wtorek, 22 stycznia 2013

Kij w stos płyt

Chwalić się tym, że się nie zna/nie słyszało piosenki "Ona tańczy dla mnie" zespołu Weekend przypomina chwalenie się tym, że się nie wie, skąd się biorą dzieci. Wszyscy słyszeli, a nawet ci, którym się wydaje, że nie słyszeli, to i tak słyszeli.

Wczoraj na przykład na meczu piłki ręcznej pojawiał się charakterystyczny chwytliwy riff saksofonu. W jakiejś relacji ze studniówki ekskluzywnego warszawskiego liceum również pobrzmiewała ta melodia.

To jest wszędzie. Pokróluje w czasie karnawału i... za parę miesięcy ostanie się tylko jako nieśmiertelny element repertuaru zespołów weselnych. No ale tak się przenosi polska tradycja muzyczna.

Nie widzę w tym niczego złego, żałosnego czy obciachowego. Nie. Cieszę się, że mamy "nową świecką pieśń", nowego klasyka. 

Śmieszą mnie za to głosy "oburzonych koneserów", którzy warczą, że disco polo staje się naszym towerem eksportowym, skoro w Zachodnich dyskotekach zespół Weekend jest grany, a nie na przykład Kilar czy Penderecki. 

To dobry towar. Dlaczego disco polo miałoby być gorszym towarem niż polska wódka? Wódki nie lubię, nawiasem mówiąc.

***

Dziś w domu znów wystartowaliśmy, razem jedząc śniadanie. Wyciągając pieczywo, podśpiewywałem sobie: "Bułka patrzy na mnie." 

I było OK.

33 komentarze:

  1. Ta piosenka jest kiczowata, prymitywna i obciachowa. Jest tym w świecie muzyki, czym w świecie sztuki malarskiej czarnobiałe obrazy świętych kolorowane tuszami i sprzedawane kiedyś na odpustach. Zgadzam się natomiast, że nie ma się co oburzać, ani ubolewać. Naród chce, to ma, na tym polega wolność życia w wolnym kraju. Na zachód eksportujemy tanią siłę roboczą i złodziei, to dlaczego eksport disco polo miałby być czymś złym? Przeciwnie, na tle obrazków z życia polonii w Londynie wygląda wręcz szlachetnie. To tylko muzyczka, towar jakich wiele, i nie ma się na co oburzać. A saksofon brzmi najlepiej ze wszystkiego w tej piosence. W porównaniu do testu saksofon to poezja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, z tymi obrazami to bym uważał - Nikifora gdybyś chciał kupić, to byś musiał kredyt na 10 lat wziąć.

      ;-)

      Usuń
    2. Nie, no nie załamuj mnie. Nikifor nie kolorował reprodukcji. W jego obrazach jest coś, co czyni je dziełami sztuki. Między innymi to, że choćbyś nie wiem jak próbował, nie namalujesz tak samo jak on, nie będzie to miało wdzięku. Natomiast zaśpiewać takie coś jak "Ona tańczy dla mnie" można. To jest tandeta nie mająca siły sztuki ludowej.

      Usuń
    3. Zlituj się? Nikiforem zachwyci się "bez przygotowania" mały procent odbiorców, vide jego losy jako krynickiego pacykarza. Dopiero podbudowa w postaci wiedzy o prymitywizmie, sztuce naiwnej i Bóg wie czym jeszcze powoduje, że Nikifor jest do strawienia.

      Usuń
    4. Nie zlituję się. Ja nie mam żadnej podbudowy, wiedzy o prymitywizmie, żadnego wykształcenia w tym zakresie, a jednak jak patrzę na obrazki Nikifora, to widzę, że są wyjątkowe, a jak patrzę na kicze, które można kupić na ulicach niektórych polskich miast, to nie jestem w stanie nie widzieć, że to szajs.

