czwartek, 25 kwietnia 2013

Nakaz pedałowania

Ok, bez podtekstów, ale nie ma to jak dobry tytuł przyciągający czytelników i takie tam w ten deseń farmazony.

Ciepło się zrobiło, więc zniosłem Tymkowi rower ze strychu. Biedaczyna (rower, nie Tymek) zgubił nieco powietrza w kołach, więc ruszyliśmy do pobliskiego zakładu wulkanizacyjnego, co by nieco uzupełnić ubytki. 

Jedno silne PSSSSSSSSST i oponki jak marzenie.

Gorzej jednak, gdy taki dyletant w sprawach techniczno/mechanicznych jak ja zabierze się za naprawianie nawet najprostszych sprzętów. Sprawdziłem siłę hamulca przedniego. Naciskam, a szczęki przy przednim kole ledwie się zaciskają. Myślę sobie: "To nie może być trudne", więc zacząłem zestawem kluczy, śrubokrętem i kombinerkami manipulować przy hamulcu.

Skończyło się na tym, że hamulec przestał w ogóle działać.

Potem Tymek doprowadził swoją wariacką jazdą do tego, że spadł łańcuch. Boże, myślę, co dalej? Usiłowałem założyć łańcuch, ale musiałem zdjąć element "obudowy", pod którym łańcuch się krył. Łańcuch założyłem, ale elementu już nie umiałem, więc rzekłem sakramentalne:

- Bez tego ci się będzie lepiej jeździło, synku - tym samym sprawę rozwiązałem.

Dodatkowo naszło mnie, żeby odkręcić boczne kółka, dzięki którym Tymek mógł sam jeździć, nie ryzykując najmniejszego upadku. Jednak samemu Synkowi opcja ta podobała się tylko na początku, bo gdy zrozumiał, że od tej pory musi się w sumie na nowo nauczyć jeździć, że można się przewrócić i że trzeba non stop pedałować, by nie znaleźć się na ziemi, zaczął rozpaczać:

- Ja już nie mam swojego roweru! To jest obcy rower! Wyrzucić go na złom!

Na szczęście radzi sobie z tematem coraz lepiej i wkrótce zacznie "bez trzymanki" mojej pokonywać pierwsze krótkie dystanse. 

Tyle.

6 komentarzy:

  1. Gdzie na złom!? Teraz, bez osłonki, rower jest bardziej opływowy, sportowy i w ogóle szybszy. W sumie to nowy rower, co z tego, ze obcy? Możesz zapytać: 'synek, a jak ci piraci zostawiają nowe jajko z niespodzianką, to też nie bierzesz, bo obce?' Może taki argument zadziała ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na osiedlu chłopaki za szczyt lansu brali to, gdy ktoś miał zdjęte wszelakie osłonki, błotniki, bagażnik itp. Rower miał być w stanie jak najbardziej surowym, a wszelakie zadrapania ,,łatało się" naklejkami :)

      Usuń
    2. Oczywiście, że rower "goły" to najlepszy z możliwych "dizajnów" podwórkowych, ale myślę, że Synek pojmie to dopiero za jakiś czas.

      A tymczasem dzielnie się uczy pedałowania. I nawet mu idzie. To znaczy jedzie.

      pzdr

      Usuń
  2. Dumny jestes teraz z siebie? Biedny Tymuś, na obcym rowerze musi pedałować bez końca...
    ; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie bez końca - może sobie przecież przerwy robić.

      ;-)

      Usuń
  3. W sobotę i niedzielę biegałam za rowerkiem. A właściwie za córką na rowerku...
    Oto moje biegacze przemyślenia:
    Maraton to pikuś! Maratończycy mogą sami sobie tempo narzucić, a tu przy rowerku są ciągłe, zaskakujące zmiany prędkości i bezustanne próby zaprzeczania grawitacji...
    Ale odnieśliśmy wielki sukces, więc warto było...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.