wtorek, 2 października 2012

Dzień grozy

Rano zawożę Synka do przedszkola. Worek z czystymi rzeczami spakowany. Chomik-zabawka na drogę i by się kolegom pochwalić, a może bardziej pani. Kurtka, sweter. Jazda!

Potem do szkoły. I już wysiadając z samochodu, pomyślałem sobie: "No ładnie jestem dziś zakręcony. Telefonu nie wziąłem z domu i bez papierów jechałem..."  Ładnie się październik zaczyna!

Bez telefonu jak bez ręki. Nie mam zegarka, więc wszystkich wszędzie pytałem, ile jeszcze do końca lekcji lub kiedy się skończy przerwa. Aj, niewygodne to.

Zahaczając o przedszkole, wracam do domu i spodziewam się znaleźć telefon pod poduszką, gdzie ostatni raz widziałem do rano. Nie ma! Biorę komórkę Żony i dzwonię, licząc na to, że gdzieś się odezwie znajomy sygnał (gdy dzwoni Żona, brzmi ta melodyjka ), ale jest cicho, przerażająco cicho...

- Ty idioto! - wołam do siebie - Nie włączyłeś dźwięku w telefonie. Teraz możesz sobie szukać.

Cały dom przekopany. Każde pomieszczenie! Podejrzewałem już dzieciaki - głupi kawał lub odruch naturalny, by coś schować między zabawkami. Przesłuchiwane dzieci nie przyznają się do winy.

Samochód też prześwietliłem. Boże, ile w nim śmieci...

Wieczór nastał, więc pogasiłem wszystkie światła. Dzwoniłem, licząc na to, że rozbłyśnie gdzieś jego ekranik...

Nic! 

Taka strata! Zdjęcia z wakacji, pomysły na imiona piratów, projekty sprawdzianów, wzór na perpetum mobile, najbłyskotliwsze teorie filozoficzne ostatnich dekad, przepis na niezawodne lekarstwo na katar... Wszystko ta miałem.

Nawet Teściowa włączyła się w poszukiwania, ale musiała dać za wygraną, chociaż parę dni temu bezbłędnie zlokalizowała telefon Teścia.

Poszedłem spać zrozpaczony. Zdołowany. W żalu nieutulonym... Jaki to wszystko ma sens teraz? Nawet "M jak miłość" nie obejrzałem w ramach depresji.

Dziś odwożę Synka do przedszkola. Mam ciut inne zmartwienia - Tymek przyznał się, że czasami nie je śniadania, gdy jest coś, co mu dziwnie smakuje. Załamał mnie tym, bo wtedy nic nie je od rana aż do 14, gdy mają drugie danie (wcześniejszej zupy jeszcze NIGDY nie zjadł). A czasem nawet drugiego nie raczy spróbować, gdy "dziwnie wygląda."

Synek zdejmuje kurtkę. Ja wieszam ją na na wieszaku, na którym od wczoraj dynda sobie worek z rzeczami. A co mi tam, myślę, i zaczynam obmacywać worek... Coś twardego i klockowatego. Nie, to niemożliwe...

Telefon. Mój. Nie miał wyłączonego dźwięku! 32 nieodebrane połączenia z telefonu Żony! Plus sms o treści: "Chcesz mnie poznać? Wysyłam Ci darmową fotkę. Wyślij wiadomość pod numer..."

PS

No to chyba dziś obejrzę powtórkę "M jak miłość."




16 komentarzy:

  1. Od razu podejrzenia na dzieci! A potem będą miały do końca życia skazę, że ojciec im nie ufa!

    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, niezły psycholog (ich Mama) jakoś sobie z tym poradzi...

      Usuń
    2. Jak zwykle: tata od psucia, mama od naprawiania!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Agato, masz zdolności nadnaturalne?

      ;-)

      Usuń
    2. Nie, też mam takiego chomika;)
      Ale Ci powiem, że kiedyś to te zabawki jakieś lepsze były. I w kinderniespodziankach i w mealu.
      Wzięliśmy w niedzielę Włada do Maca i dostał pierwszego hm.: frytek podzióbał, napój posiorbał, ale od burgera uciekał i nawet spróbować nie chciał. Wolał chlebek z masłem, szynką i pomidorem. Ale chomikiem jeździ;)

      Usuń
  3. O rany... Poszukiwania na szeroką skalę, skoro nawet teściowa ;)))
    Ja też tak mam z telefonami, co to są, a ich nie ma; a jeszcze gorzej ze znikającymi kluczami - się człowiek namęczy, żeby zlokalizować i móc wyjść z mieszkania lub do niego wejść...
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klucze to drugi zestaw uciekinierów, potem jeszcze tylko portfel i kluczyk od samochodu. I mamy komplet. Albo idealny zestaw powodów, by zostać w domu...

      ;-)

      Usuń
  4. ale to była akcja zorganizowana na szeroką skalę :) nic ciekawego nie było w M jak milosc :)akurat prasowałam:) a widzisz to wszystko przez tę wiewiórę !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę z tą wiewiórą pogadać jednak...

      pzdr

      Usuń
  5. To wszystko przez wiewiórkę;P ... o powtórzyłam za kolezanką powyżej:/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam tylko jedno pytanie: kto produkował Twój telefon? NASA? Serio w telefonie może się zmieścić tyle rzeczy?

    P.S.
    Ja też nie lubię, jak mi coś dziwnie wygląda, albo - nie daj boże - dziwnie smakuje. Do tego nie lubię, jak w jedzeniu są jakieś dziwne rzeczy, które nie służą do jedzenia (na przykład kości - nie znoszę ogryzać kości). Można z tym żyć, ja już zacząłem trzecią dekadę. Może nie jestem idealnie zbudowany, ale jakoś ciągnę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary, to zwykła staroświecka, niedotykalna Nokia, ale mój sentyment do tego telefonu hiperbolizuje jego zawartość...

      pzdr

      Usuń
  7. Ta sytuacja pokazuje jak bardzo jesteś wciągnięty w to przed czym uciekasz.
    Chyba nie ma dla Ciebie ratunku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Quis, trochę nie jarzę...

      Piszesz serio, ironizujesz?

      Daj na priv, jeśli wolisz.

      Usuń
  8. Grunt, że się znalazł i to daje wiarę w to, że jak czegoś nie szukasz i czekasz cierpliwie - to wtedy wszystko się uklada!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.