środa, 20 marca 2013

"Wikingowie"

Początek lat 90. Nasza banda nazywała się "Wikingowie." W bandzie byłem ja, najmłodszy, Roman, Gobo, Tomeczek, Tomek Drugi, Adam - brat Goba. 

Mieszkaliśmy na jednej ulicy. Nasi rodzice znali się gorzej lub lepiej. Chodziliśmy do jednej podstawówki. Jeździliśmy na podobnych rowerach (marki "Jubilat" lub "Wigry"), kapaliśmy się w pobliskich gliniankach i żaden z nas się nigdy nie topił. Łowiliśmy ryby, wcześniej hodując na głowach zdechłych ryb pokaźnych rozmiarów białe larwy. Grabiliśmy pobliskie ogródki działkowe, gdy dojrzewały jabłka, gruszki lub winogrona. Graliśmy w piłkę, aż nasi rodzice nie wychodzili nas szukać z latarkami...

Dlaczego "Wikingowie"? Bo wszyscy w ponure i deszczowe dni graliśmy w "Bogów Wikingów" - 


prostą, ale wciągającą planszówkę wydaną na początku lat 90. 

Byliśmy "Wikingami" przez jakieś trzy lata. Potem rozjechały się nasze drogi. Jedni opuścili już podstawówkę, drudzy (ja na przykład) wciąż tkwiłem w jej czeluściach. Pojawiali się inni, konkurencyjni, koledzy. Pojawiły się, o zgrozo!, dziewczyny. 

"Wikingowie" się skończyli. Niestety, czasem okazało się, że zbyt dosłownie. Roman zginął w wypadku samochodowym. Tomek Drugi przepadł gdzieś za granicą. Gobo i jego brat mają żony, masę dzieciaków i walczą o utrzymanie się na powierzchni, prowadząc pralnię chemiczną.


W zeszłą sobotę odwiedziłem Rodziców w Kaliszu. Mama zrelacjonowała mi najnowsze wieści z okolicy, by zakończyć całość smutną kodą:

- Pamiętasz tego Tomeczka? Tego co w tej bramie w dole ulicy mieszkał?

- Pewnie, że pamiętam.

- Umarł. Pogrzeb był ostatnio.

- O...

- Powoli się zapił. Wszystko mu alkohol zniszczył. Po kolei wszystko. W końcu wylądował w hospicjum. A nawet ubezpieczenia nie miał żadnego. Matka musiała wszystko finansować. Tak skończył...

Smutno mi się zrobiło. Chociaż nie widziałem człowieka od dobrych 20 lat, pamiętałem go dobrze z tych niesamowitych heroicznych czasów naszej wspólnej młodości. Dobrze się wspinał na drzewa. Zwinny był, skubaniec. 

Ja się jeszcze jakoś trzymam. Coś nie spieszy mi się na tamten świat, żyć mam dla kogo i ubezpieczony póki co jestem.

I mówcie co chcecie, ale uważam, że każdy z mojej bandy (włącznie ze mną) powinien mieć właśnie taki pogrzeb: 


18 komentarzy:

  1. Smutna historia. Czasem ciekaw jestem, co się dzieje z moimi kumplami z podstawówki. Większości już nawet nie spotykam, gdy rodzinne strony odwiedzam (może siedzą na Wyspach?). W sumie to i dobrze, bo pewnie nie miał bym wspólnych tematów, a na siłę prowadzonych, kurtuazyjnych rozmów nie znoszę, bo ich prowadzić nie umiem.
    A takiej 'bandy' osiedlowej, to Ci zazdroszczę, sam nigdy nie miałem. I w ogóle na osiedlu miałem więcej koleżanek, niż kolegów. Kiepsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym wieku to faktycznie kiepsko mieć same dziewczyny w okolicy. Potem już jest duuuużo lepiej.

      Usuń
  2. Z moją eks-przyjaciółką z podwórka i szkolnej ławki spotkam sie wkrotce w sądzie. Raczej nie bedziemy wymieniac sie ploteczkami : (
    Życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki lajf, Socjo. Ja na szczęście z nikim z podstawówki na noże nie poszedłem. To pewnie jakiś drobny sukces zważywszy na to, że kolegów ciekawych miewałem.

      pzdr

      Usuń
  3. Przykra sprawa...szkoda, że często te drogi najlepszych kolegów z podstawówki się rozchodzą... U mnie było podobnie, tyle że ,,wikingów" zastąpili rycerze Jedi.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Jedi pewnie nieco grzeczniejsi byli. Wszak to dobra strona mocy.

      ;-)

      Usuń
  4. Mogłabym napisać powieść kryminalną o moich kumplach z podstawówki, serio serio... ://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podstawówka widać tak działa demoralizująco.

      Usuń
  5. .... Dlugie lodzie Wikingow... A powiadaja, ze Wikingowie to zdrowi jak ... Wikingowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ich też pewne patologie dopadają. Jak widać, niestety...

      Usuń
  6. Co wy faceci z tymi wikingami? Maz mnie wczoraj zmusil do ogladania z nim nowego serialu "Vikings" (nie najgorszy swoja droga) :p A tak powaznie, to takie grupy osiedlowe (ja tez z blokowiska) to taki mini przeglad spoleczenstwa - jedni sie wybili, drudzy poszli na dno, innych juz wsrod zywych nie ma...Zycie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Ivett, niespełnialne marzenia mężczyzn - morze, brody nie trzeba golić, wpada się do wioski po jedzenie i kobiety...

      Żyć nie umierać!

      ;-)

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bosy ,Wikingowie odchodzą bo zima nadchodzi...

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam jak całą uliczną bandą przesiadywało się na jabłonce za biblioteką, puszczało latawce, rzucało w siebie nawzajem kamieniami...:)

    OdpowiedzUsuń
  10. A teraz dzieci, zamiast tworzyć bandę "Wikingowie", tworzą wspólną stronę na fejsbuku...

    OdpowiedzUsuń
  11. A my przestaliśmy liczyć. Faktem jednak jest, że z ekipy wybierającej się z Tatą tratwą na przylądek "ptasia głowa" w Papui - Nowej Gwinei nie brakuje, dzięki Bogu nikogo.
    Ciągle zatem jest opcja. :D

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.