niedziela, 16 grudnia 2012

O dziedziczeniu sucharów słów kilka...

Oprócz lekkoduchostwa, kłopotów z kręgosłupem, po Tacie odziedziczyłem poczucie humoru. Tak więc już wiecie, kto odpowiada za produkcję tych wszystkich sucharów. Jest to uwarunkowane biologicznie - a im mój Tata jest starszy (cóż, ja też nie młodnieję przecież...), tym wyraźniej widać jego skłonność do szukania w każdym możliwym słowie drugiego dna, znaczenia, synonimii. W każdej możliwej sytuacji okazji do popisania się wesołkowatością.

Nie wszyscy to lubią, oj nie...

Moi Rodzice odwiedzili nas w sobotę. Przyjechali na spóźnione urodziny Kaliny, przywieźli prezenty świąteczne (w tajemnicy przed dziećmi oczywiście). Mama dodatkowo spakowała dwa słoje bigosu, siatkę orzechów, masę moich ukochanych naleśników (w ramach prezentu urodzinowego, tym razem dla mnie ;-)

Na dodatek Mamuśka poratowała moją nędzną osobę i przygotowała mi kostium św. Józefa. Ja, syn mistrzyni krawieckiej (oficjalnej, dyplomowanej!), mam aż za dobrze, bo każdy skrawek materii potrafi moja Mama zamienić w prawdziwe cudo. 

Tak więc strój św. Józefa składa się z umiejętnie przekształconych dwóch białych prześcieradeł i żółtej zasłony, którą przerzucę sobie przez ramię. A nawiasem mówiąc to opiekuna małego Jezuska gram w tym tygodniu dwa razy, a stresuję się, jakbym grał dwa razy dziennie. 

Pierwszy raz w przedszkolu - tam na szczęście wymyśliliśmy sobie z Maryją, że kartkę z naszymi kwestiami przykleimy do ściany żłóbka, za którym cały czas siedzimy, i będzie OK. Drugi raz gram w liceum - tam będzie gorzej, bo jestem Józefem mobilnym i mam prowadzić rodzącą małżonkę od "drzwi do drzwi" niegościnnych mieszkańców Betlejem. 

A wracając do bohatera tekstu - siedzimy wszyscy (ja, Żona, dzieciaki, moja Mama, teściowa) przy stole, czekamy tylko na mojego teścia. W końcu przychodzi. Mój Tata zrywa się na równe nogi, wyciąga rękę na powitanie i mówi do mojego teścia:

- No tak patrzę za okno ( a śnieg jeszcze leżał na ogródku) i widzę, że prawdziwą zimę zamówiłeś przez internet!

I co byście powiedzieli? Teść na to tylko:

- ..... nie, no ja, wiesz, zimy tu nie lubimy...

Albo sytuacja obiadowa. Żona zrobiła wypróbowany bezpieczny przepis na udka kurczaka zapiekane z masą warzyw i zalane piwem. Przy stole rozmowa o różnych smakach, jakimi rzeczony kurczak "nasiąknął."

- Ja tu czuję pory.
- Tak, tutaj są pory.

Mój Tata włącza się do tych subtelnych rozważań kulinarnych i dodaje:

- No bo o tej porze to pory najlepiej się czuje.

Ech, mógłbym cytować tak bez końca...

Nie mogę oczywiście oprzeć się pokusie i nie zaserwować Wam klasycznego tekstu z mojego domu rodzinnego.

Kiedyś, całe lata temu, w pewien poniedziałek wielkanocny Tata patrzy przez okno i mówi po części do siebie: „Pada, brzydka pogoda. Może gości nie będzie, ale kto wie… głupich nie brakuje.”

Cóż, jednego chyba możemy być pewni - mój Ojciec pewnie nie wpuściłby św. Józefa i Maryi pod swój dach. A jeżeliby już wpuścił, to pewnie oni sami szybko by stamtąd uciekli. 

Prosto do Egiptu...





