środa, 24 października 2012

"Werter lubi dzieci" -

mówię rok w rok, charakteryzując postać wykreowaną przez Goethego.

- Lubił dzieci... - za każdym razem słyszę gdzieś z kąta sali lekcyjnej podobny podszyty żenującym poczuciem humoru śmiech lub, na szczęście częściej, ironiczne chichoty. No nie zdarzyło się, by było inaczej.

Podobnie rzecz się ma w przypadku bohatera "Starego człowieka i morze" - Santiago, który "lubił młodego Manolina i wtajemniczał go w pracę rybaka."

To tylko czubek góry lodowej. Przerażający jest fakt, że obrzydliwe zboczenie, jakim jest prawdziwa pedofilia, zatacza tak szerokie kręgi, że wystarczy odrobina czulszego gestu, jakimi obdarzymy dziecko, by już albo być podejrzanym o podejrzane zachowanie, albo czuć wewnętrznego policjanta, który zacznie gwizdać na alarm, gdy właśnie taki gest zechcemy wykonać.

Parę lat temu koleżanka opowiadała mi o swojej koleżance, która w USA pracowała jako opiekunka na koloniach czy na jakimś obozie. Coś w ten deseń - czujecie, kilku dorosłych pilnuje, by stado rozwrzeszczanych dzieciaków nie rozniosło w drzazgi pobliskiego lasu.

Dziewczyna jakoś tak bliżej zaznajomiła się z małą, nieco nieśmiałą dziewczynką. Gdy turnus dobiegał końca, nasza bohaterka własnoręcznie zmajstrowała z kilku rzemyków plecionkę - taką kolorową, żyłkową,  bransoletkę. To miał być prezent dla tej małej. 

I czym się sprawa skończyła? Dziewczyna dostała oficjalną naganę od kierownictwa obozu za zbytnie, graniczące z nieprzyzwoitością, spoufalanie się z podopiecznymi.

Ciekawy głos zabrał kiedyś biskup Antoni Długosz, który wiele lat pracował (i pewnie wciąż pracuje) z dziećmi:

Kto deprawuje dzieci? Dorośli! Kto wymyśla różne dewiacje seksualne? Dorośli. Doszło do tego, że gdy pojechałem do Chicago, kolega mnie przestrzegł: 'Jak pójdziemy do szkoły, a dzieci się będą chciały do ciebie przytulić, to ręce w górę i uciekaj'. Powiedziałem, że bez przesady, nie ma mowy. Ja będę się zachowywał tak jak w Polsce. Nikt mi nie będzie imputował dewiacji. Nie będę dzieciom bronił, żeby się do mnie przytulały, o nie. Niech sobie dorośli o mnie myślą, co chcą, kicham na to. Przecież ja jestem dziadkiem tych wszystkich dzieci.

I niech się wypchają wszyscy mający robaczywe myśli! Tak mi przyszło do głowy, gdy prasę zalewały "sensacyjne" doniesienia o "hańbiących godność" otrzęsinach w jakiejś salezjańskiej szkole....

Ciekawe, co by się stało, gdyby mój telefon, do którego gubienia mam tendencje, znalazł się w niepowołanych rękach? A co w tym telefonie? Kiedyś Tymek oblał się cały Tymbarkiem. Lato było, a on cały - koszulka, spodenki, sandały w klejącej cieczy.

Rozbieram go, a ten fruuuu! I już go nie ma. Uciekł do sypialni naszej i zaczął wchodzić do kołdry, czyli wciskać się w poszwę. To była kiedyś jego ulubiona kryjówka, w której udawał ducha.

Dogoniłem go i wywabiłem stamtąd obietnicą jakiegoś ciastka czy cuś. A więc wychodzi nagi jak go Pan Bóg stworzył i pyta:

- Tata, a masz telefon?
- Mam, a co?
- Zrób mi zdjęcie - mówi i zaczyna skakać po łóżku i tarzać się w poduchach.

Strzeliłem kilka fotek. Poszedłem po ciacho, a ten miał się ubrać w przygotowane rzeczy. Po drodze do kuchni wpadłem na to, że nie wybroniłbym się przed żadną prokuraturą lub opinią publiczną...

