wtorek, 4 września 2012

Dnia 4 września...

- Dzień dobry - mówię wchodząc do klasy, którą będę uczył w tym roku - Nazywam się... i wszystkie plotki krążące na mój temat są prawdziwe.

Może to i czerstwy tekst, ale nie mogę się powstrzymać. Rzadko kiedy tak mocno buzują we mnie emocje. Nowa klasa. Grupa młodych ludzi, których trzeba poprowadzić, pokazać, ukształtować, nauczyć... Napięcie jak na pierwszej randce. 

Pierwsze wrażenie zrobić. Nie zepsuć czegoś (choć i tak się psuje, po drodze, samo z siebie, gdy znika urok "nowości"). Zaskoczyć, zajść z obu flank jednocześnie. Pobłaznować.

"On tak na serio to wszystko mówi czy tylko za dużo kawy wypił?" - niech tak myślą. 


A potem do roboty - zaserwować kolejność lektur, podać zasady oceniania, podkreślić najważniejsze zasady panujące na lekcji ("Panuje tu całkowity zakaz bycia idiotą!"), poczekać parę sekund na dzwonek i wrócić do pokoju nauczycielskiego. 

Nabrać sił do spotkania z klasą, z którą znamy się od dwóch lat. 

To nasza niemal 250 randka...

36 komentarzy:

  1. Powodzenia w dalszej mordędze... to znaczy, pracy chciałem napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mordęga się zacznie za jakieś 3-4 tygodnie, gdy opadnie kurz po pierwszych ekscytacjach.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Komandosów z Nawarony... hi hi hi... Coś się znajdzie nawet

      ;-)

      Usuń
  3. Po wielu latach mówienia stanowczego: nie, zaczyna tlić we mnie jakiś niedosyt... A może by tak spróbować młodym ludziom do głów wbić kilka mądrych rzeczy, do mądrych rzeczy wymyślania zmotywować?
    (Ups, przez sekundkę pozazdrościłam Ci tego stresu pierwszej randki).
    ;)
    Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo wiem, czym byłyby te "mądre rzeczy." Ja myślę, że oni jakąś tam mądrość mają, ale trzeba szlifować te węgle, by nie zgubić diamentów.

      pzdr

      Usuń
  4. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Byle nie za ostro bo nić porozumienia przepadnie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, rzadko się nie rwie po jakimś czasie. Ale wrażenie się liczy. fakt!

      Usuń
  5. :-) Pierwsze randki są fascynujące... zazwyczaj... i pamięta się je bardzo długo:-)Niestety często są jedynie chwilową iluzją i odrobiną ekscytacji, które już po kilku spotkaniach okazują się "przerostem formy nad treścią":-)
    Jakkolwiek dla tej wyjątkowości chwili, warto pokusić się o kolejnych pierwszych randek moc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to cała prawda o czarowaniu bliźnich...

      Ech...

      Usuń
  6. Każda randka - czy pierwsza czy już enta - czymś nas przecież zaskakuje!

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś chyba przegapiłam ,.. A czego uczysz jeśli to nie tajemnica ??
    No no no z nauczycielem na randkę ? Też bym chciała :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polonista. Zawód potencjalnie niebezpieczny, zważywszy na to, ilu nauczycieli traci dzis pracę

      :-(

      Usuń
    2. A taki groźny byłeś jak matematyk ;-)))

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Tyle zmarnowałem na szukanie kredy. Kurde!

      Usuń
    2. Trzeba będzie nadrabiać :)

      Usuń
  9. Gdyby wszystkie pierwsze randki zaczynały się od takiego jasnego stawiania kwestii co do oczekiwań na przyszłość... Lista tego, zasady tamtego...
    Wiele związków w ogóle by się nie narodziło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza zakaz bycia idiotą mógłby wiele związków szybko anulować - byłbym wiecznym kawalerem.

      Usuń
  10. Moja gimnazjalna dziecina dziś właśnie ma lekcję polskiego z nową nauczycielką. Natasza jest jej bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawość dzieci jest bezcenna.

      Usuń
    2. Babka od polskiego spoko - tak usłyszałam od córki po powrocie ze szkoły :)

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. szkoda,że już nie chodzę do szkoły, chciałabym żebyś mnie uczył :)))musisz być fajnym nauczycielem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, czar pryska szybko, gdy trzeba wymagać, pilnować, wstawiać ndst, wywiązywać się z wszystkiego.

      Usuń
  13. Ja w tym roku nie mam co prawda pierwszych klas, ale dobrze prawisz o tych pierwszych lekcjach...

