poniedziałek, 26 listopada 2012

...kto czytał, ten plomba!

Mój stosunek do literatury rosyjskiej jest, najoględniej mówiąc, chłodny. Cóż się dziwić? Mój kumpel kiedyś za czasów studenckich wpadł do mnie do akademika i troszkę żubrówki spróbowaliśmy. W celach badawczych, że się tak wyrażę... 

Po serii eksperymentów zawędrowaliśmy na tzw. studencką dyskotekę, gdzie próbowaliśmy sprawdzić nasze możliwości lingwistyczne. Po zapoznaniu dwóch dziewczyn (po prostu brutalnie przysiedliśmy się do ich stolika w jednym klubie) zaczęła się rozmowa o tym, kto co studiuje.

- Ja studiuje filologię rosyjską - wyznała nieśmiało jedna z dziewczyn.
- Co?! - kolega się zerwał na równe nogi - Poznajesz język wroga?!

Nawet jeżeli był to sztubacki tekścior wagi przyciężkiej, to najlepiej chyba ilustruje nasz, studentów drugiego roku polonistyki, stosunek do braci Rosjan. A to zabory, a to 17 września, a to Katyń i PRL. A to "Dziady cz. III" i cała masa krzywd, prawdziwych i wyolbrzymionych, jakie katalogowała nasza kultura.

Cóż, fakt jest taki, że Rosjanie zawsze nas brali na celownik i nie ma co odwracać kota ogonem, że sami byliśmy temu winni. 

Rosja mnie nie fascynuje, wręcz odpycha swoją obojętnością w stosunku do wszelkich brewerii i podłości, jakie Rosji fundują rządzący nią "carzy." 

Naturalne więc w moim przypadku jest to, że kultura rosyjska mnie nieco... odrzuca. Wyjątek czynię dla Brodskiego i Bułhakowa, no może jeszcze Mandelsztam się zmieści. 

Tak więc z pewną nieśmiałością wybrałem się dziś do kina jako opiekun klas oglądających ekranizację "Anny Kareniny."

Boże, myślę, ruski romans... Tego mi trzeba od poniedziałku, ale się zgodziłem. Kino to kino. Od miesięcy niczego nie widziałem na dużym ekranie, więc siadam, odczekuję 22 minuty reklam i mówię sobie, że jak zaczną smęcić, to wychodzę i poczytam książkę w hallu.


Przesiedziałem cały film. Ponad dwie godziny. To, co oglądałem, można z całą odpowiedzialnością polecić KAŻDEMU miłośnikowi kina. SERIO! I nie chodzi o historię zdrady małżeńskiej i wszelakich tego konsekwencji. Nie chodzi o obraz przekwitającego Imperium. Chodzi o FORMĘ.

90% filmu dzieje się we wnętrzach teatru (?), opery (?). Wyobraźcie sobie zasypany śniegiem Petersburg, bale, przyjęcia, ulice, zaułki, rudery, wreszcie wyścigi koni (!) wewnątrz teatru! Kapitalny pomysł! Ileż inwencji (ciut momentami zbyt "na siłę" parę scen), by tak manipulować dekoracjami, kostiumami,  prostymi trikami wizualnymi, umownością... I wszystko się trzymało kupy. Chwytało za serce i tarmosiło, gdy trzeba.

Jakem Bosy, idźcie do kin!

Na chwilę przed...
Anna K. w trakcie zdrady.

Zdradzony mąż.
Zadowolony z siebie kochanek.

Tak więc gdy skończę mojego Folletta (400 stron za mną, przede mną 600 następnych) to biorę na warsztat (tylko bez podtekstów, proszę) "Annę Kareninę." Kiedyś przeczytałem, że literatura europejska zna jedno wielkie tabu, jakim jest szczęśliwe małżeństwo. Po prostu nie ma wielkich powieści/opowieści o udanych związkach. W tym głosie czułem pewien wyrzut czyniony kulturze i jej mechanizmom.

Jednak moim zdaniem tak musi być, byśmy pamiętali, że szczęśliwe małżeństwa, choć są nudne z literackiego punktu widzenia, są czymś niesamowicie istotnym, ważnym, atakowanym przez niezliczone pokusy, więc tym bardziej cennym. 

A "Anna Karenina" przypomina starą jak świat prawdę o wierności i lojalności...

No i to kapitalne pierwsze zdanie otwierające całość:

Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Żeby było zabawniej, w kolejce do przeczytania czai się powieść amerykańskiej autorki Joyce Carol Oates "Moja siostra moja miłość."

Książkę otwiera zdanie:

Wszystkie dysfunkcyjne rodziny są do siebie podobne.



PS

I wszystko byłoby pięknie, gdyby mi dziś rano stara plomba nie wypadła... i dentysta w czwartek.


21 komentarzy:

  1. No nie mów mi tu, że dentysty się boisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałbym, żeby dentyści się mnie bali, ale jest niestety inaczej...

