wtorek, 9 kwietnia 2013

Bumelant duchowy

Słabo mi się pisze ostatnio. Nie ten wiatr w żagle. W sumie żadnego wiatru. Flauta. Cisza morska, gdy śpią i rozum, i upiory. Żyje się tylko siłą rozpędu, kofeiny i potrzebą poprzytulania się do Żony. 

Święta Wielkiej Nocy odfajkowałem. Cóż, w sumie odfajkowałem i cały Wielki Post też. Nie umartwiałem się (nie mylić z ZAMARTWIANIEM). Piłem piwko, oglądałem głupie stare filmy fantastyczne, czytałem i pisałem... Kibicowałem nowemu papieżowi, który wydaje mi się być człowiekiem miłym i skromnym. Obym się nie mylił.

W kościele też tylko przelotem - raz z Córką Grób zobaczyć. Widzieliśmy. Widzieliśmy też skupionego, smutnego Filipińczyka, który z ostatniej ławki wpatrywał się w ogołocony ołtarz. Kilku takich Filipińczyków mieszka w moim miasteczku, pracują zapewne fizycznie w Poznaniu, a że wierzący są, więc chodzą tu do kościoła.

I choć nie rozumieją pewnie naszych lokalnych rytów, czuję z nimi wspólnotę. Wspólnotę wiary ponad językiem, kulturą i geografią. To fenomen religii. Nie zastąpi tego wspólne kibicowanie Barcelonie lub miłość do serialu STAR TREK. 

Drugi raz w kościele z koszyczkiem i całą rodziną. Poświecenie. Wychodzę, gdy reszta jeszcze się tłoczy w środku. Dwóch ministrantów sprzedaje świece. Rozmawiają, dowcipkują. 

Jeden tryska humorem i złośliwie podsumowuje jakąś dłuższą historię stojącego obok kolegi:

- I co sobie kupiłeś za te pieniądze? Trzy nawilżane ze zbiorniczkiem?



Takie święta miałem...

12 komentarzy:

  1. Przez tę przeciągającą się zimę chyba każdy utracił siły....ale idzie ku dobremu :)
    Można pomału zacząć budzić się z zimowego snu. Pierwsza przejażdżka rowerem i poczujesz wiatr we włosach, albo w brodzie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam zamiar w tym roku w bieganie się wciągnąć. Może coś to da. Dzięki za miłe słowa.

      pzdr

      Usuń
  2. Flauta się czasem zdarza. Częściej niż szwkał w każdym razie.
    Życzę zatem dużo sił witalnych, literackich, blogerskich i nauczycielskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję. Strasznie się przyda, bo lekko opadam na duchu, ciele i tak dalej w ten deseń.

      Ściskam (o ile mogę) serdecznie.

      Usuń
  3. Miałem ostatnio bardzo podobnie - zero sił, zero motywacji, ogólne zmęczenie zimą/uczelnią/wszystkim innym.
    Na szczęście moja kochana A. wymyśliła, że pójdziemy na kurs tańca, co znacznie poprawiło mi humor:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurs tańca, powiadasz...

      Żeby się trzymać tonacji, to napiszę tak - my z Żoną to najwyżej tańczymy "kółko graniaste" z dziećmi...

      Niemniej pozdrawiam.

      Usuń
  4. A to ministrantom wolno nabywać nawilżane ze zbiorniczkiem?
    Wydawało mi się, ze nie, ale co ja tam wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nabywać może chyba, ale czy używać?

      ;-)

      Usuń
  5. Dobrze wiedzieć, że bywają jeszcze ludzie, którzy mają czasami potrzebę przytulenia się do kogokolwiek, bo ostatnio zaczęłam wątpić. Dla ministrantów może już nie ma nadziei, ale tak w ogóle - będzie lepiej! (jak tylko wylezą krokusy i przebiśniegi :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, poprzytulanie to taki eufemizm delikatny...

      ;-)

      Usuń
  6. Myślę, że gdy tylko słonko będzie świeciło dłużej niż 7 minut na dobę, to tryśniesz taką energią (tylko bez skojarzeń proszę!), że aż blog zaskrzypi z przeciążenia!
    Nie ukrywam, że na to słońce też bardzo liczę... Bo od ziewania i przechodzenia z kąta w kąt boli mnie żuchwa i kolano...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.