      Usuń
  2. Ja się też nie oburzam, ale trochę mnie to smuci. Bo popularność tej, nazwijmy to 'piosenki' świadczy o guście, smaku, estetycznej wrażliwości. Staram się sobie przypomnieć, bo pewnie za 'moich czasów' też były różne hity w modzie - pewnych granic obciachu jednak nie przekraczaliśmy.
    Nie mam telewizji, słucham Trójki, jeśli w ogóle włączam radio, więc dzieła panów z Weekendu często nie słyszę. Ale czasem się zdarza, w sklepach na przykład. Zastanawiam się, czy nie powinienem się jednak czuć oburzony w sytuacji, kiedy jestem przekonywany o konieczności płacenia abonamentu radiowo telewizyjnego, a później radio i telewizja przeze mnie opłacane promują hity typu 'Ona tańczy'. Promują, to raz, ale przecież przez to nachalne promowanie tworzą gusta - uczą młodzież, że to fajna jest muzyka. Że to w ogóle jest muzyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak ostatnio słuchałem duuużej (i nieoficjalnej) składanki polskiego punka z lat 80, to też niewiele tekstowo i muzycznie tam jest.

      A co do granic obciachu - cóż, skończyły się czasy elity, która narzucała swoje gusta muzyczne (i nie tylko) większości. Nikomu nie udowodnisz, że Dire Straits byłby lepszą kapelą na juwenalia niż zespół Boys. To się zaczęło w chwili, gdy złapaliśmy "wolność", potem się potoczyło - zaniżanie poprzeczki, zaniżanie wymagań, darmowe koncert.

      I jesteśmy w punkcie, gdy mozemy powiedzieć - "My jesteśmy Słowianie, my lubimy sielanki."

      Usuń
    2. W punku była przynajmniej jakaś ideologia, o naturalności, 'prawdziwości' nawet nie wspomnę. Obliczone na zbicie kasy ja motłochy to to nie było. I w tym widzę wyższość nawet najbardziej prymitywnych trzech akordów i rozdartej mordy.

      A czy nie udowodnię? Wystarczy przeanalizować - tak obiektywnie - warstwę muzyczną i dowód chyba mamy niezbity. Porównać teksty - kolejny dowód. Ocenić zaangażowanie kompozytorskie - jeszcze jeden. I jak odwiedzam juwenaliowe koncerty, to widzę inną siłę płynącą ze sceny, gdy gra Acid Drinkers i inną, gdy gra Boys, Weekend czy inne tego typu twory. A miałem jednego roku możliwość porównania, więc wiem o czym piszę.

      Poza tym nie chodzi mi o narzucanie gustów, tylko o takie ich kształtowanie, żeby różne Weekendy nie stawały się gwiazdami. A to właśnie rola mediów.

      Usuń
    3. A że 'Ona tańczy' jest nieznośnym utworem, beznadziejnym, nie do wytrzymania dla N I K O G O - oto dowód

      http://www.youtube.com/watch?v=DVY-MnH7ls8

      :-)

      Usuń
    4. Jezeli my zachwycamy sie prymitywnymi piosenkami typu Gangam Style, to dlaczego mielibysmy sie nie "chwalic" "Ona tanczy dla mnie"? Byla Macarena, I am blue du da bu di i kupa innego badziewia. Nie oszukujmy sie, lud lubi kicz :)

      Usuń
    5. Marcin, punkowa ideologia? Come on! The Ramones, taki tekst:

      Go lil' Camaro go
      Oohh!
      Go lil' Camaro go
      Oohh!
      Come on baby shake
      Come on baby move
      Come on baby let's shake
      Come on baby move

      Go lil' Camaro go
      Oohh!
      Go lil' Camaro go
      Oohh!
      Come on baby shake
      Come on baby move
      Come on baby let's shake
      come on baby move

      Girls cars sun fun
      Girls cars sun fun
      Girls cars sun fun
      Good times for everyone

      Usuń
    6. Wiem, na czym polega różnica między ambitnym rockiem, petardą energetyczną w stylu Acidów, a disco polo. Jednak w większości przypadków gawiedzi wsjo rawno przy czym się bawi.

