środa, 9 stycznia 2013

Wyznania zboczeńca

Możecie mi nie wierzyć, ale mam sądowy zakaz zbliżania się do sklepów papierniczych. Właściciele takowych, widząc mnie, zamykają drzwi i wywieszają kartkę z napisem PRZYJĘCIE TOWARU, INWENTARYZACJA, ZARAZ ZWRACAM.

Czym sobie zasłużyłem na tak ponurą sławę? Otóż jestem do bólu wymagającym i kapryśnym klientem. Kupując zeszyty lub notatniki nie zadowolę się niczym, co nie spełniać będzie w 100% wymagań wymyślonego przeze mnie ideału. 

Okładka taka a nie inna, najlepiej sztywna. Kartki jasne, najlepiej w kratkę, od biedy w linię też przyjmę. Kratki/linie mają być delikatne, zaledwie sugestie, na których sadzić będę zapisane słowa. 

Ileż zeszytów musieli mi sprzedawcy przynosić z zaplecza! Ileż godzin (sumując) snułem się w wielkich marketach, gdzie każdy zeszyt prześwietlałem pod każdym możliwym kątem. Na wakacjach w Turcji wpadliśmy z Żoną do sklepu papierniczego. Na wyspie Rodos też. W czeskim TESCO też. Zakupy były owocne! 

Jednak od roku niemal jestem wierny włoskiej firmie ECCOLO, która w swojej ofercie ma przepiękne notatniki. Poręczny format, okładki z wytłoczonymi motywami (teraz zapisuję szkice recenzji książkowych w tym tym czarnym ze złotym słówkiem ideas), bajer w postaci papieru "niekwaśnego", który wytrzymuje dłużej niż zwykły papier i ponoć atrament na nim nie blednie. Przynajmniej producent chwali się tym, że nie odnotowano jeszcze przypadku, by coś "zniknęło" z takiego papieru.


Czterech braci z ECCOLO i siostra z VENECIA, ponoć autentyczna skóra na okładce.

Mój ulubiony rowerowy motyw.

Motyw kawowy na paszportowym



Bezcenne zapiski. Wytrzymają następne 1000 lat.

Czujecie klimat "wyższych sfer"? Elita, elegancja, arystokracja papieru...

Jest tylko jeden feler - legendarna włoska firma produkuje swoje notesy w Chinach... Dowodem jest mikroskopijny napis ukryty na wewnętrznej "ściance" okładki. 

Cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda? No bo wymagać włoskiego produktu tworzonego we Włoszech to przecież czyste szaleństwo i skrajna naiwność.




22 komentarze:

  1. Piszesz szkice recenzji na papierze?! Kurczę, zazdroszczę, ja tylko komputerowo. Chociaż przyznaję, że w moim niezniszczalnym Moleskinie piszę luźne refleksję na temat książki,ołówkiem.

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też się łapię na tym, że jak od razu wklepuję w komputer, to jest to prostsze, wygodniejsze, bardziej racjonalne.

      Ale z drugiej strony, siedzę sobie nad papierem, bazgrolę, na gorąco zrzucam myśli bez naglącej potrzeby, by odpalić komputer, poczekać, aż się rozgrzeje, włączy odpowiedni program ( w moim przypadku wszystko mam w SPRINGPADZIE, polecam).

      Notes jest wygodniejszy po prostu pod kątem dostępności.

      pzdr

      Usuń
  2. Znam to uczucie! Nie wiem jak Ty, ale mi się zdarza kupić zeszyt, bo mi się tak podobał, a potem w nim nie pisać... Dlatego teraz staram się rozsądniej podchodzić do sprawy i zmuszać do pisania w zeszycie, który kupiłam i nie zbliżania się do żadnych księgarni, empików, działów papierniczych w marketach, dopóki zeszyt się nie skończy. Na razie jeszcze mi się nie udało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to możemy założyć jakąś grupę wsparcia, chociaż nie wiem, czy nie wybrałaby się ona natychmiast na bardzo wciągające zakupy.