      Usuń
  2. ząb, zupa, dąb... Anna ;)
    http://youtu.be/dykIxVzHVoY

    Skusiłeś mnie. Szczęśliwa rodzina w znakomitej scenografii to już nie to samo co dysfunkcyjna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak Ci się nie spodoba, to wciąż się będziemy kolegować?

      ;-)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jejku! To są przecież moje urodziny...

      Ale profanacja!

      Usuń
  4. Kurcze. Nie spodziewałabym się po tak światłym facecie niechęci do literatury rosyjskiej ze względu na zabory czy Katyń. Naprawdę. W sumie to po trosze powinniśmy nie lubić też amerykańskiej (przecież wypieli się na nas w 1945), francuskiej i angielskiej (za 1939), o niemieckiej już nie wspomnę! Powinniśmy czytać tylko Irlandczyków, bo tylko oni rozumieją co oznacza być uciśnionym narodem.

    Przecież nie można, absolutnie nie można generalizować. Literatura rosyjska rozwinęła skrzydła bardzo późno, chyba najpóźniej w całej Europie, jednak kiedy już to zrobiła to poleciała jak orzeł. Dostojewski, Tołstoj, Lermontow. Potem Czechow i Bułhakow. Uważam, że przy tych francuskich wypocinach rosyjska literatura jest mięsista, rzeczywista, ze wspaniałym warsztatem. Pani Bovary w porównaniu do Kareniny nie przeżyła nic. (Poza tym uważam, że ta książka powinna się nazywać Lewin - mój ulubiony bohater tej książki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, problem z rosyjską kulturą to mój problem z rosyjską mentalnością. Z tym, co zauważył poniżej Marcin, z kliniczną rosyjską nieumiejętnością buntu, sprzeciwu etc. Cóż z tego, że mieliśmy rewolucje, skoro Rosjanie wywindowali raz Lenino-Stalina, innym razem Putina na swoich przewodniczących klasy? Cóż z tego, że mieliśmy tam geniuszy (Achmatowa, Jesienin, Mandelsztam, Bułhakow, Brodski i wielu innych), skoro każdorazowo występowali przeciwko temu, czy sama Rosja była/jest.

      Nie jestem rusofobem, ale widzę w Rosji, tęskniącej wciąż do autorytatywnych rządów Ojców Narodu. Rosjanie sami siebie najchętniej widzą pod opiekuńczymi skrzydłami tych właśnie Putinów etc.
      I to mnie boli. I to mnie smuci.

      Poza tym ja kompletnie nie czaję tej rosyjskiej duszy. Tej wylewności, rzewności, emocjonalnego amoku. To nie dla mnie.

      Usuń
    2. Piszesz o tym, że Rosja jest jak dupa co się bata prosi?

      Usuń
    3. Marku, kawałek niżej są słowa Mickiewicza. On to bardziej... dyplomatycznie nazwał.

      ;-)

      Usuń
  5. Bardzo jestem ciekawa tego filmu.
    Koniecznie daj znać, co i jak.

    A myśląc o Rosjanach, jak na filologa przystało, myślę o "przyjaciołach Moskalach" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w tym wierszu jest wszystko to, co mnie rusza:

      "Teraz na świat wylewam ten kielich trucizny,

      Żrąca jest i paląca mojej gorycz mowy,

      Gorycz wyssana ze krwi i z łez mej ojczyzny,

      Niech zrze i pali, nie was, lecz wasze okowy.



      Kto z was podniesie skargę, dla mnie jego skarga

      Będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży

      Do cierpliwie i długo noszonej obroży,

      Że w końcu gotów kąsać rękę, co ją targa."

      Usuń
  6. A do tego jeszcze Smoleńsk i ta sztuczna mgła... :-)
    A serio - jeśli o Rosjan chodzi, to się zaczytuję Akuninem. Moje zboczenie na tle kryminałów daje znać o sobie. Ale, co ciekawe, w tych książkach jest też obraz społeczeństwa, tego po psiemu wiernego poddaństwa, nabożnego szacunku do zwierzchności, to wręcz niesamowite! Taka na przykład 'Koronacja' opowiadana z perspektywy kamerdynera, dla którego służba jest całym życiem. Interesujące. I trochę to wyjaśnia, skąd dziś na przykład putinowski carat. Oni się nie potrafią buntować, tą niemożliwość mają we krwi, z dziada pradziada.
    A najbardziej to mnie powalił obraz Rosji u Bałabanowa (tu już przechodzimy do filmów). "Brat" jeszcze dawał się obejrzeć bez wstrętu - takie trochę nasze "Psy". Ale "Ładunek 200" - masakra. Aż strach się bać... Choć może to tylko film...

    OdpowiedzUsuń
  7. No i wyszedłem na rusofoba... To może chociaż "Annę Kareninę" obejrzę, żeby się zrehabilitować...

