sobota, 12 stycznia 2013

Po studniówie

Najpierw na poważnie - wczorajsza studniówka, z której wróciłem o godzinie 05:22 nad ranem, parkuję samochód,  patrzę, a tam leciwa sąsiadka odśnieża chodnik, myślę sobie, co jest, też ze studniówki wróciła?

A więc wczorajsza studniówka znów uruchomiła we mnie nieczęsto spotykane emocje. Patrzę na dwudziestominutowego poloneza tańczonego przez moich uczniów, widzę te poważne twarze, te sztywne gesty, wypracowane ruchy, odliczanie taktów i autentycznie się wzruszam. Autentycznie!

Cóż z tego, że niemal każda tancerka w innej kreacji, a część musi uważać, by nie złamać nogi na wysokich obcasiorach? Cóż z tego, że panowie w za dużych, za małych lub niedopiętych garniturach, jedni w krawatach, drudzy pod muchą? 

Myślę sobie, że ten polonez to jedna z ostatnich okazji, by przyjrzeć się Formie. Formie, która ponoć nas ogranicza, niewoli, wiąże i krępuje. Ta namiastka jakiejś Większej Całości, Grzeczności, Ułożenia, Dostojności etc za chwilę ustąpi bezwładnym pląsom na parkiecie, ale cieszę się chwilą, gdy mogę poobserwować świat, z którego choć na chwilę wyparowała Amorfia. 

Świat, w którym nie ma Gombrowiczowskiej kupy (czyli pomieszania z poplątaniem), a jest za to spajająca wszystkich Forma. I raz do roku takie sztywniactwo, zadekretowane i obezwładniające mi imponuje. A nawet tęskno mi nieco do czasów, gdy było czymś naturalnym.

Tak raz do roku... 

Teraz mniej poważnie - studniówkę przeżyłem, chociaż groziłaby mi śmierć z przejedzenia, bo tyle było pokarmów wszelakich. Tańczyłem nawet, chociaż rzadko udaje mi się to robić z czystym sumieniem, czyli gdy muzyka mi odpowiada. 

Czas pełzł, a musiał dopełznąć do godziny 3 nad ranem, gdy kończyły się moje obowiązki opiekuna mojej klasy. By dać sobie radę z opornym czasem, na kawałku papieru spisałem utwory, przy których ABSOLUTNIE nie tańczę. Kolejność przypadkowa, bo każdy z tych kawałków jest bolesny i wolałbym go przesiedzieć w toalecie. Zapis tytułów niezbyt wierny, ale połapiecie się/

- "Jedzie pociąg z daleka" Rynkowskiego - zawsze jakiś wesołek wyciągnie mnie z peronu i zamieni w kolejny wagonik jadący prostą drogą do stacji Żenada.
- "Konik na biegunach" top infantylizmu wszech czasów.
- "Już za rok matura" - groza! W każdym rozumieniu.
- "Małgośka mówią mi...", "utoczę ci dużo krwi" - dodaję od siebie.
- "Jesteś szalona" - czy muszę tłumaczyć?
- Kan kan, Grek Zorba, Kaczuszki - upokarzające doświadczenie.

I wiele wiele innych ze skarbnicy polskiej i nie tylko polskiej żałoby muzycznej.

Na pocieszenie zawsze zostaje mi wciąż nieodkryty klasyk. Proszę posłuchać:




Około 2 nad ranem miałem kryzys:

- Dlaczego pan się nie bawi? - pytają uczniowie.
- Nie mogę.
- A dlaczego?
- Bo zepsuły mi się stabilizatory obrazu w okularach.

Taka odpowiedź rozstrzyga kwestię.

Wróciłem do domu cały i zdrowy. Dwa efekty uboczne - szum w głowie na skutek nieprzespanej nocy i notorycznie nucony nieoficjalny hymn studniówki 2013 "Ona tańczy dla mnie..."

20 komentarzy:

  1. Oprócz "Już za rok matura" i tego ostatniego hitu, który szumi Ci w głowie, wszystkie inne wymienione hity mieliśmy na naszym weselichu! Gościa bawili się przednio, a razem a nimi my...hitem na filmie, który obejrzałam i oniemiałam, jest przebój (zabij mnie jeśli się pomylę) Smokie...i na pierwszym planie wcale nie subtelna panna młoda, która z wdziękiem niczym z filmu lecącego po północy na cały głos krzyczy: "Alice? Who the fuck is Alice?"...czy muszę dodawać iż jest to bezcenne dla przyszłych pokoleń jak mamusia się bawiła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja musiałbym być fest napruty, by się bawić przy czymś, czego nie toleruje mój wewnętrzny muzyczny cenzor. Zazdroszczę Ci w sumie, że umiesz się oderwać od lubienia/nie lubienia czegoś i po prostu dylasz na parkiecie.

      pzdr

      Usuń
  2. Tak ta ostatnia piosenka z pewnością jest hitem. Grunt, ze przetrwałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przetrwałem i grunt, że w dobrej formie.

