaaaj
    Polak może

    OdpowiedzUsuń
  20. ja staram się zawsze oderwać ekranizację od książki, potraktować je jako dwa odrębne byty
    po cóż się denerwować, że czasem niewiele mają ze sobą wspólnego, kiedy można z obu wynieść coś dla siebie

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.