      I tupie do Rage Against the Machine, i Krawczyk "Parostatkiem" ich rozrusza.

      Też przykład z życia, ze starych dobrych lat 90. Mrągowo, wakacje przed czwartą klasą liceum, parę dni po Pikniku Country. Jesteśmy z kumplami na dyskotece, gdzie zebrała się ekipa z różnych pól namiotowych.

      Muzyka? WSZYSTKO! Abba, Rodowicz, szanty, country, Liroy i jego "Scyzoryk", Kazik, Andrzej Rosiewicz... WSZYSTKO!

      I co się dzieje na parkiecie? WSZYSCY tańczą WSZYSTKO. Do końca życia zapamiętam metalowców trzech zamiatających piórami parkiet przy "Waterloo" Abby. Widok jak z Barei przynajmniej.

      To mi dało do myślenia - nie warto chyba robić z siebie rockmana-męczennika, który na wiejskiej zabawie (musiał się bawić, bo to wesele kuzyna było) nuci sobie pod nosem "Immigrant song" Led Zeppelinów lub "Sympathy for the Devil" Stonesów.

      Szkoda nerwów.

      Usuń
    7. Ja tam z siebie męczennika nie robię, po prostu pewnych dźwięków unikam... jak diabeł święconej wody :-)

      A co do Ramones - to chyba nie polski zespół punkowy z lat '80tych... Nawet nie tak klasycznie punkowy.

      A jeśli chodzi o gusta gawiedzi - nie ma się co cieszyć, że są jaki są i że się stają coraz bardziej prostackie tylko dlatego, że ktoś chce zarobić na puszczaniu/promocji 'Ona tańczy' czy innych tego typu rzeczy.

      Usuń
    8. Nie pisałem o Tobie z tym męczeństwem. Nie. Sporo się kiedyś udzielałem na muzycznych forach i często się właśnie tacy "rasowi rockmani" żalili, że niczego nie mogą sobie posłuchać na weselach, studniówkach, połowinkach, Sylwestrach, bo oni by chcieli dziesięciominutowe suity Pink Floydów, a puszczają im najwyżej Depeche Mode.

      A co do "robieniu gwiazd" z diskopolowców. To chyba nie tak, jak myślisz - oni są gwiazdami swojej półki - czy tego chcemy, czy nie.

      To koncepcja, która ładnie tłumaczy różne kręgi kulturowe, które zazwyczaj się nie stykają, a jak się już zetkną to są zabici i ranni.

      Każda forma kultury zaludnia inną półkę - techno ma swoją hierarchię, jazz swoją, a opera swoją. Mój idol, Frank Zappa, najwybitniejszy rockowy gitarzysta wszech czasów IMHO, jest dla czystych rockmanów zbyt "far out", dla nich ważniejszy jest Iomi, Hendrix, Page etc. Tu półka i tu półka.

      A co dopiero mówić o disco polo i rocku?! Dla kogoś bóstwem będzie Krawczyk czy Rodowicz, a świetnego pianistę jazzowego, Marcina Wasilewskiego (polecam!!!), będą mieli w pompie.

      I kto ma rację? Dziś każdy ją ma. Nie ma muzy lepszej i gorszej. Takie mamy czasy. Nie ma książek, filmów, seriali etc lepszych i gorszych - są lepsze i gorsze w swoich odrębych wszechświatach.

      Nie porównasz "Dr. House'a" i "Klanu", bo się nie da. Możesz najwyżej "House'a" z "Grey's anathomy" spróbować...

      Nie ma więc sensu mówić, że disco polo jest gorsze od rocka, bo to dwa niekompatybilne światy, które przez przypadek tylko porozumiewają się z nami przy pomocy dźwięków.

      pzdr serdecznie.

