piątek, 25 stycznia 2013

Hobbit w pustym kościele

Się było w kinie. "Hobbit" w 3D. Okulary dostałem nawet na wejście. Zdumiewająco mało reklam. Potem wypas, bo film się zaczyna, a tam wszystko na wyciągnięcie ręki. Wielopłaszczyznowe, głębokie, szerokie, spektakularne i... przerażająco puste.

Nie jestem fanboyem Tolkiena i nie klękam przed kolejnymi odsłonami opowieści o Śródziemiu, ale ekranizacja "Władcy pierścieni" była nawet momentami porywająca i epicka (nienawidzę tego słowa). Materiał książkowy był obszerny, postaci wiele, gęsta rzeczywistość, która dawała pole do popisu całej armii filmowców.

A "Hobbit"? Toż to ciut ponad 200 stron baśni, ale dla Jacksona to niezła okazja, by zrobić skok na kasę i podzielić tę historyjkę na części i każdą cześć sfilmować, niemiłosiernie mnożąc sceny, rozciągając sekwencje walki, wprowadzając nieistniejące w powieści wątki etc.

Film trwa 2 godziny i 50 minut. Policzmy - w 170 minut sfilmowano około 90 stron mojego wydania "Hobbita." Czyli jedną stronę ekranizowano przez prawie 2 minuty! (Dziwię się, że Jackson nie nakręcił ekranizacji Tolkiena w czasie rzeczywistym. Fani byliby wniebowzięci!)

Co jeszcze? Angielski autor napisał opowieść o Bilbo Bagginsie dla swojego synka, o ile pamiętam chłopak miał wtedy około 12 lat. Książka jest urocza, ma powab klasycznych baśni, tętno mitu i smak najwspanialszych legend. Klasyka. Dla młodych odbiorców właśnie.

Reżyser boleśnie zaszlachtował ducha oryginału i pokazał nam horror pomieszany z filmem batalistycznym. Ja bym nie chciał, żeby moje dzieci za parę lat oglądały potencjalną dekapitację króla krasnoludów, mordercze mordy wściekłych wilków, obrzydliwych orków czy schizofrenicznego Golluma. 

To ma być baśń, a wyszło spływające posoką patrzydło.

Sceny walk, bitew, pojedynków, pokazano w tak nieznośnie szybkim tempie, że nie można było się dopatrzeć czegokolwiek w plątaninie mieczy, tarcz, dzid, strzał z łuków, toporów i Bóg wie czego jeszcze... Za dużo, za szybko wszystko. 3/4 ginęło zanim ktokolwiek zdążyłby się przyjrzeć.

I na koniec deser - 3D. Taki bajer, który zachwyca przez pierwszych 20 minut filmu.

Potem po prostu przyzwyczaił mi się wzrok...


13 komentarzy:

  1. Ale Ale:
    1. Piękna piosenka pod napisy.
    2. Kilka fajnych momentów było: smark na Bilbo, czarodziej na grzybkach, "ocali nas światło"... Jak dla mnie parę zachwytów było. Krz.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się podobało.
    Zastanawiałem się, co się w filmie znajdzie, skoro na króciutkiego 'Hobbita' poświęcono tyle czasu, co na całą trylogię 'Władcy...', obawiałem się, że ekranizacja będzie trochę 'na siłę', ale nie. Nie zawiodłem się. Książka jest zekranizowana dokładnie - co się zwykle nie zdarza. Niczego nie trzeba z historii Bilba usuwać. To dobrze. A że pojawiają się inne wątki - to też nie przeszkadza, tym bardziej, że ni wymyślili ich pazerni scenarzyści, a sam Tolkien, opisując w 'Niedokończonych opowieściach' czy innych miejscach.
    Elementów horroru też nie dostrzegłem. A że parę głów się potoczyło - cóż, tak to musiało wyglądać, gdy krasnoludowie walczyli z goblinami. Tolkien zresztą też pisze o dekapitacjach (przodek Bilba tak wymyślił przecież grę w golfa - trafił odrąbanym łbem gobliniego króla prosto do króliczej nory; a łeb odrąbał własnoręcznie).
    A serio - dla mnie dobre kino przygodowe. Mimo wszystko mniej mroczne, niż 'Władca'. Aż żałuję, że nie widziałem w 3D. Może następną część - czekam na nią, tym bardziej, że zacznie się od wizyty u Beorna, a to strasznie ciekawa postać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, niestety. Ja jednakże jestem czcicielką Tolkiena, więc tak czy siak na wszystkie 3 części pójdę pogwizdując z radością :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie powala jednak przez 99% czasunie nudzi. Słabym momentem jest tylko ucieczka z podziemnej krainy goblinów. To bieganie po wiszących mostach było masakrycznie nudnawe i beznadziejnie nakręcone.
    Co do przemocy? Musisz kanał z MiniMini na jakiś inny przerzucić i wtedy zobaczysz rzeźnię. Hobbit nie był zły.
    Gollumn rewelacyjny jak zawsze - moim zdaniem sam Tolkien byłby z niego zadowolony.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie czytałam hobbitów ani nic takiego jeśli mi ktoś nie każe to nie zamierzam, także na film tez nie pójdę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ok, konkrety - męczyła mnie przewidywalna rytmika filmu:
    Bilbo w opresji, chwila napięcia, wpadają krasnoludy i robią porządek (Trolle, Orkowie).
    Drażniły mnie wysilone i przydługie sceny walki kamiennych gigantów (rzecz skrojona pod 3D), ucieczki z góry goblinów.
    Elementy horroru - czarodziej walczący z widmem w opuszczonej fortecy, atak pająków. Mało? A "twarze" orków? Mało przerażające?
    Niekomunikatywne sceny batalistyczne - miałem wrażenie, że autorom zależało na tym, by upchnąć jak najwięcej walczących na ekranie. Udało się jedno - chaos na ekranie.

