czwartek, 17 stycznia 2013

W okowach

Tak, cała Polska walczy z grypą jak długa i szeroka. W radiu mroczne komunikaty, w prasie GROZA, w ośrodkach zdrowia regularne zamieszki.

Nie, nie śmieję się - Synek wczoraj trafił do lekarki naszej, która stwierdziła, że nie jest źle, ale 5 dni ma leżeć w łóżku. 5 dni w łóżku dla czterolatka to wyrok porównywalny z dożywociem, więc poszliśmy na ugodę i skończyło się na 5 dniach NIEWYCHODZENIA  z domu.

Ja też nie lepiej się czuję. Jadę na antybiotyku, bo moje gardło się posypało. Migdałki okropne, więc nie ma na co czekać, zwłaszcza, że kaszel mam od samych Świąt. Teściową też próbuje coś złapać, Żonę już poraziło wcześniej, ale z tego wyszła.

Teścia nic nie rusza, ale on pali papierosy, więc wszystko jasne.

Na szczęście trzyma się jeszcze Kalina. Mimo krążących wokół bakcyli, jest zdrowa (odpukać w niemalowane). Dziś wziąłem ją na spacer. Śnieg już zdarty z chodników i ulic, więc jedziemy wózkiem. Zgodnie z zaleceniami omijamy miejsca, w których gromadzą się ludzie, błądzą tłumy i ciśnie się ciżba.



Jedziemy do biblioteki.

18 komentarzy:

  1. Najlepiej na tydzień do szafy wejść :P

    U mnie w szkole też pogrom ://

    OdpowiedzUsuń
  2. No to faktycznie - pomór. Zdrowia życzę.
    Wład też nie umie leżeć, kiedy choruje i gania po domu jakby miał baterie w zadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki los dzieci. Potem zalegną na kanapie i klops. Nie ruszysz takiego z miejsca.

      ;-)

      Usuń
  3. W tym sezonie zimowym kurtkę założyłem kilka razy. Muszę mieć grubą, bo nie zauważyłbym, gdzie jest w szafie, gdyby taka nie była.

    Całe moje wyposażenie na ten okres to bluzka lub koszula i bluza z kapturem, której i tak zazwyczaj nie dopinam. I spokojnie radzę sobie z mrozem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym się tak ubierał, gdybym był kawalerem. Teraz Żona mnie goni, bym się opatulał od stóp do głów.

      Usuń
  4. Zdrowia! Angina i przez nas w tym sezonie zaliczona. Lacze sie bolu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest takie straszne coś, co załatwia sprawę... nazywa się czosnek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, nie zawsze - mój szwagier jeden jest wrogiem antybiotyków,szczepionek etc. Leczy się naturalnie, czyli w pracy z nim nie mogą wytrzymać, bo wciąż czosnek wkrawa sobie do wszystkiego, a i tak przynajmniej raz na rok dostaje solidnej grypy lub czegoś podobnego.

      Ja tam średnio wierzę w czosnek. Raczej w sos czosnkowy ufam...

      Usuń
  6. My z Piotrkiem jeszcze przez tydzień się feriujemy i siedzimy sobie w domku z przerwami na wyjście na podwórko - jak na razie wszyscy zdrowi, bo małżonek z tych bardziej odpornych, co to nigdy nie chorują.

    Mam nadzieję, że na moją wiochę jakieś zmutowane wirusy będą miały za daleko i z nas zrezygnują...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im głębsza wiocha, tym mniejsza szansa na atak jakiegoś mutanta.

      Taka prawda!

      Usuń
  7. Też unikam ludzi. Co roku łapię najmodniejsze w sezonie grypsko i przechodzę przez nie z wszystkimi możliwymi objawami. Zawsze mam full serwis. W tym roku obrzydło mi chorowanie i już nie chcę. Unikam zbiorowisk ludzkich. Wreszcie bezrobocie się na coś przydało. Heh... I na razie odpukać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezrobocie... We wszystkim trzeba widzieć plusy, choć w tym przypadku było doprawdy ciężko...

      pzdr

      Usuń
  8. A ja zawsze lubiłem zalegnąć, będąc chorym dzieckiem i mam tak do dzisiaj. W łóżku człowiek czuje, jak zdrowieje. A tak to sobie możesz brać ten atybiotyk i brać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam odwrotnie - snuję się po domu, bo łóżko ze mnie siły wywleka. Tak sobie udaję, że jestem zdrowszy niż jestem.

      Usuń
  9. To zabrzmiało, jakby w bibliotekach ludzi się już nie spotykało...
    Zdrowia wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też mnie ta biblioteka zastanowiła.
    Mojego syna powaliło, aż dopiero nimesil (lek na bóle kostne - jakby ktoś nie wiedział) wycyganiony od babci pozwolił mu dowlec sie do lekarza. Swoją drogą jakieś dziwaczne leczenie: trzydniowy antybiotyk: "no bo nie wiadomo, czy to zakażenie wirusowe, czy bakteryjne". Czyli leczenie na czuja. Paranoja.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.