czwartek, 8 listopada 2012

Po co się męczyć?

Trafiam na książkę. Na ostatniej stronie okładki widnieje taka oto reklama. 


Fotka niewyraźna, bo telefonem strzelona, więc przytoczę, cobyście oczu sobie nie psuli.

Szukasz wypracowań?

Bezkonkurencyjny

Największy w Polsce zbiór wypracowań ze wszystkich przedmiotów.

Najwyższa jakość

Wszystkie prace (nieczytelne, nie mogłem odcyfrować ze zdjęcia) i gotowe do pobrania

Dla każdego

Łatwy dostęp do wszystkich prac.


Po co się męczyć?
- Bryk Cię wyręczy!


Piękne, co? A jeszcze pięknie to wszystko wygląda, gdy Wam powiem, że reklama ta znajduje się na okładce .. lektury szkolnej! Wydawnictwo GREG się kłania Państwu.

A więc GREG (najbardziej obciachowe wydawnictwo proponujące uczniom całkowicie opracowane lektury, wzory wypracowań, gotowe charakterystyki, zwalniające od myślenia wszelkiego opracowania + fatalne okładki) idzie pod rękę z platformą służącą oszukiwaniu nauczycieli, bo czym innym są "gotowe wypracowania", jak nie formą ucieczki przed solidną pracą w domu i w szkole?

Idąc tym tropem, za chwilę podręczniki neurochirurgii lub architektury  też będą sponsorowane przez hasło: "Po co się męczyć?" 

Bo coś czuję, że opracowania  dotyczące budowy dróg i autostrad już są...


10 komentarzy:

  1. Może by tak zgłosić... nie wiem, kto się takimi rzeczami jak oszustwa i zachęcanie do nich zajmuje - prokuratura? Gdyby poszperać w przepisach, może by się i znalazł paragraf na... Twoje ulubione wydawnictwo :-) Rozumiem, że nowe okładki działają na Ciebie jeszcze bardziej, niż te stare, już nawet nie jak płachta na byka, ale jak... woda wlana do kwasu...?
    A może ogólnopolska akcja wśród bibliotek - choćby tych szkolnych, które pewnie są najlepszymi klientami wydawnictw specjalizujących się w lekturach? Bojkot? Wyrywanie chwastów?

    I jeszcze taka historia z (nie - mam nadzieję - aż tak zamierzchłej przeszłości). Język polski w moim liceum: Pani profesor oddaje jakieś wypracowania, czy inne prace domowe. Zwyczaj był taki, że najlepsze autor, bądź autorzy czytali głośno w czasie lekcji. Wywołana zostaje koleżanka - klasowy kujon-wazeliniarz, co to braki w intelekcie nadrabia lizaniem nauczycielom wiecie czego. Czyta. Pięknie napisane, no normalnie mucha nie siada. Nagle czuję łokieć kolego wbijający mi się w żebra. Kolega trzyma przed sobą 'bryka' - wtedy oczywiście w formie małej książeczki. Na stronie tekst... Po chwili mogliśmy czytać razem z koleżanką wazeliniarą 'jej' wypracowanie, słowo w słowo. Puenta jest taka, że potraktowaliśmy całą sytuację jako gwóźdź do trumny wazeliniary. Wtedy już nie mieliśmy do niej za grosz szacunku, ale po tej lekcji zapomnieliśmy, że kiedyś w ogóle mogliśmy mieć takowy. Obciach, skucha, po prostu żałość. I wszyscy tak myśleli. Łącznie z kolegą, właścicielem bryka, a ten orłem nie był, bynajmniej. Po prostu takie jawne oszustwo, do tego kosztem nas wszystkich (bo w czym nasze wypracowania, może i gorsze technicznie, ale NASZE, w y p r a c o w a n e były gorsze od tego zerżniętego?
    Dziś to już niestety nie działa, dziś to norma, że męczyć się nie trzeba, bo jest przecież taki Bryk.pl. A że to to się reklamuje na stronicach lektur, które się dzieciakom w szkołach podsuwa - nie wiem co powiedzieć (nie wiem nawet, co napisać, a z tym mam zwykle dużo mniejszy problem, niż z mówieniem). Że jestem zażenowany, to za mało.
    Trza by wyrwać chwasta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary, my chyba w jednej klasie byliśmy!

      ;-)

      U mnie była podobna akcja. Koleżanka Agata (znałem i niecierpiałem od wczesnego dzieciństwa, była moją sąsiadką i kiedyś mnie pobiła...) czyta wypracowanie. I DOKŁADNIE to samo się dzieje, co u Ciebie - kumpel ma swoją "bazę danych" i niemal na głos mówi w czasie jest wystąpienia:

      - Agata, ten fragment o (i tu zacytował) ominęłaś...

      Się działo!

      Usuń
    2. Nie Agata, tylko Beata... Mnie nie pobiła, ale zważywszy na warunki fizyczne - jej i moje - dała by radę, gdyby tylko chciała. Dziś byśmy nie rozmawiali, była by ze mnie mokra plama :-)

      Usuń
  2. Antku, ja się nawet boję wchodzić na tę stronę... Jakiś czas temu miałam nieprzyjemność przeczytać wypracowanie maturzystki (strasznie sztampowe, może właśnie ściągnięte?). Mam znajomego, który kilkanaście lat temu skończył technikum (nie studia) i pisze lepiej, ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest smutna konstatacja taka - wczorajsi absolwenci techników są o niebo lepsi od dzisiejszych dobrych uczniów liceów.

      Ech...

      Usuń
  3. Poczułam sie staro :-(
    Za moich czasów ( aaaaa! Jak to brzmi!) mieliśmy zkkumplami taki układ, że ja pisałam wypracowania z języków ( polski, niemiecki i ruski) a oni robili za mnie ścisłe przedmioty. Każda moja praca była wyjatkowa, napisana tak by nikt nie wątpil, ze autorem był Arek, Bodzio czy Piotrek. Nie przezylabym ze wstydu, gdyby ktos nakryl mnie na jakims kopiowaniu. Szkoda, ze dzieciaki dzisiaj mają takie oferty, po co w ogole chodza do sszkoły?
    p.s. Mislam ten uklad jako jedyna humanistka w klasie mat-fiz : ))

    OdpowiedzUsuń
  4. To nieczytelne słowo to chyba "ocenione"

    OdpowiedzUsuń
  5. Po co się męczyć www.myślenie.pl - myślimy za ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie, w klasie maturalnej, prawie wszyscy przynosili gotowce i dziwili się, że ja i tak mam lepsze oceny, a nie ściągam. Nie zawsze bryki są lepsze niż własna praca.
    Przerażało mnie to, że oni ściągali te wypracowania nawet w klasie maturalnej... co potem odbiło się na ich wyniku, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ile błędów w tych wypracowaniach to już zupełnie co innego...
    ja osobiście wszystkie lektury czytam, choćby były jak głupie, a jeśli już to korzystam na lekcjach w celu szybszego wyszukania fragmentu.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.