sobota, 15 września 2012

Ten zły


Naszło mnie, gdy znalazłem w Sieci ten obrazek. Oczywiście, może to kompletnie niewiarygodna (i bezużyteczna) informacja, ale pomyślałem sobie, że w końcu znalazłem się w grupie osób będącej jakąś tam większością. Całkiem to przyjemne, przyznam. 

Potem zastanowiło mnie, dlaczego to akurat taki "zły" zwyczaj jest, skoro robi to podobno większość? 

No a na końcu  przypomniałem sobie sytuację taką oto:

Była zima. Rok temu, dwa lata temu. Nieważne. W każdym razie srogo napadało śniegu przez jedną dobę. Sypało i sypało, przestać nie chciało. Drogowców oczywiście też zasypało, co jest akurat dość typowe dla polskiej zimy. 

Koleżanka wpada rano do pokoju nauczycielskiego. Cała roztrzęsiona, bo dzień w dzień dojeżdża do pracy drogami gminnymi, drogami trzeciej lub czwartej kolejności odśnieżania. 

- Jechałam całą drogę za autobusem - opowiada -  całą drogę 30 km na godzinę. Droga fatalna. Nic nie odśnieżone. Nic! Kompletnie! Ale co widziałam! Autobus się zatrzymuje nagle. Przystanek pewnie, myślę sobie. Drzwi się otwierają, wysiada jakaś kobiecina. Zeskakuje z ostatniego stopnia i... wpada po szyję w śnieg! 

Ja (ten zły, pamiętajcie) w śmiech. Wystarczyła sekunda, gdy moja wyobraźnia przełożyła na język obrazów tę historyjkę. Sekunda i eksploduję niekontrolowanym chichotem. 

Druga koleżanka, mrożąc mnie wzrokiem, mówi lodowatym głosem:

- To nie jest śmieszne. Ta kobieta mogła dostać zawału...

Zło zostało skarcone.


15 komentarzy:

  1. Ale ja chyba też bym się zaczęła śmiać - więc nie jesteś sam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyłabym ze śmiechu, jesteś rozgrzeszony :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem lodowatego głosu koleżanki, przecież jak sobie to wyobrazisz, to bardzo śmieszna scenka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak z Benny'ego Hilla, którego uwielbiam...

      pzdr

      Usuń
  4. Bracie! Ja też tak mam. I też mnie karcą - razu pewnego mój były szef miał włamanie do domu i był strasznie zdenerwowany, opowiadał o zajściu z wielkim przejęciem. Zapytałam o dzieci, a on na to, że Kasia się tak zdenerwowała, ze aż się porzygała.
    A potem nie odzywał się do mnie przez dwa dni.
    A to przecież nie moja wina ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. O litości , ale się uśmiałam , lepsze niż dowcip :-))))
    Dlaczego zawsze cudze nieszczęście jest takie śmieszne :-)))
    Biedna kobiecina wpaść po szyję w śnieg tak znienacka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieszczęścia bliźnich, ech... Temat rzeka. Co my, biedni śmiertelnicy, możemy poradzić na to, że czasem nie wypada, ale ubaw jest?

      Usuń
  6. Ja bym, co gorsza, parsknął śmiechem, gdybym siedział w tym autobusie... To by dopiero było złe!

    Poza tym, 'nieodpowiednie rzeczy' i 'nieodpowiednie momenty' to bardzo nieostre kategorie... Wiecie, dla kogoś, kto właśnie wpadł w śnieg, to pewnie nieodpowiedni moment do śmiechu, dla kogoś, kto siedzi obok...
    I tak powstała nowa kategoria: śmiech Kalego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakbym w tym autobusie siedział... nie no, już chichoczę!

      Usuń
  7. To był najwłaściwszy moment na śmiech. Koleżanka pewnie też została wysadzona z autobusu do zasypanego do równa z drogą rowu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marku, czyli to był dobry moment na współczujący śmiech...

      Usuń
  8. Koleżanka była zbyt serio. Scenka była śmieszna, przecież kobieta nie skręciła sobie karku.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.