      Miło, że ktoś coś podobnego czuje!

      Usuń
  3. Kiedyś też tak miałem. A po przeczytaniu Twojego tekstu naszła mnie ochota, żeby wrócić do dawnych, dobrych zwyczajów. Tylko najpierw musiał bym na zakupy się wybrać... Mam nawet notes, w którym kiedyś tam zacząłem smarować coś od czasu do czasu, ale on się nie nadaje, jakoś mi się nie podoba, nie ciągnie mnie do pisania w nim...
    Kurde, też chyba jestem zboczeńcem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podstawa to fundamenty - coś przyjemnego w dotyku, wizualnie miłe, takie "nasze" to musi być.

      Potem już jakoś leci. Ja, gdybym nie czuł potrzeby opisywania wrażeń książkowych, pewnie nie wydałbym tyle kasy na papier. A notesów mam już tyle, że starczy mi na kolejnych 5-6 lat.

      Jestem dzieckiem papieru, ewidentnie.

      pzdr

      Usuń
  4. Ja też mam swoje smaczki i wymagania papiernicze, ale do takiego poziomu zboczenia mi jeszcze brakuje ciutkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poćwiczysz, to osiągniesz odpowiedni poziom zboczeństwa ;-)

      Spokojnie, to dopiero styczeń.

      pzdr

      Usuń
  5. Trochę Cię rozumiem, miałam podobnie, teraz mi trochę przeszło w kierunku marketowo-budowlanym :)
    Jak skończę remonty znów się pewnie przerzucę na papiernicze i te z materiałami :)
    Jakość musi być, to uskrzydla! :))
    pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudne! A zwłaszcza pióro, przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki! Pióro niemieckie marki DUKE. Atrament brązowy. Że się pochwalę...

      Usuń
  7. Są śliczne - najbardziej mi przypadł do gustu ten z motywem roweru:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej Żonie też rowerowy najbardziej się podoba. Ale się nie podzielę!

      ;-)

      Usuń
  8. Gdybym miała czas i cierpliwość, to pewnie byłabym papierniczym zboczuchem tak jak Ty.

    Notatnik zastępuję mi blog techniczny.
    Pewnie dlatego nic konkretnego jeszcze nie napisałam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Notes w skórze, pióro duże... jeszcze brakuje ci tylko sygnetu bądź żabotu ;)
    Nie to, że nie rozumiem o czym mówisz, bo rozumiem doskonale, eh.
    Ja natomiast muszę mieć kwaśny papier, coby do miny pasował, jak się próbuję rozczytać, bo gryzmolę strasznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żabot może nie, ale tweedowa marynarka jak najbardziej!

      Usuń
  10. Mam kilka takich upatrzonych zeszytó i zawsze w papierniczych buszuję :) Niektóre z nich zapisane już są, a inne czekają na swój czas. Ale jak dziecku skończy się zeszyt, albo szuka, żeby sobie w nim rysować i chce któryś z moich, to wtedy: wielkie wara, to moje! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdybym miał takie piękne zeszyty, to szkoda byłoby mi w nich pisać. Samo trzymanie w rękach pięknych rzeczy mi wystarcza. No, może nie zawsze. Żadnego zeszytu założonego po coś nie zapisałem do końca. Tylko szkolne. Teraz ręcznie piszę tylko, gdy muszę. Z coraz większym trudem zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba dbać o charakter pisma. To jedna z nieliczych rzeczy dziś, jaką mamy unikalną i nie do podrobienia. No, chyba że jest się uczniem piszącym sobie usprawiedliwienia...

      ;-)

      Usuń
  12. Na moleskina chorowałam przez jakiś czas, a teraz mi się pogorszyło i sama sobie robię notesy... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Też mam podobną manię pisania...tego się nie da opisać :) A by the way: w bocznym pasku: Bella in funky world - ciut dojrzała i już dawno zmieniła się na Bellove :P

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.