      Usuń
  3. Niezmiennie mnie dziwią coraz to nowe hity, które pojawiają się nie wiadomo skąd. Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć w szkolnej dyskotece - 'Ona tańczy dla mnie' królowało. Zgroza. Albo ten 'Gangnam style', czy jak to się tam pisze...
    Im gorszy utwór, tym większa szansa, że podbije serca. Nie wiem, jak to działa, ale działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja bym napisał - "Im prostszy utwór..." I wbrew pozorom ciężko coś takiego napisać. Pomyśleć tylko, ilu desperatów na świecie myśli teraz: "Dlaczego to ja nie wymyśliłem >>Ona tańczy dla mnie<<?"

      Pzdr

      Usuń
  4. "Już za rok matura" bardzo lubię, łączy pokolenia :D
    Natomiast takiej żenady nigdy i nigdzie nie widziałam, jak na balu karnawałowym mojego starszego syna (był wtedy w drugiej klasie podstawówki) gdzie dzieciaki wraz z wodzirejem wyły w głos :
    "Baśka miała fajny biust,
    Ania styl, a Zośka coś co lubię.
    Ela całowała cudnie,
    nawet tuż po swoim ślubie
    z Kaśką można było konie kraść
    chociaż wiem
    że chciała przeżyć ze mną swój pierwszy raz..."

    masakra mojego życia.

    Kan-kan tańczony nad ranem, na stole i bez majtek, bywa zabawny :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja pilnowałem raz szkolnej dyskoteki. Gimnazjum. Światła pogaszone, a tam w rytm jakiegoś techno wszystkie dzieciaki się drą: "Cała sala napier...la!!!"

      Taki refren.

      Usuń
  5. Dla wielu uczniaków tańczący nauczyciel to największa trakcja wieczory ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak. Chociaż ile można podziwiać, jak nauczyciel się wije na parkiecie?

      Usuń
  6. "Ona tańczy dla mnie" to chyba faktycznie hicior tegorocznych studniówek:-) Siostra moja, również tegoroczna maturzystka, mając studniówkę tydzień temu też tak uznała, iż piosenka owa wygrywała w przedbiegach z całą resztą utworów;-)

    Ps: Świetny dialog:-) Jakkolwiek można go w różny sposób interpretować:-)

    ...ale dobrze, iż impreza się udała, a ból sprzed kilku dni nie spowodował trwalszego uszczerbku na zdrowiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było tam jeszcze parę dobrych dialogów. Jak jestem przemęczony, to sypię tekściorami-sucharami jak z rękawa.

      Usuń
  7. Nie byłam na żadnej studniówce, nawet na swojej;) Przerażał mnie styl koleżanek, ich podejście; trzeba iść na solarkę, kupić masakrycznie drogą kiecę, "uwalić się", łeee, nie dla mnie.
    A 5:22... No, ja o tej porze (no, może osiem minut później) wstawałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na swojej byłem, ale nie wspominam jej zbyt rewelacyjnie. Pamiętam tylko pijanego kumpla, który obiecał mi, że jak zostanie premierem, to mianuje mnie ministrem kultury.

      Usuń
  8. Widzę że repertuar i forma studniówki niewiele się zmieniła od moich czasów. Zawsze mnie zastanawiał fenomen starszych pań które mają niespożyte siły by wstać o piątej rano i odśnieżać chodniki... Grunt że impreza przetrwana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie panie to nieustający powód mojej zazdrości.

      Usuń
  9. Oj, jak ja cię rozumiem.
    Studniówki swojej co prawda nie pamiętam, ale na wszystkich weselach, na których byłam, to się męczyłam strasznie. W życiu się tyle nie nasiedziałam w kibelku co na przeciętnym weselu, czekając aż muzyczna zgroza opuści parkiet :) hehe (oficjalny powód: pudrowanie noska)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, gdy w toalecie towarzyszą nam inne atrakcje. na przykąłd usłyszałabyś:

      "A widziałaś tamtą? Tamtą, co jak tylko muzyka zacznie grać, to ucieka do kibla?"

      pzdr

      Usuń
  10. No tak to jest, jak trzeba na całkiem trzeźwo uczestniczyć w balach. Człowiek z lekka oszołomiony alkoholem nie to, że polubi "Jesteś szalona", ale jakby gorzej słyszy i mniej mu zależy.
    A ta "Słodka dręczyzcielka" to przedni kawałek. Nie znałem tego :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.