piątek, 15 lutego 2013

Najromantyczniejsza historia walentynkowa ever! (Tylko dla dorosłych!)

Współlokatorów z akademika nikt sobie nie wybiera. Trafią się ludzie z podobną grupą krwi - przez cały rok macie imprezę w pokoju. (Plus drobny bonus w postaci warunkowego zaliczenia wybranego przedmiotu lub jesienną sesję poprawkową...)

Trafią się "obcy" - przez cały rok smęcą Wam o swoich przebytych w dzieciństwie operacjach, o pracy na wsi lub o tym, że odziedziczą po rodzicach stację benzynową itd. Takich współtowarzyszy też miałem...

Miałem też jednego, z którym pomieszkiwałem tylko pół roku. Student prawa. Wysoki. Przystojny. Wygadany. Niski głos. Pachnący. Elegancki. Generalnie - moje przeciwieństwo. I chociaż różniło nas WSZYSTKO, to jakoś się dogadywaliśmy. Udawaliśmy po prostu, że się słuchamy, gdy odpowiadaliśmy sobie nawzajem na kurtuazyjne pytania: "Jak minął dzień?" Prosty układ.

Jeszcze jedna cenna informacja domykająca obraz naszego bohatera - gość był znany z niesamowitych zdolności do podrywania dziewczyn. Flirciarz był jakich mało. A że miał predyspozycje odpowiednie, swoje życie towarzyskie prowadził dość zamaszyście. 

Aha, miał wśród kolegów z roku pseudonim "Centaur - koń z głową człowieka." Z racji tego, że natura go hojnie obdarzyła...

Ok, ekspozycję już mamy. Bohaterowie, miejsce są. Czas akcji Walentynki właśnie. W klubie studenckim w podziemiach akademika miała być okolicznościowa impreza - tańce, hulanki, swawole. Piwo, rock and roll, dziewczyny i chłopaki. Buzują hormony. Koniec karnawału, zbliża się Wielki Post, więc "Hej dziewczyny w górę chusty, bo przychodzi czas rozpusty!"

Ja zostałem pokoju. Książkę czytałem. (Tyle jeśli chodzi o zmarnowaną młodość...)

Centaur oczywiście wyszedł na imprezę. Nie liczyłem, że zjawi się przed północą, więc poszedłem spać. Zgasiłem światło. Spać.

Budzi mnie dźwięki otwieranych drzwi pokoju. Jakieś szamotaniny. Szuranie nogami. Śmiechy tłumione. Szelest zdejmowanych grubych kurtek. Nie śpię, ale się nie ruszam, chociaż pozycja, w jakiej leżałem, nie należała do najwygodniejszych.

Słyszę głos męski:

- Chodź, tu jest moje łóżko...

- Poczekaj - odpowiada głos żeński ewidentnie - poczekaj, zdejmę tylko... A tam ktoś leży?!

Najwidoczniej głos żeński w tym momencie pytał o moje skręcone pod kołdrą ciało.

- To? - tłumaczy głos Centaura - To mój współlokator.

- Ale on tu będzie?! - głos żeński zdradzał objawy zniechęcenia.

- Nic się nie przejmuj - tłumaczy niski hipnotyzujący głos męski - On śpi jak zabity. Urżnął się jak świnia dzisiaj. Ja go znam. On co drugi wieczór tak się nawali, że na drugi dzień śpi do południa. Chodź...

- Ale...

- Chodź.

Potem już słyszę tylko szelest ubrań. Łoskot zrzucanych ubrań i ugniatane wąskie łózko. Całość trwa zdumiewająco krótko jak na legendy krążące o Centaurze. Po 10 minutach cisza. Po 15 minutach znów szmer. Szepty.

- Odprowadzę cię - mówi głos męski, z którego wyparowało już podniecenie i namiętność wszelka. Centaur został zaspokojony.

- Ok.

Wyszli. 

Ja w końcu rozprostowałem umęczone kończyny. Przeciągnąłem się i zaśmiałem. Wiedziałem, co mnie czeka rano...

Rano.

- Stary, ale akcja wczoraj była - mówi przy śniadaniu Centaur.

- Tak? Jaka?

- Ty nic nie słyszałeś?

- Nie - kłamię po prostu mistrzowsko - Człowieku, ja już trzeci rok w akademiku śpię, więc mnie nic nie obudzi. Ani Slayer zza ściany, ani alarm przeciwpożarowy. Ale co się działo?

- Laskę tu wczoraj miałem - mówi z dumą w głosie.

- Pieprzysz! - gwiżdżę z podziwem - Serio? I co?

- Nic nie słyszałeś?

- No nic. Absolutnie nic.

- Mówię ci. Taka laska! Chyba z półtorej godziny ją heblowałem. Mówię ci, klasyczny hebel...


- Klasyczny hebel... - powtórzyłem za nim - Tak, klasyczny hebel...


23 komentarze:

  1. hebel jest mocny, ale centaur wymiata:)
    nie znałam wczesniej

    OdpowiedzUsuń
  2. hehe trzeba było mu powiedzieć to by już nie był taki pewny siebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie. Mitoman jest najzabawniejszy, gdy mu się nie przeszkadza.

      pzdr

      Usuń
  3. Ah, urocza męska próżności. Tylko ten hebel jakiś taki ociosany... do dziesięciu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przednia historia! Naprawdę przednia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiałem się z tej historyjki jak mało z czego :)I jeszcze ta ksywka - Centaur :)
    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najlepiej zwalczyć swój prywatny smutek? Rozśmiesz innych.

      dzięki!

      Usuń
  6. Rzeczywiście,Centaur jak się patrzy :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mistrzostwo.

    Na nic więcej mnie dzisiaj nie stać... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaha. :D Krowa która dużo ryczy mało mleka daje - jak to głosi stare ludowe porzekadło. Widać dosyć prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak mnie swojego czasu pytali o zmianę kierunku studiów to błyskotliwie odpowiadałam:
    "Kiedyś Hegel teraz hebel!"
    Także ten no, dzięki za przypomnienie czasów studenckich, poniekąd :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahahaha, jak zwykle, ten co się najbardziej chwali, najmniej ma do pokazania :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Marketing, marketing i jeszcze raz marketing, Antku! Jak mawiał Lenin, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  12. hahaha świetne są takie cuda, nie ma to jak słuchać kłamstw gdy zna się prawdę. Widać też jego przydomek per Centaur pasował, w końcu centaury to mit i bajka :D
    + współczuje świadomość, że ktoś się koło Ciebie pieprzy jest denerwująca i hmm.. przygnębiająca, że Ty nie masz kogo

    OdpowiedzUsuń
  13. nie wiem, czyje klamstwo gorsze: Twoje czy jego?!
    heh

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.