Ale to jeszcze nic.

Mój kumpel ma dwie córki. Jedną, sporą już przedszkolaczkę, dzień w dzień usypia kładąc się przy niej w łóżku i czytając książkę. Gdy dziewucha jest jeszcze niezbyt gotowa na sen, wariują, łaskoczą się, a kumpel robi jej (przepraszam, ale nie wiem, jak to określić) "pierdziocha", czyli pod ciśnieniem dmucha jej po brzuchu, po plecach, gdzie popadnie... Młoda śmieje się do łez, ale potem błyskawicznie opuszczają ją siły i zasypia natychmiast.

Jednego wieczoru dziewczynka mówi do taty:

- Tata, a zrób mi tak buzią na dole. Wiesz, tak jak zawsze...

18 komentarzy:

  1. No przecież "pierdziochy" są najlepsze pod słońcem! Są genialne! Ale tu masz rację...dzieci są niemożliwe i szybko wszystko łapią a potem mówią innym...trzeba byc czujnym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie to mnie wkurza, że "trzeba być czujnym", bo "wykrzywione" przez media umysły widzą wszędzie lub podejrzewają wszędzie nieczystość.

      Nawet w najniewinniejszych sytuacjach.

      Usuń
    2. Przecież "pierdziochy" się zawsze robiło, dzieciaki mają z tego tylko radochę...
      św. Paweł - "Dla czystych wszystko jest czyste..."

      Usuń
  2. Taaak, ze skrajności w skrajność, byle tylko poczytność/oglądalność była; no ale te otrzęsiny to moim zdaniem zbyt daleko posunięta forma zabawy dorosłego z dzieciakami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, ja pamiętam odcinek Bolka i Lolka, jak chłopcy na okręcie (sami męscy marynarze i kapitan facet) mieli urządzony chrzest z okazji przekroczenia równika.

      Wtedy to się działo! Jeden z facetów przebrał się za babę, inni straszyli biedne dzieci.

      Może to nie był szczęśliwy pomysł z tym kolanem duchownego, ale mnie dziwiła jedna kwestia - przecież to trawało już ileś lat i nie było takiego szumu ergo - nie było to coś max miażdżącego. Dopiero trzeba było aferę stworzyć, podpompować, wskazać winnych i jak "fajnie", że to w szkole i na dodatek w katolickiej...

      Jeszcze niedawno uczniowie pierwszych klas musieli jeść mieszaninę dżemu z majonezem i musztardą i było OK. Teraz pewnie "godzi to w godność człowieka."

      Usuń
  3. W Polsce nie jest jeszcze tak źle, na Wyspie nawet gdy dzieciak zrobi sobie krzywdę w miejscu publicznym a nie ma obok jego opiekunów lub rodziców, musza mu pomóc dwie osoby - na wszelki wypadek. Zreszta teraz na topie jest afera - paskudna i ohydna - z udziałem gwiazdora bbc, który przez całe lata wykorzystywał dzieci. Sam juz umarł, dorosłe ofiary wstydza sie pokazywac twarze, a histeria narasta. Obłędne czasy.

    OdpowiedzUsuń
  4. wszystko na głowie. z jednej strony historie, których nawet Fakt by nie wymyślił, a z drugiej... a z drugiej relacje dziecka z dorosłym balansujące na granicy normalności - podobno w stanach tatuś już córki nie wykąpie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby ktoś z sąsiadów to widział, to jest duża szansa, że ojca oskarżyliby o molestowanie córki. Normalnie histeria.

      Usuń
    2. No i to jest kaszana. Najlepiej nie mieć dzieci w społeczeństwie, w którym kontakt z dzieckiem jest z definicji podejrzany...

      Usuń
  5. Co do pierdolca w mediach i wielu chorych głowach na temat wszechobecnej, rzekomo, pedofilii to zgoda. Ludzie pogłupieli i to co od lat było normalną zabawą nagle przerobiono sztucznie na podejrzane praktyki. A łaskotki? No przecież zawsze były praktykowane i nikomu nie przyszło do głowy łączyć tego z perwersyjnym seksem.

