sobota, 26 stycznia 2013

Restauracja przyjaźni

Koniec ferii jest dość bolesnym momentem. Przyczyny są wiadome i nie będę się o nich rozpisywał. Ale pod koniec tych samych ferii błysnęło słońce - spotkałem się w końcu z kumplem i jego żoną, z którym się nie widziałem od dwóch lat. W sumie już traktowałem nasza przyjaźń za BYŁĄ, za wygasłą, za relikt i muzealny rekwizyt, a tu proszę.

(Jednak miał rację pewien mądry człowiek, który napisał mi, że przyjaźń trudno zbudować, a jeszcze trudniej zniszczyć.)

"Hobbita" razem obejrzeliśmy, by chóralnie go raczej skrytykować - największym plusem filmu okazały się być wiosenno-letnie pejzaże. I w gąszczu gęstej rozmowy przy wódce (którą polubiłem na ten jeden wieczór) i kiełbasie ze świniobicie nadrobiliśmy te prawie dwa lata zawieszenia kontaktów i obiecaliśmy sobie powtórki tego typu spotkań.

Siedzieliśmy do 3 nad ranem, co prz moim trybie życia jest wyczynem zaiste heroicznym.

Krótka dykteryjka, cobyście poczuli klimat spotkania:

Byłem na koncercie Armii - opowiada kumpel - Pogo się robiło co chwilę. Kocioł, że normalnie bałem się startować. Ale raz zachowałem się tam jak miłosierny Samarytanin.

- A co zrobiłeś? - pytam.

- Podniosłem z ziemi leżącą dziewczynę. Ale wciąż mam pewien niesmak moralny po tym.

- Dlaczego?

- Bo podniosłem ją za włosy.

11 komentarzy:

  1. Gratulacje :-) Dobrze odświeżać znajomości, szczególnie te ważne. A taka kiełbaska pod wódeczkę to dobra rzecz... Nawet bez wódeczki niezła ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęściarzu... Masz w ogóle ferie ;)

    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też już koniec ferii...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ubawiłem się. Ale wbrew pozorom spionizować kobietę za włosy jest bezpiecznie, mają mocne włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że już to przerabiałeś...

      ;-)

      Usuń
    2. mnie samo czytanie bolało. ale rozśmieszył mnie ;)

      Usuń
  5. Kochaaany, dwa lata to nic. To naprawdę moment.
    A historyjka od dobrym Samarytaninie świetna :D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.