    OdpowiedzUsuń
  14. Znowu czytam o sobie, o swoich emocjach z ostatnich dni :). Wszystko to prawda najprawdziwsza. Pozdrawiam. Ewela

    OdpowiedzUsuń
  15. ...czyli intelekt przyprawiony szczyptą szaleństwa jest najlepszym afrodyzjakiem. W sensie podniety intelektualnej oczywiście. Jak czytam powyżej odzew gwarantowany i w wieku poszkolnym.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pod warunkiem, że sól nie wywietrzeje...

    If you know what I mean...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję się, że nie załapałem.

      Usuń
    2. "Bądźcie solą ziemi i światłem świata! Bo jeśli sól utraci swój smak..."

      A jeśli nauczyciel straci entuzjazm...

      Usuń
    3. Dzięki
      P.S. A jeśli straci entuzjazm to będzie ratował go profesjonalizm.

      Usuń
  17. Pobłaznować z nową klasą? Hmmm, co człowiek to inny punkt widzenia. Moja kariera pedagogiczna była krótka. Strasznie nie lubiłam tego zajęcia. Ponieważ z natury jestem leniwa, więc musiałam wymyślić jakąś metodę, by ich czegoś nauczyć i mieć poza tym spokój, bo inaczej wleźliby mi na głowę. Krótko mówiąc, chodziło o to, by się bali:)
    Dlatego zawsze na początku zajęć mówiłam sobie: "jesteś treserką lwów. Musisz ich przestraszyć, żebyś nie miała z nimi dużo roboty i żeby cię słuchali". Byłam zimna i odpychająca. Wyrażałam się krótko i służbowo. Moi studenci pracowali potem jak mróweczki. Nie musiałam się wcale wysilać na kolejnych zajęciach specjalnie. To oni jeden przez drugiego się wysilali. Potem tak pomalutku popuszczałam cugli, popuszczałam, aż oni po paru miesiącach sami do mnie przychodzili i mówili: "ale pani to tak naprawdę jest sympatyczna":))) A po latach dochodziły do mnie słuchy, że dałam im wprawdzie popalić, ale dużo się u mnie nauczyli. A wszystko przez moje lenistwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, wyraziłem się zbyt "lirycznie" - nie miałem na myśli robienia cyrku, błaznowania w stylu szołmenów z naszej TV.

      Ja po prostu głęboko wierzę w to, ze co jakieś 7-10 minut uczniom należy zaserwować żarcik, ruszyć w zupełnie inną stronę niż przewiduje to "program", nadgryźć ich zaufanie do tego, że wszystko o wszystkim wiedzą...

      Najlepiej wspominam wcale nie tych treserów, którzy przez 45 minut na nas warczeli, ale tych, którzy byli nieoczywiści, ryzykowni i aroganccy intelektualnie.

      Niewielu ich było, ale ja miałem szczęście ich spotkać...

      pzdr

      Usuń
  18. Aaa, rozweselenie publiki co 15 minut to znany styl amerykański. Podziwiam, jeśli ktoś to potrafi stosować w szkole. Dobra metoda, jeśli ma się do tego predyspozycje. Ja raczej nie mam.
    Najbardziej w tej całej pracy z młodzieżą wkurzało mnie to, że mam tyle i tyle czasu, a przy tym tyle i tyle materiału do przerobienia. Dlatego postawiłam na pragmatyzm: muszę ich czegoś nauczyć i mam gdzieś, czy mnie będą lubić. Wolałam, by myśleli, że jestem wredna, choć czasem strasznie mnie męczyło to udawanie wrednej.
    Ale dodam, że wspaniale pracowało mi się z dorosłymi osobami, które jeśli się czegoś uczą, to przychodzą i zachowują się jak należy. Po prostu - wiedzą po co przyszły. Kilka lat temu prowadziłam taki kurs dla dorosłych i to było cudo, nie praca. Byłam rozluźniona i uśmiechnięta. Na szczęście, dorośli słuchają, nie wiercą się w ławkach i w ogóle traktują sprawę poważnie. Chyba byłoby lepiej, gdyby szkoła była dobrowolna, a nie przymusowa. Jak się dzieciaki nie chcą uczyć, albo się nudzą, won ze szkoły i po kłopocie!

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie tylko amerykański - to oczywiste pod każdą szerokością geograficzną, że uwagę skupić możemy nie na dłużej niż 15 minut. Potem odpływamy. Wtedy jest czas na chwilkę cyrku...

    A dorosłych też uczyłem przez jeden semestr - mam podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.