sobota, 5 stycznia 2013

Kuchenne rewolucje w "Restauracji pod Sikorką"

Tak pielęgnujemy prawdziwie franciszkańskie wartości - kupiliśmy karmik dla małych ptaszków i powiesiliśmy go w ogrodzie. Synek miał masę frajdy, gdy wymyślaliśmy nazwę tej placówki gastronomicznej i gdy ustalaliśmy menu (ostatecznie stanęło na mieszaninie ziaren kupionej w pobliskim sklepie zoologicznym). 

Nieco gorzej sytuacja może wyglądać z klientami - wróbelków i sikorek u nas jak na lekarstwo, chociaż może będą przylatywać, gdy się zorientują, że czeka je darmowa wyżerka.


A ja wyobraziłem sobie, że przyjeżdża na nasze zaproszenie restauratorka podupadających restauracji, pani Magdalena G.

- Pani Magdo, niech nas pani ratuje! Nikt nie odwiedza naszej jadłodajni!
- Nic dziwnego - odpowiedziałaby pani G. - przecież macie taki syf w środku!
- Jak syf?! Jaki syf?! - oburzyłbym się. - U nas klienci mogliby jeść z podłogi!

17 komentarzy:

  1. Widzę, iż byłbyś godnym rozmówcą dla Pani Magdaleny:-)

    Zaś, co do klientów karmnika, sądzę, iż byłoby ich sporo, jeśli by ta zima była śnieżna, a skoro śniegu brak - to liczna klientela korzysta chwilowo z bistro "pod chmurką".

    Pozdrawiam i udanego wieczoru życzę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nie tak to działa... U nas sikorki są i karmik odwiedzają, niezależnie od pogody.

      Usuń
  2. Nasza domowa jadłodajnia dla ptactwa corocznie otwiera podwoje już z początkiem listopada, więc ptaszków, na dzień dzisiejszy, ci u nas dostatek.

    Musicie się uzbroić w cierpliwość - jak się ptaszydła dowiedzą, że taki luksusowy lokal działa w okolicy z pewnością się zlecą:)

    OdpowiedzUsuń
  3. my też powiesiliśmy karmnik, ale jak na razie ( a będzie już ze dwa tygodnie jak karmnik wisi) żadne ptaszki nie zawitały. może jak śnieg spadnie wróble i sikorki przeproszą się z ziarenkami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i widzisz, że boję się tego samego. Nie przylecą i karmik będzie straszył, bo sam w sobie to on urodny nie jest.

      pzdr

      Usuń
  4. Ach, całkiem fajny pomysł, myślę, że ptaszki są zadowolone ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Tylko się muszą wieści szybko rozejść. Lub rozlecieć.

      pzdr

      Usuń
  5. ... i zrobiłaby mięcho z kapustą i wysłała Was na miasto, hi hi hi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze by mi się ludzie...eee.... zlecieli (?)

      pzdr

      Usuń
  6. Nasi stali bywalcy w tym roku też nie przychodzą;(

    OdpowiedzUsuń
  7. I to mi się podoba! Jak już będziemy mieli swoje własne pociechy, to będę czerpała z Waszych pomysłów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy to się dobrze skończy dla pociech potencjalnych, bo ja raczej mało typowym rodzicem jestem. Zapytaj mojej Żony...

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  8. Lokal bez kelnerów? Pani Magdalenie mogłoby się nie spodobać ;-)ale to nieważne jest - ważne że podoba się dzieciom:-) i że mają radochę ;-) ja też mam radochę czytając tego bloga. Jestem tu pierwszy raz i stwierdzam: podoba mi się ;-)
    pozdrawiam i obserwuję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nawet gdybym chciała, to nie mam gdzie tej restauracji otworzyć...
    Chyba, że u rodziców, dom i ogród mają. Tyle, że tam więcej BAŻANTÓW jak wróbli. Bażanta zaserwuje? G. byłaby zachwycona!

    :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.