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż mnie zatkało. Filolog pogardza klasyką rosyjską??? Przecież to są arcydzieła najwyższej klasy. Anna Karenina wcale nie jest romansem, książką o zdradzie, chociaż tytuł by to sugerował. To jest książka o ludziach. Amerykańskie filmy robią z tego dzieła romansidło, ale tekst jest inny, warto przeczytać. Tam jest mnóstwo genialnych obserwacji, których filmy nie przekazują, świetna synteza myśli.
    A Dostojewski? Czy ktoś napisał coś równie fenomenalnego jak Idiota?
    Spróbuj poczytać Kareninę, ażebyś nie pozostał w błędnym przekonaniu, że tam najlepsze są bale i wyścigi koni. Jak Ci się nie spodoba teraz , zostaw i spróbuj znów za 10 - 15 lat. kiedyś na pewni przyjdzie ten czas, że docenisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, tradycyjnie się czepiasz, ale tym razem zbyt emocjonalnie.

      Gdzie ja, na Jowisza!, wyraziłem pogardę?! Może tak, gdzie napisałem: "Mój stosunek do literatury rosyjskiej jest, najoględniej mówiąc, chłodny.". A może tam, gdzie napisałem O ROSJI jako kraju obsesyjnie potrzebującym sinej ręki?

      Ja nie pogardzam literaturą rosyjską. Mi jest do niej po prostu baardzo daleko i podałem tylko kilka SUBIEKTYWNYCH powodów, dla których jest jak jest.

      Nic więcej.

      Wiem, że "A. K." nie jest TYLKO romansem tak samo jak "Lalka" nie jest tylko historią miłości podstarzałego kupca.

      Jednak ja przede wszystkim pisałem tu o filmie, bo po książkę za chwilę (czytelniczą, czyli tak około Świąt) sięgnę. Przecież napisałem, ale znów czegoś nie dojrzałeś.

      ;-)

      A Dostojewski? Zaliczyłem dużo więcej jego książek niż bym chciał, bo już po "Zbrodni i karze" i "Biesach" wiedziałem, że to pisarz ciężki, pozbawiony poczucia humoru, dystansu i wszystkiego, co by tekst nieco odciążało.

      Czechow. O to jest gość!

      Usuń
    2. No czepiam się i to emocjonalnie, bo jak ktoś pisze, że literatura rosyjska go odrzuca, a stosunek ma do niej chłodny "najoględniej mówiąc", to znaczy, że ten ktoś tej literatury nie ceni, uważa ją za okropną, najoględniej mówiąc. Nieoględnie to by było "ależ to gnioty". Poza tym napisałeś, że nie czujesz rosyjskiej duszy. To mnie znowu zatelepało, bo ja mam akurat dokładnie odwrotnie. Kiedy czytam Dostojewskiego, to mam wrażenie, ze dokładnie czuję tę duszę, bo jestem słowianinem i ona także jest moja. Rosjanie piszą o duszy właśnie i to jest najcenniejsze w tej literaturze. Dosotjewski nie ma poczucia humoru, to fakt, no ale ja tam tego nie szukam. Od poprawiania humoru mam Cyberiadę :)

      Ja jeszcze nie raz czegoś nie dojrzę w Twoich notkach, a coś innego zobaczę wielkim jak wół :)

      Usuń
    3. Ech, ale o co my się spieramy? O czytelnicze gusta? Stary! Jakbyś mi napisał i wyartykułował emocjonalnie, że "pana Tadeusza" nie trawisz, to myślisz, że bym Cię gromił za brak odpowiednich "możliwości."

      A myślę, że Mickiewicz duuużo lepiej znał nas, Polaków, niż Dostojewski.

      Bo on nas w sumie nie lubił.

      Usuń
    4. I jeszcze jedno - czy ta "dusza słowiańska" nie jest zbyt szerokim pojęciem?

      Otworzyłbyś i zrozumiał duszę Czechów przy pomocy Dostojewskiego? Chyba ciężko by było...

      A to też przecież Słowianie, prawda?

      Usuń
  9. Wiedziałam... Joe Wright nawet na bazie żałosnego harlequina nakręci coś tak pięknego wizualnie, że człowiek będzie się gapić z otwartą buzią... "Annę Kareninę" książkową zaczęłam już męczyć... Chyba 3 podejście.
    Nie wiem. Za bardzo się chyba przyzwyczaiłam do angielskich pisarzy... Jakoś mnie ta powieść nie porwała. Ale na film muszę, po prostu muszę... Najbliższy termin wyświetlania w okolicy dopiero 4 grudnia. :(

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja mam akurat kompletnie odwrotnie - rusofilka, nieuleczalna, zakochana w literaturze rosyjskiej. Na filmie jeszcze nie byłam, powieść uważam za ... najlepszą ever. I cholernie zazdroszczę, że masz przed sobą "pierwszy raz" z Kareniną. Uwielbiam sposób w jaki Rosjanie piszą o sobie samych - z autoironią, dobrym i mocnym rysem psychologicznym. Ich postaci są zawsze wielowymiarowe. Nie jest łatwo wgryźć się w rosyjskie pisanie, ale naprawdę warto. Mocno polecam sagę moskiewską Wasilija Aksjonowa.

    Pozdrawiam, Anna. również K.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.