piątek, 28 grudnia 2012

Urywki ostatniości (świąteczne i po) X

I

Nie bywałem ostatnio na blogu. Ani swoim, ani cudzym. Bywałem w życiu. Chociaż słowo "bywać" jest nie na miejscu.Blisko jest słowo "bawiłem." Niech mnie kule biją! Chciałbym bawić w życiu i bawić się w życiu, a nie przezywać to, czego jestem przymusowym uczestnikiem/obserwatorem od jakiegoś czasu. 

Tak więc wesołych świąt za bardzo nie było, chociaż dzieciaki zdrowe i zadbane, Żona kochana, a z teściami mniejsza lub większa sztama. A z drugiej strony w czasie tych świąt tylko 0,5 mszy zaliczyłem, sekularyzacja mojej skromnej osoby galopuje, a ja na tę okoliczność czuję mikroskopijne wyrzuty sumienia.

Cóż, być może nic w życiu nie trwa wiecznie. Nawet życie...

II

A co poza tym? 

Pod choinkę nieznany sprawca podarował mi książkę następującą:


Prawdziwa to woda na młyn mojej nostalgii za utraconą ojczyzną duchową, czasem dojrzewania, kształtowania się, czasem sercowych katastrof i pierwszych kroków w dorosłości (studia, akademiki, tanie wina...).

Prawdziwe raje to raje utracone, jak mawiał ponoć Proust i skłonny jestem przyznać mu rację. Żyjąc w swojej młodości, raczej nie odczuwamy jej jako rajskiej i sielskiej anielskiej. Dopiero czas, który ogołoci nas z wszystkiego, nadaje naszej przeszłości powab, szlachetność, pastelowa mgiełka zamaże każdy drapieżny szczegół.


III

A dzieciaki? Kalina szybko opanowuje pierwsze zdania podrzędnie złożone. Mówi:

- Lubię koty, bo piją mleko.

Albo:

- Lubię psy, bo jedzą kości.

Gdy w ramach treningu zdobytych umiejętności zapytałem ją, dlaczego kocha tatę, ta powiedziała:

- Kocham tatę, bo chodzi do pracy.

Rozumiejcie to sobie, jak chcecie...

IV

A niemiła przygoda mnie spotkała parę dni temu. Na spacerze z dzieciakami odreagować siedzenie w domu, obżarstwo etc. Wchodzimy na teren parku pobliskiego, przed nami trójka turystów (co i rusz się rozglądają, fotografują zamek, pozują na jego tle). Ostatni dość zamaszystym ruchem zamyka przed naszymi nosami ciężką metalową furtkę. Ja próbuję tę furtkę otworzyć, chwytam za nią, pcham przed siebie, a facet, który tę furtkę chciał zamknąć, odwraca się i mówi:

- Och, przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś za nami idzie! Już otwieram.

No i otworzył. Tak otworzył, że moje palce nie zdążyły się cofnąć i metalowa bramka z całą zamaszystością przycisnęła mi paluchy. Nie pisnąłem ani słowem. Twardy byłem jak złapany partyzant. Całe szczęście, że jeszcze śnieg nie roztopił się całkowicie, bo dyskretnie wbiłem łapę zmrożoną breję i poczekałem aż minie pierwszy ból.

Potem było gorzej - trzy palce mi zdrętwiały. Serdeczny zrobił się napuchnięty i czarny. Mogłem delikatnie zginać, chociaż nie było to najprzyjemniejsze. Mógłbym Wam pokazać zdjęcie, ale i tak powiecie, że to Photoshop.

V

Przeskok. Od dwóch tygodni męczy mnie kaszel. Niczym nieuzasadniony. Drapanie w gardle. Krztuszenie się. Osłuchowo jestem czysty i gardziel mam OK, ale ta komfortowa wiedza nic mi nie daje, bo kaszlę jak stary gruźlik. Cóż, moją Mamę męczyło coś podobnego przez 1,5 miesiąca... Jakoś wytrzymam.

Moja Pani Doktor orzekła, że nie trzeba żadnych radykalnych środków, broń Boże antybiotyków. Mądra to i miła kobieta mniej więcej w moim wieku. I chyba darzy mnie jakąś sympatią, bo zawsze o coś wiecej niz tylko dolegliwości cielesne zapyta; a to o dzieciaki, a to ogólnie jak tam życie...

Zawsze drażnię się z Żoną, gdy wracam od "mojej" Pani Doktor. Wczoraj mówię tak:

- Pokażę jej moje palce. Ciekawe, co mi powie.

- Może będziesz musiał je czymś smarować? Może w czymś moczyć - mówi Żona - Zapytaj.

- Zapytam. Tylko jest jeden problem - musiałbym trochę paznokcie obciąć, bo lekki wstyd takie szpony jej pokazywać. Albo wiem, powiem jej tak: "Przepraszam pani doktor, że jestem dziś taki niezadbany..."

- A ona ci powie: "Nic nie szkodzi, już się przyzwyczaiłam..."

Żona, mistrzyni ciętej riposty...

6 komentarzy:

  1. Żonę masz bardzo fajną, szkoda, że tak rzadko o niej piszesz ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się tak trochę zdaje, że to trochę pomijana przeze mnie postać, a byłoby o kim pisać

      ;-)

      Usuń
  2. Książkę dostałeś świetną! Oj, zakręciła by mi się pewnie łezka przy przeglądaniu! 333 rzeczy - ciekawe do ilu z nich miałbym emocjonalny stosunek... Just 5, Shazza i Pokemony jakoś mnie nie ruszały, Jeża Jerzego poznałem, kiedy lata '90 już odeszły, Martensów też dorobiłem się dopiero w XXI wieku. Ale Żółwie Ninja, Beverly Hills no i Matrix - na to się załapałem. Jak i na kolorowe karteczki - to był sam początek dekady, czasy gumy Turbo.

    Mnie też męczy kaszel. I to też pewnie mniej więcej od dwóch tygodni. Taki zbieg okoliczności. Nasilił się w ciągu ostatnich dni. Straciłem od niego głos. Tak że - łączę się z Tobą w tym całym chręcholeniu...

    No a Twoim palcom życzę powrotu do zdrowia, tym bardziej, że mam osobisty interes w tym, żebyś mógł sprawnie piórem władać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, może przed Nowym Rokiem dostaniesz owoc władania owego. To na szczęście lewą rękę mi zmaltretowało.

      Klasyk science-fiction: "Lewa ręka ciemności."

      Usuń
  3. Ten kaszel to pewnie alergia. Też tak miałem bodaj 2 lata temu. U lekarza byłem, prześwietlenie płuc robiłem i wszystko niby OK, a nie mogłem przestać się krztusić przez całą zimę. Wiosną jak ręką odjął. Dziś jestem pewien, że to był efekt sezonu grzewczego. Kaloryfery niby w domu czyste, ale i tak sztuczne grzanie jakoś tam zmieniło konsystencję powietrza. :-) Teraz w domu słabo grzejemy (na szczęście zima dość łagodna na razie) i kaszlu nie ma.

    Z życzeniamni zdrowia palcowo-płucnego


    Romo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co gorsze - alergia czy przeziębienie uporczywe?

      pzdr

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.