niedziela, 17 marca 2013

Nieznajoma z nieznajomym

Niby wszyscy wiemy, że z nieznajomymi się raczej nie powinno rozmawiać. A przynajmniej nie w pewnym wieku. A przynajmniej nie na zbyt osobiste tematy. O pogodzie tak. Powiedzieć, która godzina i którędy na dworzec, owszem.

Jak się ma więc do tej wiedzy moja wczorajsza rozmowa na ulicach rodzinnego Kalisza? Sprawdźmy:

- Przepraszam - zaczepia mnie młoda kobieta. Ładna brunetka. Mniej więcej 30 lat, niewiele starsza być może - Nie wie pan, gdzie tu jest może jakaś kawiarnia?

- Oj, zastanówmy się - rozglądam się i szukam punktów orientacyjnych. - Pójdzie pani prosto, potem długo cały czas tamtą ulicą, tam będzie taka galeria...

Kobieta lekko zdezorientowana

- A gdzieś coś bliżej? 

- Hmm - myślę na głos - Widzi pani, jestem z Kalisza, ale dawno tu nie byłem, więc może coś się pozmieniało... Widzi pani wieżę ratusza?

- Widzę.

- Tam tuż obok ratusza jest fajna kawiarnia, można posiedzieć. 

- To chyba trafię - odpowiada z wyraźną ulgą - Bo wie pan, ja miasta nie znam. Siostrę przyjechałam odwiedzić. Gnije tu w więzieniu. Do widzenia!

Miejsce gnicia w Kaliszu

21 komentarzy:

  1. E tam, nie powinno... Całkiem ciekawe mogą być takie rozmowy z nieznajomymi. A jak się kogoś spotka w knajpie, to już w ogóle. Choć tu może być pułapka, można trafić na kogoś, kto jest już w stanie męczącym dla rozmówcy. Ale nie zawsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam niemal same złę skojarzenia z nieznajomymi z ulicy - naciągają, smęcą, sępią etc.

      Miałem kilka groźnie brzmiących spotkań - w młodości mojej podchodzi do mnie jakiś wyliniały punk i pyta tak mniej więcej:

      "Znasz Lenina? Jak znasz, to pożycz stówę. On ci odda"

      Usuń
    2. Smęcący menele, to osobna kategoria. ale to nie jedyni 'obcy', z którymi można pogadać.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Się nie zgadaliśmy. Nie chciałem proponować wspólnej kawy, bo już żonę mam. Ale jakbym nie miał, to kto wie - może by mi szwagierka gniła...


      pzdr

      Usuń
    2. No w sumie......znajomości dobrze mieć wszędzie ;)
      bo to nigdy nie wiadomo co i jak

      Usuń
  3. hahah cóż za spowiedź, raz jak powiedziałam że mój facet siedzi w Szczecinie to też się znajomi zdziwili, a chodziło o to że na jakiś czas tam zamieszkał a nie że "gnije w więzieniu" :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Z zapartym tchem czekałam finału...no i się doczekałam:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Straszny z Ciebie tradycjonalista-konserewatysta. A czemu nie rozmawiać z nieznajomymi? Z menelami to nie, jasne, ale ze zwykłymi ludźmi? Pomyśl jaki materiał na notkę przeszedł Ci koło nosa, być może. I co ma do tego żona? Że jak się rozmawia z inną kobietą, to znaczy, że trzeba się z nią potem ożenić? O matko!
    A więzienie macie bardzo efektowne. Zaraz pogooglam w poszukiwaniu większej ilości fotek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, Ove, to nie jest kwestia konserwatyzmu. Ja po prostu nie umiem tak z marszu się "otworzyć", więc to raczej wina introwertyzmu, jeśli już.

      Po prostu wstydzę się lub zazwyczaj nie interesuje mnie czyjaś "wzruszająca historia" - kiedyś przysiadł się do mnie w autobusie młody facet, lekko pod gazem - GODZINĘ opowiadał mi o swoich problemach w domu rodzinnym, o pracy, której nie mógł znaleźć i jaką ma cudowną siostrę... Umęczył mnie niemiłosiernie chłop.

      A z tą "żoną" to ironia przecież była, Stary...

      Usuń
  6. gnije bo pewnie w lochu ją umieścili. Idą święta - podeślij świeżą słomę.

    OdpowiedzUsuń
  7. No normalnie się uśmiałam :) Mnie jakoś nikt na ulicy nie zaczepia :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Przypowieść o tym, jak jedno słowo zmienia perpektywę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz sie boję cokolwiek napisać, żeby diagnozy psychologicznej nie było :-) No bo co komu w duszy zmienia, to aż strach się bać :-)

      Usuń
  9. Klasyczny clifhanger. Teraz się zastanawiam za co gnije...

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakończenie nieoczekiwane. Smutne. Nie dziwię się, że nie chciałeś zostać spowiednikiem.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.