    Natomiast z tm salezjaninem, co kazał sobie lizać kolano to już inna rzecz. On jest dyrektorem tej szkoły, to dużo zmienia. W takich zabawach nie jest przyjęte, żeby hołdy, choćby i w formie wygłupów, miał odbierać szef instytucji. To wtedy nie jest śmieszne. W czasie przekraczania równika na statku za Neptuna nie przebiera się kapitan, a Prozerpiną nie jest pierwszy oficer, tylko koledzy marynarze. Pamiętam, że w czasie moich otrzęsin na studiach trzeba było całować w kolanko (nie lizać!) "panią z dziekanatu", ale ta "pani" to była studentka, zrobiona na biuralistkę, a my byliśmy dorośli. Trzeba mieć wyczucie. Klecha go nie miał. Powinien dostać solidnie po dupie i to nie pejczem od nastolatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, aż taki brytalny bym nie był, bo samo nagłośnienie tego incydentu było już sporą karą i potężną dawką wstydu.

      pzdr

      Usuń
  6. Nie można dać się zwariować. Strach się bać do czego może prowadzić zbiorowa histeria na tle pedofilii i wyszukiwania oznak wszelkich dewiacji. Granice być muszą, ale popadanie w skrajności potrzebne nie jest, bo jeszcze trochę a zwykła życzliwość, poklepanie po ramieniu może zostać źle odebrane.

    Co zaś się tyczy otrzęsin w szkole... czy to w ogóle jest potrzebne? Zresztą w tym konkretnym przypadku, mocno przesadzono, a i cała sytuacja była niewłaściwa, i moim zdaniem zupełnie niepotrzebna. Za moich czasów otrzęsin w szkołach nie było, na obozach też nie i jakoś ludzie żyli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A za moich czasów otzręsiny właśnie były. I, niestety, urządzali je młodszym rocznikom roczniki starsze. Tak nieoficjalnie się to wszystko działo... oj, działo się...

      pzdr

      Usuń
  7. A mój Mały to już sam zdjęcia macha. Fakt, że są takie 'zmachane' i mało widać, ale już się uczy:)

    Władek lubi kolczyki, korale i biżuterię w ogóle. No, ale się nie dziwię - w domu (prawie) same baby:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, nasz Młody notorycznie lubi bawić się, że jest dziewczyną, Dorą z bajki lub Lottą z historyjek A. Lindgren.

      Ale chyba przejmować się nie będę.

      pzdr

      Usuń
  8. Do wszystkiego potrzebny jest zdrowy rozsądek.
    Ja tam też lubię dzieci. Lubię je nawet dotykać! Do moich Chłopaków się przytulić wieczorem, razem na kanapie poleżeć. A ostatnio co się nadotykałem! Odwiedziłem siostrę i miesięcznego siostrzeńca - takie maleństwo (małe jak paproszek, jak to powiedział mój Guć), to się dopiero miło dotyka! I wącha i w ogóle...
    I co? I nic. Mam nadzieję, że jednak większość ludzi ma pod kopułką poukładane i nie wszystko im się kojarzy z jednym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz Młody powiedział, widząc malutkiego kuzyna On jest mały jak haczyk!

      Usuń
  9. fajny post. ja chcę, żeby moje dziecko wiedziało, że są granice jego intymności, których nikt nie ma prawa naruszyć. ale mam nadzieję, że uda mi się to przekazać w sposób, który nie wykrzywi mu spojrzenia na całą rzeczywistość.
    mam wrażenie, że bardzo łatwo pozbawić dziecko tej niewinności. czasem mogą wystarczyć teksty kolegów, nawet takie jak przytoczyłeś. a niestety, gdy ktoś to straci, to nawet takie słowa, jak bpa Długosza, będą mu brzmieć "podejrzanie". smutne to.
    co do afery salezjańskiej - przesadzili, nie powinni byli bla bla bla. ale czy to był temat na ogólnopolską ekscytację? oczywiście jeśli się go odpowiednio nadmuchało, to tak.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.