14 komentarzy:

  1. A gdybyś tak - w ramach prezentu na gwiazdkę, wrzucił kilka fotek z premiery albo obu? Myślę, ze wszyscy bylibyśmy tym niezwykle uradowani.
    Tak, uradowani to odpowiednie słowo ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się uda... Nie wiem, czy inni grający byliby z tego zadowoleni, że ich tak upubliczniam. Ale sam się ujawnię, a co!

      Usuń
  2. Oj, znam, znam. W podstawówce z koleżanką wymieniałyśmy się hasełkami z gry półsłówek. I mój i Oli tata byli urodzeni przed wojną i stąd zamiłowanie do gp przeszło na nas.
    Wczoraj po raz któryś obejrzałam film w Bodo i Dymszą Paweł i Gaweł i tak się śmiałam i nikt nie rozumiał czemu. Dymsza: " prędzej uwierzę, że pani jest ojcem tego bachora, niż ta cicha lipa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezłe jesteście! Ja bym nigdy nie załapał tekstu sprzed wojny! Proszę, niby stare grzeczne kino, a taki podprogowy przekaz!

      Usuń
    2. Coś mi się wydaje, że więcej takich oczek puszczonych do widza znajduje się w starym kinie:) Teraz w filmach walą prosto z mostu i nie ma tej radochy:D

      Usuń
  3. W dzisiejszych czasach taki tatuś mógłby wymiatać jako kopyrajter w reklamie :)I powstawałoby może coś lepszego niż troszku kuriozalne OBA MA.
    Gratuluję mamy krawcowej (zgadzam się z Socjo - czekamy na relację z wybiegu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nestor polskiego kopyajtingu! Niezłe miałby CV, niezłe.

      ;-)

      Usuń
  4. „Pada, brzydka pogoda. Może gości nie będzie, ale kto wie… głupich nie brakuje.”
    genialne :D, pozdrawiam Tatę i Mamę.
    Przypomniał mi się mój ś.p. ojciec.
    W czasach, kiedy były kłopoty z zakupem papieru toaletowego (oczywiście przejściowe kłopoty) moi rodzice spotykają sąsiadkę, która z dumą niesie na ramieniu nanizane na sznurek, 10 rolek papieru toaletowego. Moja mama prosząco zapytuje: "a nie odstąpiłaby mi pani jednej rolki?". Sąsiadka na to:" nie, bo wie pani, ja to mam tak wyliczone, że zużywam jedną rolkę na miesiąc i wtedy mi na 10 miesięcy wystarczy". I tu wtrąca się mój tata mówiąc: "a co będzie, jak goście przyjdą?".
    Potem w mojej rodzinie nie tylko w wieczór wigilijny funkcjonowała tradycja, żeby w razie czego kupować więcej, dla gościa, spodziewanego lub nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam niezłą historię. Czasy podobne, słusznie minione. Papier toaletowy reglamentowany. Ja do podstawówki chodzę. Odwiedzam kumpla. Siedzimy u niego w pokoju. Nagle on wychodzi i idzie do łazienki. Tymczasem wraca z pracy jego ojciec. Wchodzi do łazienki. I się zaczyna:

      "Ile razy ci mówiłem, że bierzemy zawsze po 10 centymetrów! Ja mogę! Matka może! A ty nie możesz?!"

      To było mocne...

      Usuń
    2. To musiały być ciężkie czasy dla Miauczyńskiego...
      'Zawsze długo podcieram tyłek, czy już papier czysty. Czasami wystarczy do trzech, najczęściej jednak wecuję i poleruję dłużej, do siedmiu, trzynasty bądź dwudziestu jeden...' ;-)

      Usuń
  5. Oj, no to z gośćmi - rewelacja! Chyba u nas też zagości. Nie przyznam się, że nie mojego autorstwa, nikt się raczej nie pozna, bo stosunek do gości mam, jaki mam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swój swego zrozumie! Witamy Cię w Klubie. Ja i mój Tata!

      Usuń
    2. Zawsze to miło trafić na rozumiejących! Pozdrawiam Panów!

      Usuń
  6. Nie wierzę!
    Obserwuję i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.