wtorek, 18 września 2012

Czerwony smok

Dziwne akcje wczoraj. Rano Kalina znalazła swojego starego czerwonego smoka, wcześniej kompletnie zmasakrowanego na okoliczność rosnących zębów trzonowych. Smok, ten silikonowy dziubek, pogryziony, podziurawiony i... o zgrozo! Brakowało końcówki!



Wpadliśmy w panikę, że Młoda tę końcówkę po prostu pożarła. Nic wesołego, chociaż - "łatwo weszło, łatwo wyjdzie" - jak mawia moja znajoma o pochłoniętych przez dzieciaki przedmiotach.

Noc kiepska. Mała późno poszła spać. W nocy wojowała. Płakała. Ale żadnej temperatury, nic niepokojącego. Po prostu szaleństwa ząbkującego dziecka.

Dziś zdradzam uczniom powody słabszej kondycji intelektualnej - nie mogłem się wysłowić, zebrać mysli, zadawać sensowych pytań.

- Wiecie, przygody z dzieckiem - zaczynam - Córa wczoraj odgryzła kawałek smokach chyba...

- YEAH! - odzywa się głos z sali - Wiedziałem, że one istnieją!

8 komentarzy:

  1. To ja trochę o smoku, trochę o ostrożności rodziców.
    mamy znajomych, a oni mają młodszego synka w wieku mniej więcej naszych Chłopaków. Podczas jednego ze spotkań, kiedy Młodzi byli jeszcze mali, któremuś wypadł smoczek - oblizany przez mamę wrócił do właściciela. Kolega komentuje: pierwszemu dziecku, to się wyparza, drugiemu - oblizuje. Trzeciemu pies obliże ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies Ci smoka lizał... - brzmi dziwacznie przynajmniej.

      ;-)

      Usuń
    2. Za to jakie życiowe to brzmienie!

      Usuń
  2. Bosz, aż o obrazka myślałam, że to jakaś nowa moda, dawanie dzieciom takich gryzaków jak psom, a że w kształcie smoków, rzecz gustu i może jeszcze lektury 'Gry o tron'...
    No ale ja też dzisiaj niewyspana...

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie, że ten okres już za nami;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.