środa, 30 stycznia 2013

Ksiądz był...

Ja to mam szczęście - myślę ostatnio - wtorek rada pedagogiczna, czwartek zebranie z rodzicami, a pomiędzy wkręciła mi się jakoś wizyta duszpasterska. Taki traf. Zły chodziłem, bo nie za bardzo chciało mi się siedzieć w kontekście księdza, który w kościele nie robił na mnie najlepszego wrażenia.

(Nie, nie jestem antyklerykałem, mnie po prostu wszyscy tak samo wkur$%#&@)

Cóż, pocierpieć jednak w życiu trochę trzeba, mówię sobie i czekam. Razem ze mną Teściowa,  Żona, dzieciaki. Późna pora jak na odwiedziny. Godzina 18. Synek już w wannie, a tu dzwonek do drzwi. Ministranci zapowiadają księdza. 

- Tata - krzyczy Tymek z wanny - Chcę wyjść! 
- Dlaczego? Dopiero co wszedłeś.
- Bo chcę wrzucić pieniążki do puszki ministrantom.

No to wskoczył w piżamę i pobiegł do salonu z paroma monetami w garści. Ja miałem nieco większe opory, by podzielić się z parafią zapracowanymi pieniędzmi, tym bardziej że suma sumarum daliśmy, jako dorośli, nieco więcej. Ech...

Wchodzi ksiądz. Wita się. Błogosławi dom. Kropidło w ruch. Następuje część nieoficjalna. Jak się żyje? Co dobrego? Jak dzieci? Czy grzeczne? Chcą obrazki? Wszystko to tak jakby od niechcenia, "na miękkich nogach", na pół gwizdka i z nieco zbolałą miną. Nawet koperty z datkami przyjął jakoś tak bez entuzjazmu.

Fakt, pogoda dziś nie jest optymistyczna, pada u nas cały dzień, a facet kolęduje już od dwóch godzin i drugie tyle przed nim.

- Jeszcze mnie ksiądz proboszcz do Ziemi Świętej chce wysłać... - zaczyna, lekki ton skargi, żalu jakiegoś słychać. Zmęczenie? Niskie ciśnienie? - A ktoś się sportem tu interesuje? Bo dziś wielki mecz. Real gra z Barceloną. Nikt? Ja muszę zdążyć. No nic, uciekam.

W korytarzu zakłada płaszcz, który zdejmie w domu obok, i na pożegnanie rzuca do nas, może do siebie:

- Ech, byle do niedzieli...

Gdy wyszedł, moja Teściowa pokusiła się o arcytrafną obserwację:

- Jak patrzyłam na tego księdza, to jakbym naszego Tomka (czyli MNIE) widziała. Tylko ty, Tomek, zawsze mówisz: "Byle do piątku..."

20 komentarzy:

  1. No właśnie byle do piątku! u nas w tym roku też jakiś nie taki ten ksiądz był :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sobie myślę, że ten ksiądz był akurat taki... ludzki. Miał pewnie inną, ciekawszą wersję spędzenia tego wieczoru, niż snucie się po ludziach i weryfikowanie informacji o parafianach.


      Życie...

      Usuń
  2. Ja przez całe swoje życie miewałem podobne, nudnawe kolędy. Ale w tym roku się coś zmieniło. Przyszedł inny ksiądz niż zwykle i powiedział kilka rzeczy, które dały mi do myślenia, żeby nie powiedzieć, że wstrząsnęły moim wyobrażeniem życia. On chyba sobie nie zdaje z tego sprawy, że tak na mnie podziałał.

    Takiej kolędy życzyłbym każdemu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba powinienem tak mieć po jednej spowiedzi. Dawno temu ksiądz w konfesjonale zapytał mnie wprost, czy chcę się nawrócić.

      Co miałem powiedzieć? Bąknąłem, że tak, ale niewiele za tym poszło...

