sobota, 13 października 2012

Syn zna ojca swego

Dziś piękna pogoda się trafiła. Pierwsza połowa października spędzona w ogrodzie. Grabienie liści, kosiarka, sekator. Tymek pomaga jak może, czyli wariuje z grabiami, łopatami etc.

Teściowie wychodzą przed dom, by posprzątać i przystrzyc krzewy trzmieliny. Tam tradycyjnie lądują śmieci przechodzących ludzi, papierki, ogryzki, zgniecione puszki po piwach... Syf po ludziach ten cały.

Tymek rzecz jasna pomaga. I oto skutek tej pomocy:

przybiega i woła:

- Tata, mam dla ciebie prezent!

I pokazuje mi coś takiego. 
    




Plastikową butelkę po wiśniowym napoju wyskokowym. A w środku gałązka jedna smętna.

- Dzięki, synek - mówię. - Piękne to...
- Tak. Jak tylko to zobaczyłem, to pomyślałem o tobie.
- Super...
- I będziesz mógł to zabrać w poniedziałek do szkoły...



12 komentarzy:

  1. Super! Teraz tylko nauczyć, żeby pełne przynosił :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie. Koniecznie do szkoły! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniedziałek, Elu, trzeba zacząć z przytupem!

      Usuń
  3. po świecie nauczyciela to niezły ''prezent''

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiaj poniedziałek. No i co, i co? Podobało się w pokoju nauczycielskim? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, choroba mnie zmogła. Migdałki mam jak pociski typu ziemia-powietrze. Nie mówię i temperatura mnie rozkłada...

    Koledzy i koleżanki muszę poczekać.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.