      Usuń
    9. Ja się jednak nie zgodzę. W jakieś tam estetyczne wartości wierzę. Nie chcę tu mówić o filozoficznych ideach, ale tak po prostu - są rzeczy dobre i są kiepskie. Są takie, które ktoś skomponował, wymyślił, wysilił się nad tym (niezależnie, czy to będzie jazzowy pianista czy balckmetalowiec) i są takie, które ktoś nagrał na plastikowych organkach firmy Yamaha na bazie gotowych melodyjek. Koniec kropka.
      'Klan' i 'House'a' też możesz porównać - aktorstwo, pomysł... Nawet, jak kogoś po raz setny w ostatniej chwili ratują przed czymś, co się okazało jednak nie być ziarniniakiem Weggenera, to i tak bardziej mi się to podoba, niż śmierć w stercie kartonów. Z powodów czysto estetycznych: bo lepsze wykonanie świadczy o szacunku twórców do mnie jako do widza.
      Ja wiem, że o gustach się nie dyskutuje. Ale to jest tak, że o tym, co się komu podoba, to faktycznie nie warto mówić, ale to, co się komu podoba, to nie to samo, co porównanie tego, co jest dobre a co nie jest.

      Też pozdrawiam i co najmniej równie serdecznie :-)

      I tak tylko jeszcze napomknę, że coś listonosza dawno nie widziałem ;-)

      Usuń
    10. Wchodzimy na bardzo mi bliski teren gatunkowości - pomyśl - dostajesz na przykład do uczciwej recenzji kryminał. Musisz wystawić mu notę w skali od 1-10. czujesz, że jest to dobry kryminał, ale notacja wymaga tego, byś uszeregował tę książkę pośród WSZYSTKICH innych książek, a nie tylko plasował ją między innymi kryminałami. Co robisz?

      Ja, jako recenzent, dostałem kiedyś powieść szpiegowską do oceny. Nie moja bajka, nie lubię, drażni mnie temat, ale musiałem się wywiązać. Czytam i się wkurzam, ale włącza mi się świadomość gatunku i oceniam wysoko, bo książka doskonale realizowała załozenia swojej konwencji.

      I właśnie we współczesnej kulturze, gdzie de facto znika podział na sztukę wysoką i niską (Tarantino, Eco na przykład mieszają dół z górą i tworzą nowe jakości) liczy się najczęsciej to, jak sprawnie coś zostało zrobione.

      A sprawność wykonania? Też nie zamyka historii nam. Bo amerykańska scena lo-fi? termin używany do opisu sposobu nagrywania muzyki. Cechuje się niską, amatorską jakością nagrań, wynikającą bądź to z ograniczeń finansowych, bądź z przemyślanej koncepcji artystycznej – najczęściej w celu podkreślenia odrębności od mainstreamowych zespołów rockowych lub uzyskania autentycznego, "nieprzeprodukowanego" brzmienia, to za Wiki.

      Czyli jest coś ważniejszego niż wypieszczone produkcje, gładkie kadry i dźwięki.

      Podobnie było z duńskim manifestem DOGMA.

      Oj, jest o czym rozmawiać...

      Usuń
    11. Podziału na sztukę niską i wysoką, to bym tak od razu nie znosił, mimo że taki podział może wydawać się sztucznie nadęty. Wprowadził bym może coś pomiędzy - tam się mieści Tarantino, powieści szpiegowskie, James Bond...
      Podziału bym nie znosił, bo nie wyobrażam sobie, żeby można było wrzucić muzykę operową i disco polo do jednego wora.

      O jakości wykonania pisałem chyba nie w taki sposób, jak to zrozumiałeś. Może nieprecyzyjnie się wyraziłem. Jakość wykonania świadczy o szacunku do odbiorcy, ale nie tylko ona. Wspomniany serial ze swoim aktorstwem i śmiercią za sprawą kartonów, to był policzek wymierzony widzom, oznaka braku szacunku, totalny kicz wynikający z niedbalstwa (bo kicz, który wynika z przyjętej konwencji jestem w stanie zrozumieć, jak również niedociągnięcia w wykonaniu - 'Martwe zło' na przykład oglądałem z przyjemnością).