    Plusy - Biblo, Gallum, elfy. Początkowa sekwencja krasnoludzkiego miasta w górze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Orków wykreowano na potrzeby trylogii 'Władcy' - pasowali tam świetnie, jako słudzy Sarumana i Saurona, cieleń zła. Waleczni Uruk-Hai i ich marszobieg przez puszczę z porwanymi hobbitami to dla nie jedna z lepszych sekwencji. Trudno by było teraz zmieniać obraz orków/goblinów. I tak są w 'Hobbicie' bardziej bajkowi - Wielki Goblin, śmieszna w sumie klucha, albo ten malutki skryba na wiszącym krzesełku - wizerunek stosunkowo mało mroczny.
    A ratowanie się - wzajemne - bohaterów z opresji: to powinien być zarzut, jeśli w ogóle jest tu coś do zarzucania, do Tolkiena. Trolle porywają Bilba - wyskakują krasnoludy; krasnoludy dają się złapać - przybywa Gandalf; wilki osaczają wędrowców - ni z tego ni z owego przybywają orły; pająki zamieniają krasnoludy w wielkie kokony - Bilbo zakłada pierścień i ratuje krasnoludy... O tym jest książka. Ale to przecież, jak sam zauważyłeś, baka dla dzieci. Naiwna z lekka, ale z założenia i w ramach gatunku.
    A walczące olbrzymy zrobiły na mnie wrażenie, nawet w dwóch wymiarach. Jakoś sobie ich nie wyobrażałem, czytając książkę, za to twórcy filmu popisali się wyobraźnią.

    OdpowiedzUsuń
  9. Film mnie nie zachwycił. Było kilka niezłych momentów, ale całość szału nie robi. Momentami przydługi i rozwleczony. Myślę, że skopali film na etapie montażu. Jednakże po "Władcy..." trochę się rozczarowałam. Walka olbrzymów podobała mi się. Gobliny mnie rozbawiły. Ogólnie czas nie był zmarnowany, choć mogło być lepiej. Mam nadzieję, że następne części będą lepsze, a twórcy wysnują pewne wnioski, skończą z niepotrzebnym rozwlekaniem czy przyspieszaniem scen.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czarodziej Radagast był fajny. :) To ptasie gniazdo na głowie... :D I jeszcze ten jego zaprzęg. Ubawił mnie ten wątek.

    OdpowiedzUsuń
  11. 3D nigdy nie miało dla mnie żadnego uroku - wydaje mi się, że astygmatycy po prostu go nie widzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam astygmatyzm. Kurde, czy Tolkien to przewidział?

      ;-)

      Usuń
  12. Heh, ja poszłam na Hobbita zupełnie nieprzygotowana, tj. ani mi nie wpadło do głowy, że można w trzech filmach "zrobić" trylogię, a na Hobbita TEŻ potrzeba trzech filmów, więc po dwudziestu minutach kolacji u Bilba zaczęłam się denerwować, kiedy zdążą pokazać całą resztę :DDDDD

    Też mnie męczyły dłużyzny, aczkolwiek rozumiem, że jakoś trzeba było tę fabułę "rozwlec" na trzy-razy-zapłać-bilet.

    Mocny punkt dla mnie to imponujące, monumentalne, zatem pracochłonne (i drogie) scenografie. Nie można tyle pracy włożyć w coś, co pokaże się w czteredziestosekundowej scenie. Trzeba tam wygrać parę minut :D

    Pzdr.
    Go

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.