czwartek, 4 kwietnia 2013

Evviva l'arte, czyli jak ocyganić Cygankę

Dziś na lekcji omawiam sztandarowy młodopolski tekst Kazimierza Spacji-Tetmajera "Evviva l'arte!" Tekst dobry, energiczny, zmuszający niemal do krzyków i gwałtownej gestykulacji. Przy okazji musiałem wprowadzić kilka terminów, z hasłami "Cyganeria" i "Bohema" na czele. 

Chyba jakoś dałem radę, choć musiałem nieźle się namęczyć, by opisać życie w obrębie takiej bohemy artystycznej i udowodnić, że kiedyś Cyganie kojarzyli się z nieustabilizowanym trybem życia, wieczną wędrówką bezdrożami Europy, wolnością, a nie ze smutnymi obrazkami żebrzących dzieci.

I tak od słowa do słowa, aż odwiedziło mnie stare wspomnienie z czasów studiów.

Zapraszam:

W Poznaniu istnieje do dnia dzisiejszego wielkie targowisko potocznie zwane "Bema", od ulicy generała Bema właśnie. Chyba...

Żeby tam trafić, trzeba było przejść dość szeroki pas zieleni, taki miniaturowy park (?), skwer(?), a nie było to zadaniem prostym. Pomiędzy drzewami, na samotnych i obiecujących młodych ludzi czekały stare lub nieco mniej stare Cyganki, które straszliwie narzucały się ze swoimi usługami.

Wróżyć chciały. Ja, pomny historii mojego szwagra, który stracił z powody wróżbitki całe 50 złotych (parę lat temu, więc pieniądz był to niemały), zawsze obchodziłem je szerokim łukiem, narażając się na wszelkiego rodzaju wyzwiska:

- Hej! Panie! Porozmawiaj z kobietą! Co ty, pedał jesteś?!

Nie byłem pedałem (i wciąż niem nie jestem), ale na rozmowę o przyszłości ochoty nie miałem.

W końcu wymyśliłem sobie pewien sposób. Będę udawał obcokrajowca. 

Idę. Podchodzą do mnie dwie baby w wieku postbalzakowskim. Biorą mnie w klasyczne szczęki. Jedna z przodu, druga z lewej, nieco z tyłu.

- Może powróżyć? Przyszłość, choroby? Panie, dasz pan tu...

- I'm sorry - mówię z brytyjskim akcentem - I don't understand polish.

Kobiety zrobiły oczy jak drewniane 5 złotych. Zaniemówiły. Stoją jak sparaliżowane i patrzą się na siebie. 
Ja zgrabnie omijam obie, wychodzę na prostą, a tu dobiegają mnie zza placów takie słowa:

- A może chcesz zobaczyć moją dziurkę?

Ja. Stoicki spokój i brytyjskie opanowanie. Nie dałem się skusić.

13 komentarzy:

  1. Ja też miałam takie wyobrażenie o brytyjskości, ale już mi jakby przeszło ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, tylko nie mów mi, że nikt tam u Was w meloniku nie chodzi i nie tryska ironicznym poczuciem humoru...

      ;-)

      Usuń
  2. Bosy Antku rozwaliłeś mnie tym wpisem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciała wziąć cie na lep :) swoją drogą że żeś się nie obejrzał :) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogłem się obejrzeć, bo maska obcokrajowca by spadła.

      Swoją drogą i tak bym się raczej nie obejrzał. Nie byłoby na co...

      ;-)

      Usuń
  4. Po tym, jak raz próbowali zwinąć mi coś z plecaka trzymam się od Cyganów z daleka...

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślały, że Cię pokonały sprytem, ale niedoczekanie ich! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu byłem studentem renomowanej uczelni państwowej w trybie dziennym.

      Usuń
  6. Pamiętam, jak na polskim w podstawówce pani nam opowiadała, że Mickiewicz był taki biedny, więc wyjechał z kraju, a Słowacki był też taki biedny, więc też wyjechał z kraju, i jak kolejny biedaczyna-literat też wyjechał z kraju, mój kolega spytał: A jak byli tacy biedni, to za co wyjeżdżali?
    Się czasy zmieniają...

    OdpowiedzUsuń
  7. Eeeee :( Trzeba było zobaczyć, mógłbyś man teraz opowiedzieć ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.