wtorek, 20 listopada 2012

Kilka słów o asertywności...

Tak, asertywny to ja jestem. Moje zdjęcie powinno ilustrować wiadome hasło w encyklopedii. Tak...

Odbieram ostatnio Synka z przedszkola. Tymek się ubiera, a jego pani wychowawczyni podchodzi do mnie i prosto z mostu pyta:

- Nie zagrałby pan św. Józefa na naszych jasełkach? Wie pan, rodzice dla dzieciaczków organizują. Dałby pan radę?

"Nie, wykręć się jakoś!" - woła diabełek, co przysiadł na moim lewym ramieniu - "Co się będziesz wydurniał?"

- To jak? Zgodzi się pan? Będę tylko trzy próby. To nie będzie zbyt męczące...

No i co powiedział niezbyt mądry młody ojciec? No to już wiecie... Zgodził się.

Ale żebyśmy mieli komplet - w szkole koleżanka zbiera ekipę do jasełek nauczycielskich. I kto ma być św. Józefem? No kto? 

Gdy Córa pójdzie do przedszkola, Synek do podstawówki, a ja wciąż będę uczył, to na bank trzy razy będę prowadził pod rękę ciężarną Maryję, w żadnej gospodzie nie znajdziemy miejsca, więc moja partnerka urodzi lalkę gdzieś w ubogiej stajence...

Na osłodę mam wiersz Andrzeja Bursy


Święty Józef

Ze wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba się czuł
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
ze nie jest jego synem
tylko Boga
albo kogo innego
a jak uciekali przed policją
nocą
w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
(stąd chyba policjantów nazywają faraonami)
niósł Dziecko
i najcięższy koszyk

18 komentarzy:

  1. No i mamy nową gwiazdę teatru. A wiersz świetny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. :-)
    A ja w tym przypadku, to akurat asertywny jestem. Na szkolną wigilię nie chodzę. Może to i politycznie niepoprawne, ale mam w robocie takie stosunki z szefową, że jakby mi przyszło się z nią dzielić opłatkiem i słuchać nieszczerych świątecznych słodkości, to bym się chyba porzygał. A gdybym jeszcze sam miał życzyć - drugi paw.
    Kiedyś miałem odegrać diabła w jasełkach. Odmówiłem, później właśnie nie poszedłem na imprezę. Od tej pory mnie nie proszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż diabłem byłbyś chyba nielichym...


      ;-)

      A co do życzeń wymuszonych... Cóż, ileż tego nie tylko w pracy...

      ech...

      Usuń
    2. Pewnie lepszym niż świętym... jakimkolwiek :-)

      Usuń
  3. Pocieszę Cię: mój syn też będzie św.Józefem! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. e, ja nie traktuję życzeń, jako wymuszonych, raczej jako pracę nad sobą, że czasem trzeba wyskrobać z siebie odrobinę życzliwości nawet dla nielubianego

    Bosy Antku, jesteś zatem aktorem charakterystycznym :D

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo lubię ten wiersz :) chociaż ogólnie mam lepsze zdanie o świętych katolickich niż A. Bursa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też mam lepsze zdanie, ale ci średniowieczni, co się cieszyli, gdy ich ze skóry obdzierano, trochę mnie przerażają.

      pzdr

      Usuń
  6. Trzeba było choć negocjować. Zpytać, kto zagra Maryje i czy (zależy kto by był Maryją) nie można zrezygnować z niepokalanego poczęcia, na rzec pokalanego, ale niepoczęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłopie, z Objawieniem się nie dyskutuje...

      ;-)

      Ale negocjator byłby z Ciebie nielichy! Dobre, dobre...

      pzdr

      Usuń
  7. Ja zawsze grałam Żydów. Nauczyciele stwierdzali, że przynajmniej jestem "oryginalna"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No św. Józef też Eskimosem nie był...

      hi hi hi

      pzdr

      Usuń
  8. No asertywny jak nie wiem ;)
    Widać dobry z Ciebie Józef!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.