środa, 19 września 2012

Na poważnie

1930-1973


Ten jegomość na fotce powyżej to Ota Pavel. Czeski pisarz, dziennikarz sportowy, imający się różnych zajęć syn Żyda i rodowitej Czeszki. 

Człowiek, którego los wzrusza mnie za każdym razem. Człowiek zmiażdżony w osobliwy sposób przez makabryczną historię Europy Środkowej. Autor zaledwie 3 krótkich tomów prozy wspomnieniowej, dzięki którym na trwale trafił do gwiazdozbioru niezwykłych prozaików czeskich.

Jego historię przypomniała mi książka "Praski elementarz" autorstwa Aleksandra Kaczorowskiego. Książka świetnie opowiadająca o losach pisarzy wplecionych w migotliwą i momentami obrzydliwą materię XX wieku. Haszek, Hrabal, Havel, Skvorecky, Pavel...

Jego dwaj bracia i ojciec (Żydzi) zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych, ale (tu uwaga!) wszyscy wojnę przeżyli! To podobno jedyny taki przypadek w historii II wojny światowej. Sam Ota był za mały, by trafić do obozu, więc przeżył kataklizm u boku matki-Czeszki. 

Po wojnie na krótko trafił do kopalni, potem zakotwiczył się w redakcji sportowej Czechosłowackiego Radia, trenował młodzież. Groza wróciła, gdy Pavel wyjechał do Austrii, by relacjonować IX Zimowe Igrzyska Olimpijskie. 

Patrząc z boku, wyglądało to tak: Pavel po prostu wysiadł z autobusu wracającego do Czech i... "zobaczył pewnego pana jako diabła w całej okazałości, miał rogi, kopyta, sierść i wiekowe spróchniałe zęby." Potem poszedł w górę nad Innsbruckiem, żeby podpalić zabudowania wiejskie. "Byłem przekonany, że taka jasność rozproszy mgłę. Wyprowadziłem już krowy i ogiery ze stajni, żeby nie spłonęły, kiedy dopadła mnie policja. Założyli mi kajdanki i poprowadzili w dolinę. Wymyślałem im, zdarłem z nóg buty i szedłem po śniegu jako Chrystus, którego prowadzą na krzyż."

Diagnoza - cyklofrenia, psychoza maniakalno-depresyjna z elementami schizofrenii. 

Zaczyna się leczenie psychiatryczne. Pacjent poddany jest terapii, bardzo specyficznej - ma cofnąć się w czasie do najszczęśliwszych momentów życia i spisać swoje wspomnienia. 

Tak powstają „Śmierć pięknych saren” i „Jak spotkałem się z rybami.” Przecudnej urody wspomnienia z dzieciństwa Pavla. Proza całkowicie autobiograficzna. Ciepła, idylliczna, pełna nienachalnej poezji, czaru i wdzięku. Zapis najczystszych i upojnych chwili młodości, gdy największym zmartwieniem było... nie, nie było zmartwień.

To właśnie ta arkadyjskość, lekko przyprószona grozą hitleryzmu (o którym lapidarnie i  też dość humorystycznie traktuje narrator), oczarowała mnie i tysiące innych czytelników. 

Czytałem esej poświęcony Ocie Pavlowi w szkole, na dużej przerwie, w gwarze i chaosie kłębiących się głosów. Ale gdy dotarłem do fragmentu, który zacytuję, poczułem się, jakbym dostał odłamkiem lodu prosto w łeb. Ścięło mnie. Zamurowało. Zdruzgotało.

Dlaczego Pavel oszalał?

"Ota mawiał: Mój mózg się zaciął, jak gdyby zeszła na niego cała mgła z Alp. Ale to przyszli tylko niemieccy kibice hokejowi. Wrzeszczeli jak opętani, jak to już Niemcy robią na całym świecie, bo inaczej nie potrafią. Ota, który siedział obok nich, w jednej chwili usłyszał wrzask gestapowców, którzy wpadli do nich do mieszkania., Hitlera, jak wrzeszczał w radiu, i zobaczył wszystkie te okropności wojny, które spotkały jego rodzinę." 

Słowa te spisała dawny uczeń Pavla ze szkółki hokejowej.  

Pavel zmarł, nigdy nie otrząsnąwszy się z obłędu.

Moja Żona po lekturze tego fragmentu długo nie mogła dojść do siebie. W czasach, gdy anuluje się podział na Katów i Ofiary, na Złych i Udręczonych przez Zło, na Napastników i Obrońców, zacytowane słowa mogłyby "źle" świadczyć. 

Mogłyby nie być "poprawne", rozważne i wyważone. Mogłyby zakłócać "dobrosąsiedzkie" stosunki etc. Mogłyby szkalować Niemców. Podkopywać wspólne budowanie Jutra. 

