piątek, 17 sierpnia 2012

Kolega z autem z makaronem na L

Wybaczcie, że nie odpisałem na żaden komentarz pod poprzednim filozoficznym postem - byłem z rodziną w Kaliszu, u Rodziców. Pojechaliśmy omówić baaardzo ważną kwestię, która mogłaby zaważyć na całym życiu mojej rodziny. Może kiedyś się ujawnię, nie teraz. Generalnie, zgryz i ostry zakręt przed nami.

Ale nie o tym, nie o tym.

Wybrałem się kiedyś na krótki spacer w górę swojej starej ulicy. W sumie zwiedzić resztki tego, czego nie pożarł czas. Obejrzeć boisko, na którym grałem całymi godzinami, obejrzeć swoją starą podstawówkę, policzyć wciąż niezałatane dziury w chodniku, olbrzymie topole, stare domy, rozsypujący się budynek polikliniki...

Taki spacer sentymentalny, gdy serce płacze, patrząc, jak przemija postać tego świata i gdzie są wszyscy ci, którzy wypełniali kiedyś tę przestrzeń krzykami, nawoływaniem, śmiechem i (czasem) przekleństwami...

Nagle z jednego z domów wychodzi mój kumpel z liceum. Wiedziałem, że tu mieszka, ale od dawien dawna go nie widziałem. Przywitaliśmy się, no i tradycyjny zestaw pytań zawisł w powietrzu - co porabiasz, jak rodzina, kogo spotkałeś ze starych czasów...


- Co u ciebie? – pytam.

- Niedawno wróciłem z Anglii… - rozwinął opowieść, jak tam się ponoć inaczej żyje, jacy inni są ludzie, jak łatwiej, jak przyjemniej. Nie został, bo tu żona, dziecko w szkole podstawowej, a tam podły klimat, deszcz, wiatr…

-  A teraz co?

- Widzisz – odwraca się i wskazuje ręką samochód obklejony fotosami świderków, rurek, wstążek, kokardek… - Makaron wożę i błagam po sklepach, by ktoś cos wziął.

-   A żona?

- W Rossmannie na kasie. Teraz tam każda dziewczyna ma wyższe wykształcenie. Tak się porobiło teraz.

- No to przynajmniej można z kimś inteligentnym w pracy pogadać – żartuję sobie gorzko, ale do śmiechu nam nie jest. O nie. Co u mnie? – jedna Żona, dwójka dzieci, nauczyciel, wywiało mnie 100 kilometrów od domu i jest mi z tym czasem ciężko. I w ogóle jest ciężko, bo widzisz, jak to się wszystko sypie, cały kraj, wszystko...

- Kurcze, Tomek – mówi kumpel – ty to powinieneś w domku nad jeziorem siedzieć, stukać w maszynę do pisania i jakiegoś Harry Pottera napisać. Już byś się niczym Ne martwił. Tak sobie zawsze ciebie wyobrażałem…

A ja, po uściśnięciu sobie rąk na pożegnanie, pomyślałem sobie:

- A dlaczego by nie? A dlaczego by, kurde, nie…

Ale w myślach nie postawiłem wykrzyknika na końcu zdania. Raczej dałem spokojnie odejść do krainy potencjalności temu, co mogłoby zamienić się w ładną literacką legendę.

Tu żył i tworzył Bosy Antek


17 komentarzy:

  1. po drodze mi z tym postem ...
    tylko ja mówię eeeeeeeeeeeee nieeeee, po co? a potem to juz tak jak Ty;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisze ci pewien cytat, ktory wklepalam sobie dzisiaj pod tytulem bloga. Bolesnie prawdziwy.
    "Twenty years from now you will be more disappointed by the things that you didn’t do than by the ones you did do. So throw off the bowlines. Sail away from the safe harbor. Catch the trade winds in your sails. Explore. Dream. Discover.”
    Mark Twain

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, brzmi magnetycznie, ale ja wolę opowieść z Łukasza Ewangelisty: Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: "Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć".

      pzdr

      Usuń
    2. Jest jeszcze ewangelia Sw. Mateusza i przypowiesc o talentach...Pamietasz, kogo Pan nagrodzil i za co? :)

      Usuń
  3. Niekoniecznie, tyle harlekinów się sprzedaje ...
    Masz lekkie pióro...
    Sprawdź niezobowiązująco....
    Tutaj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nie chciałbym przegonić męskiej części widowni. Chyba żebym momenty co trzeci akapit wstawiał...

      ;-)

      Usuń
  4. Szczera prawda, a skrobnąć byś coś mógł:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak realistyczny wpis, że... strach.
    Pisz Pan, pisz - gawiedź przeczyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A co jak się jest mężem i nauczycielem i się nie mieszka nad bajorkiem to już nie można kuźde Pottera napisać? A może Quo Vadisa kolejnego? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co slyszalam, to Pottera- przynajmniej pierwsza czesc ( cos mi komputer siada,nie mam polskiej czcionki,sorry!!!)napisano na serwetkach, w knajpie, do tego z desperacji i z braku srodkow finansowych.
      Jednym slowem, jak to u nas mowia irlandzcy gorale: no excuses my friend!

      Usuń
  7. Właśnie, dlaczego nie?
    Zaczytuję się w Twoim blogu w miarę wolnego czasu (a wierz mi, że nie każdego tak chętnie czytam). Masz to coś, co przyciąga do czytania, z tego co widzę - nie tylko mnie :)
    Serio mówię - będzie kiedyś lepszy moment?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A co do pielgrzymki - zawsze można iść z żoną i dzieciakami ;)
    Da się :D

    OdpowiedzUsuń
  9. :) wiesz... ja sobie właśnie o tym marzę, ale nie wiem dlaczego mam tak trudno się zebrać... pomysły są... ale jest też jeszcze jakiś dziwny strach nie wiadomo przed czym... :) powodzenia życzę :) chyba należy próbować sił! No nie? :)

    P.S. Czyli ogólne uwielbienie Pragi? Piwko czy coś więcej? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Marzenia są piękne i niektóre z nich na pewno są warte realizowania...jeśli jesteś uparty, nie będziesz się przejmował małymi rzeczami, które staną na drodze, i będziesz miał satysfakcję z tego co robisz - to dlaczego zadajesz to pytanie? Może i nie znam Cię długo - ale wiem, że wszystkie wymienione rzeczy są na Tak! Sama kiedyś zastanawiałam się po co mi pisanie...skoro nie pracuję w branży o której zawsze marzyłam...los chciał inaczej ale linie lotnicze to też wyzwanie...moje zamiłowanie spełniam inaczej - piszę teksty turystyczne na zamówienie...i mimo, że nie raz brakuje czasu, ochoty i siły - to mam wielką frajdę po każdej skończonej stornie, zwłaszcza, że ktoś to docenia a ja czuję się spełniona! Bo kiedy Bosy Antku jak nie teraz? Nie ma że kiedyś, że może potem - trzeba liczyć to co jest tu! i być do diabła czasami egoistą - bo to ja mam być szczęśliwa!

    OdpowiedzUsuń
  11. Mógłbyś napisać taką refleksyjną opowieść o pokoleniu przełomu, o tym co czas pożera, a co się samo rozwiewa jak dym... Powieść chwytającą za serce a zarazem dającą po pysku. Kultową.

    A potem 20 lat byś szukał wydawcy.Tia.

    (Tylko nie Pottera, plis. Dzieci się powinno chować na 'Opowieściach z Narnii' jeżeli już, Potter moim zdaniem nic nie wniósł oprócz zwiększonego zapotrzebowania na chińskie gadżety magiczne... oraz kultu magii wśród milusińskich ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.