      Usuń
  3. Grunt, to wrzucić ministrantom - wiem, bo się nachodziłem po kolędzie jako ministrant, wymarzłem swoje siedząc w nieogrzewanych werandach w czasie, kiedy ksiądz spijał kawki... Zwiedziłem całe miasteczko 'od kuchni' przy tym, co w sumie było ciekawe... A na przykład zajść z księdzem do domu laski, do której się nieśmiało smaliło cholewki w szkole - to dopiero przeżycie! Te ukradkowe zerknięcia przy paciorku i radocha, kiedy ona też zerkała... Ech, czasy! Jako dzieciak, to się miało tyle radochy różnorakiej w dziwnych okolicznościach.
    Tak czy siak - ministrantom wrzucać, a nawet nie wrzucać, tylko dawać do ręki, bo księża to ściągają haracz z tych puszek. Nie myślcie sobie, że wszystko co w puszcze, to dla chłopaków. A nie sądzę, że tylko w mojej parafii tak było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko dla chłopaków, wiadomo. Z puszki musi pójść dla kościoła pewna kwota. Cała nadwyżka, choćby 10 groszy, ministrantom.

      Taki los... Też chodziłem jako ministrant. Znam klimaty.

      Usuń
  4. późna pora?????? u mnie był ksiądz w poniedziałek, o....uwaga!.... 21.30, a mieszkam na pierwszym piętrze, przed nim było jeszcze jakiś 5 pięter jak od nas wychodził... choć fakt, po 22 to już mu się drastycznie ilość otwieranych drzwi zmniejszyła, więc skończył koło 23:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Późna, bo wiesz - u nas nigdy dłużej jak do 20 nie chodzili. Dopiero w tym roku zaczęły się wydłużać kursy.

      pzdr

      Usuń
  5. W Berlinie może nawet i bym chciała kolędę w domu, ale polska misja katolicka tu to istni wyznawcy pewnego polskiego medium... Dokładanie tak jak Ciebie, po prostu mnie k*&^%$%^#$#, więc po kilku wizytach w berlińskim kościele zrezygnowałam. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie wkurza część księży, ale jeszcze bardziej mnie wkurza większa część antyklerykałów. Mnie generalnie łatwo wkurzyć...

      ;-)

      Usuń
    2. Ja też nie lubię antyklerykałów, szczególnie tych, którzy nie lubią kościoła, bo... nie lubią.

      Usuń
  6. Teściowa mistrzyni! :)

    No, ale moje zdanie na temat kolęd znasz, więc nie będę Ci tutaj śmiecić... swoimi myślami.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak przeczytałam o to: http://sorkovitz.blogspot.com/2013/01/bedziemy-sadzeni-z-koledy.html to już nie jestem zdziwiona, że chłop po prostu zmęczony był...

    OdpowiedzUsuń
  8. No i po co to udawanie? Ksiądz się męczy. ludzie się męczą, nikt tego nie chce, ale fikcja jest podtrzymywana. Bo rytuały pomagają zachować stan posiadania, a o to tylko chodzi. Ksiądz znaczy teren doroczną wizytą, zbiera datki. To jego obowiązek, ale to go nie podnieca, co zrozumiałe - kasę trzyma proboszcz. Pasterz i jego owieczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, część po prostu się męczy i tyle. Wypalenie, które dotyka księży, nauczycieli, policjantów, lekarzy.

      Szkoda tylko, że politycy się tak szybko nie wypalają - widać władza konserwuje...

      Usuń
    2. z kolęd u mnie w domu pamiętam duże napięcie przed odwiedzinami księdza. myślę sobie, może z drugiej strony jest podobnie? tzn jest chyba jakiś stres przed wchodzeniem do domów tylu obcych ludzi, łatwiej to zrobić z gębą zmęczonego albo fana sportu albo super wylajtowanego gościa. Trudniej naprawdę spotkać się z drugim człowiekiem, ale jeśli obie strony chcą, to czasem się udaje i w czasie kolędy ;)

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.