Cóż... mnie już jakoś się dziwnie zrobiło, gdy na jakimś kolejnym uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego Ważna Osoba powiedziała, że 1 września to również smutna rocznica, ale pamiętajmy, że to nie Niemcy dopuścili się tych okropieństwa, tylko "źli ludzie." "Źli ludzie..." Taaaa.......

Ale z drugiej strony słyszałem gdzieś cichą, niemedialną wypowiedź dziadka, który przeżył wojnę:

"Proszę pana, ja w czasie wojny nie słyszałem języka faszystowskiego. Nie strzelali do nas żołnierze mówiący po hitlerowsku. Mordowali nas ci, którzy mówili po niemiecku..."

Tu urwę...





20 komentarzy:

  1. bo zmiana w nazewnictwie zmienia myślenie -powoli ale skutecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Sny o wojnie prześladują mnie od dzieciństwa. Nie wiem czemu, ale są straszne.
    A na Wyspie dzieci uczą się o II WŚ - głównie o tym, że żywność była racjonowana a źli Niemcy zrzucali bomby. I tyle.
    Brak słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się tworzy analfabetów żyjących TYLKO ku chwale teraźniejszości i mgławicowej przyszłości.

      Usuń
  3. Europa to teraz taki tort z zakalcem, nie wiadomo z czego, bo już tyle warstw lukru położono, a co nowsza to słodsza...

    Kto powiedział że kłamstwo powtórzone 1000 razy staję się prawdą?
    No kto? ;)

    Ale nic to, lukrujmy dalej, bez tego nie ma przyszłości...

    (Rozważam możliwość rozpoczęcia nauki niemieckiego.
    W końcu przyjaciół trzeba mieć blisko a

    Tu urwę...)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy umrą wszyscy z pokolenia , które pamięta wojnę,
    obraz wojny zacznie się radykalnie zmieniać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się zmienia. Historię ponoć piszą zwycięscy. dziś piszę ją wiodąca gospodarka Europy.

      Usuń
  5. wiesz co ... aż mnie przytkało
    Śmierć pięknych saren czytałam sto lat temu niewiele wiedząc o autorze, poszperałam dopiero później, udało mi się tez kupić książkę ... pamiętam z niej ciepły, pełen humoru klimat ale z podszewką, szorstką, swędzącą podszewką, która do tej pory mi ciąży ...
    pięknie napisałeś ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, nie chciałem tanio wzruszać, ale ta historia mnie po prostu miażdży...

      Usuń
  6. O "Sarnach" słyszałam, ale nie znałam historii autora. Dzięki...

    OdpowiedzUsuń
  7. A wyszła ta książka teraz kolejny raz, czy wydanie sprzed lat dorwałeś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nową wersję.

      Szybko się czyta. Właśnie walczę z (pozytywną)recenzją, ale przyjemna to walka.

      pzdr

      Usuń
  8. Poprawność polityczna. I tak ludzie zapominają, a wciąż malejąca liczba osób tamtego pokolenia niepokoi.

    A "Śmierć pięknych saren" to jedna z najpiękniejszych książek, które czytałam.

    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja z innej bajki: czytając Twojego bloga (oraz nieco więcej w ogóle niż przeciętny Polak)łapię się na tym, że podziwiam Twoje oczytanie.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phazi, dzięki, ale nie mogę się cały zgodzić. Bez fałszywej skromności, ale znam duzo baaardziej oczytanych. Po prostu znamy inne książki, mamy inne kosmosy biblioteczne.

      Nic więcej albo niewiele więcej.

      Jedyne, co wiem na pewno, to to, że umiem jakoś tak automatycznie kojarzyć różne książki, teksty, biografie w jedną całość. To fakt, ale to też myślenie wykształcone przez szkołę niż coś wrodzonego.

      Niemniej dzięki, Stary!

      Usuń
    2. Kosmosy literackie mamy zupełnie inne, to fakt.
      Moim zdaniem: myślenia nie da się nauczyć. Trzeba się urodzić jako człowiek myślący. A nie każdy daje radę...
      Tak więc szacun. I tyle.

      Usuń
  10. Nasunęła mi się taka refleksja, że Austriacy działali ręka w rękę z Niemcami a nigdy nie mówi się, że odpowiadają za to, co się działo w czasie wojny. A przecież byli obecni na wszystkich szczeblach niemieckiej machiny wojennej i udział w zbrodniach brali tak samo jak Niemcy, ze nie mniejszą chęcią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, pewnie gdzieś to w Austrii tkwi. Gdzieś ich to boli, ale co my wiemy...

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.