      Dogma to był pewien pomysł, koncepcja i nowość. Może się podobać, może drażnić, ale sposób filmowania wynikał z przemyślanych i świadomych założeń przyjętych przez filmowców. Ale kiedy na przykład pomysł typu 'kamera z ręki' jest stosowany dla efektu, efekciarstwa, nie jest umotywowany jakąś przyjętą koncepcją, poza tą, że ma być nowocześnie - to już nie jest to samo, co element Dogmy. To jest wtórny bubel.

      Usuń
  3. A ja sobie żyję na obczyżnie,bez telewizora,kompletnie nie wiem co się dzieje i o czym Wy mówicie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnaś odnieść wrażenie, że ABSOLUTNIE NIC nie tracisz!

      pzdr

      Usuń
  4. To jest "hit" z gatunku: "wszyscy na imprezie popili, to teraz można pośpiewać". Temu "wyrafinowanemu" utworowi podoła absolutnie każde gardło. Ot i cała tajemnica. Kiedyś oglądałam na niemieckiej vivie jakieś zestawienie hitów wakacyjnych, istna parada szmiry. Nie szło oglądać, ale towarzystwo chciało... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Popili" to łagodnie powiedziane. Ja bym napisał .... CENZURA!

      pzdr

      Usuń
  5. Ja tez błam zacofana, tyle, że moi bracia mnie oświecili. Pewnie kiedyś przeminie z wiatrem jak wszystkie inne, także raczej na długo się nie zakorzeni. pozostanie tylko sentyment

    OdpowiedzUsuń
  6. I jest wspólna rzecz: ja też wódki nie lubię!

    OdpowiedzUsuń
  7. disco polo jest lubiane przez szerokie grono, tylko nie każdy się przyzna :) wiadomo nie od dziś. Nie jest to miłość mojego życia, ale czasem coś wypłynie jak Weekend, na początku oburzenie, a potem nawet zaczęło mi się podobać. Za to na weselach to akurat najlepiej mi się tańczy przy takiej nucie. A wesele za pasem... ;) pozdrawiam, jestem tu pierwszy raz, być może będę wpadać

    OdpowiedzUsuń
  8. Włączyłam tę piosenkę na YT, bo mnie kuleżanka blogowa swoim postem 'zachęciła'. Krew w żyłach mrozi. Tekst i sam videoclip powalił mnie na kolana. Chyba nie muszę mówić, że nie podziw był tego powodem.
    chociaż trochę tak, bo też bym chciała wiedziec, jak zarobić takie pieniądze na beztalenciu i do tego nie umrzeć ze wstydu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że są gorsze rzeczy niż być muzykiem disco polo. Ostatnie afery z "modelkami" nieźle nas o tym przekonują...

      Usuń
    2. O 'modelkach' nic nie wiem, zaciekawiłeś mnie

      Usuń
  9. Piosenka dobra dla ludzi nie mających zbyt wygórowanych oczekiwań. Można przy tym sobie potańczyć, ale to żenada, że tego typu piosenki są u nas hitami. Banalny tekst, który mógłby napisać kilku latek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego zenada? Jak sobie przypomnę teksty Modern Talking to mnie zęby mleczne bolą. Weekend nie jest tutaj gorszy.

      Usuń
  10. Damn. A ja naprawdę tego nie słyszałam (przynajmniej świadomie), przyznam się, że umyślnie unikam tej piosenki. Zwyczajnie się boję, że mi przeora mózg i nic już tam nie zostanie ;)

    A co do oceniania ludzi słuchających tej piosenki - cóż, wystarczy posłuchać/poczytać teksty utworów, które "za granico" są/były na topie - zgroza! Ale zgroza wpadająca w ucho i co poradzisz? :) IMO najważniejsze to mieć świadomość, czego się słucha i nie udawać, że jest to czymś innym niż w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja wciąż tego nie słyszałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedno tylko nasuwa mi się podsumowanie dyskusji: de gustibus et coloribus non est disputantum

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.