czwartek, 14 marca 2013

Używany pasaż

Miałem dziś sentymentalny, ekspresowy wyjazd do miasta moich studenckich ekscesów - Poznania. Mimo tego, że mieszkam tylko 20 km od stolicy Wielkopolski, bywam tam rzadko - nie mam po co i nie mam kiedy. 

Miasto to nigdy jakoś mnie nie było w stanie porwać i choć szlajałem się po jego ulicach przez 6 lat w sumie,  nie umiałem się w nim zakochać. Nie i tyle. 

Natomiast w mojej pamięci zakorzeniło się kilka miejsc: sklepów, knajp, ulic i placów. Tam przesiadywałem z kumplami, tam wagarowałem (nawet jako pracownik pewnej dziwacznej agencji reklamowej - kiedyś opiszę, na razie żyją jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń), tam marnotrawiłem bezcenny czas młodości i dobrze mi z tym było, i do twarzy też.

Dziś przez przypadek, szukając istniejącego kiedyś antykwariatu, trafiłem w przedziwne miejsce. Brama, ponury korytarz upstrzony wulgarnymi bazgrołami - sztuka ulicy, wiecie... Dalej dziwaczne małe sklepiki, witryny sklepowe wyklejone hasłami TANIA ODZIEŻ, UŻYWANE KSIĄŻKI, TANIE OBUWIE, SPRZĘT AGD, KOMIS, ANTYKWARIAT...

W każdej witrynie informacje o tym królestwie odpadów, które można zwiedzić i kupić po absolutnie okazyjnych cenach popsute lub na granicy agonii przedmioty. Wchodzę, szukając książek. Otacza mnie zapach stęchlizny, kurzu i rozkładu. 

Sprzedawczyni, otyła kobieta w wieku balzakowskim i o takiej figurze, spogląda na mnie i pyta:

- Można w czymś pomóc?
- Szukam fantastyki. Starej, polskiej...
- Ciężko będzie - mówi znudzonym głosem - Niech pan poszuka w tych pudłach na ziemi. A jak nie będzie, to u koleżanki z boksu nr 35. Tam jest więcej książek.

Rozglądam się. 

Jakbym wysilił odrobinę wyobraźnię, nie miałbym trudności z takim obrazkiem: trafiłem do jakiegoś postkolonialnego kraju, w którym ludzie handlują starymi filmami na kasetach video, kasetami magnetofonowymi, starymi futrami, wędkami... W kartonach gniją buty nie do pary, walają się na półkach pokraczne plastikowe lalki, manekiny noszą koszmarne bluzki przyprószone brokatem. 

Depczę jakieś linoleum. Ocieram się o meble sprzed 30 lat. Głową trącam wiszące na żyłkach "plakaty" sprzętu, jaki można znaleźć "na tyłach" tego miejsca - pozują pralki, lodówki, odkurzacze, rowery...

W kartonach umierają stare, nikomu niepotrzebne książki o niczym. Rozsypują się zbiory pocztówek i znaczków. W oczy patrzy mi zmarły wokalista z płyty winylowej...

Takie miejsce.

Wychodzę i myślę sobie: "Gdzie jak, kurde, byłem? Co to za Chinatown czy inny Bangladesz?"

Rozglądam się, bo w końcu okolica mojej uczelni. Pięć lat tędy chodziłem. Cofnąłem się o parę kroków, obróciłem się dookoła siebie, odtworzyłem krajobraz z przeszłości i... 

Okazało się, że był to za moich czasów jeden z najatrakcyjniejszych pasaży przy głównej ulicy Poznania, samo centrum, bijące serce okolicy. Sklepy nawet ekskluzywne, dystyngowana swobodna elegancja. Jakiś jubiler, coś dla sportowców, kawiarenka internetowa. Czysto i schludnie. Miłe młode ekspedientki. Miłe młode klientki. Światło sączące się z przeszklonego zadaszenia. 

Co się stało? Co z tym miejscem zrobił czas? 10 lat to mało czy dużo? 

10 lat to mało czy dużo dla nas? Naszych wspomnień. Może, mówiąc patetycznie, to po prostu ruiny mojej młodości dziś tam mi się ukazały?

Baby zamiast dziewczyn? "Ubrania z Zachodu" zamiast pachnących czystych koszulek i dżinsów? 

A może to tylko miasto Poznań ma problem z rewitalizacją swojego centrum, bo wszystkie atrakcje przeniosły się pod gościnne dachy kolejnych galerii handlowych?

Nie wiem.

Bez pointy i już!

6 komentarzy:

  1. Nie tylko Poznań. Na toruńskiej starówce Biedronka zagnieździła się w niegdysiejszym kinie, banki z tanimi kredytami, dostępnymi od ręki, wyparły sklepy, które wykonały taktyczny odwrót i oddały pole przenosząc się do galerii właśnie. Przyjemna zmiana: miła knajpka w miejscu sieciowego sklepu z ciuchami. Ale to tylko jeden przykład zmiany na lepsze, wyjątek. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. to co dobre zwykle kosztuje, a kryzys jest wiec zastępuje się to tandetą pozostaje tylko pytanie co będzie dalej???

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się po prostu cudnie czytało i już. Sentymentalnie!

    Poznań w sam w sobie nigdy mnie nie zachwycił.

    OdpowiedzUsuń
  4. Będę bronić jak lwica: są piękne miejsca w Poznaniu! Stare, z klimatem, o które ktoś próbuje dbać, mimo kryzysu... Innymi ulicami trzeba spacerować... Gdzie indziej patrzeć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Abstrahujac od Poznania czy wszechobecnego kryzysu, tu bardziej chyba kryzysu estetyki naszej czy tego czego nam potrzeba od zaraz itd to podobno czasem nie nalezy wracac do miejsc z przeszlosci (blizszej czy dalszej) bo w naszej wyobrazni i tak sa najpiekniejsze, upstrzone przezyciami, chwilami itd A zderzenie tego z rzeczywistoscia bywa niesmaczne, ba malo tego, potrafi te miejsca bardzo zepsuc, wlasnie tam gdzie byly dla nas najpiekniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej to, co piszesz na końcu - galerie są miejscem dla ładności. Reszta szarzeje i marnieje.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.