poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Kiedyś się chodziło do fryzjera...

... a dzisiaj to sam już nie wiem, gdzie się chodzi.





17 komentarzy:

  1. Ciąć, czy nie ciąć - oto jest pytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znałam takiego fryzjera. Tak filozofował nad klientkami, że godzina albo i dłużej na fryzurę mu schodziła... dlatego zawsze chodziłam do kogoś innego :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz do fryzjera chodzić nie wypada. Osobiście byłam już w "atelier sztuki fryzjerskiej" (najładniej wyszło im wymalowanie rachunku...) oraz w "studiu technicznym" (ciach, ciach, boli dopiero jak płacisz). Tu pewnie tak samo: nie filozofuj, tylko płać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od wielu lat nigdzie nie chodzę. Wolę siedzieć w domu i filozofować z maszynką marki philips.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż każdy fryzjer ma swoją filozofię :-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. No, zawsze Cię mogą uczesać a la Schopenhauer;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Typowe dla obecnych czasów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Poznaniu jest bodajże DEPARTAMENT URODY...

      Usuń
  8. Chodzi się pofilozofować o włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat jestem w temacie...i po raz kolejny potwierdzę tą złotą regułę: jak fryzjer dobrze obcina to za nic nie umie farbować - i na odwrót...przynajmniej ja się z takowym ideałem nie spotkałam...dla przykładu: wczoraj miałam wolne i stwierdziłam, że jak to na kobietę przystało pójdę dla relaksu zafarbować włosy - a bo wolne, a bo fundusze są, a bo na magiczne 30ste urodziny chcę wyglądać "wow"...i co? wow nie ma, spędziłam tam 3 godziny (gdzie farbowanie w domu ręką ukochanego zajmuje może z 20 minut, i wydałam 90zł...miałam już łzy w oczach bo dwa razy na odrostach wychodziła marchewka...a teraz to już sama nie wiem czy jestem brąz, kasztan, mahoń czy wszystko na raz...więc jednak filozofia potrzeba wszędzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na szczęście nie trzeba farbować jeszcze, ale dysonans poznawczy a propos fryzjera rozumiem.
      pzdr

      Usuń
  10. I po co ja przerwałem filozofię - fryzjerem bym teraz był! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja chodzę do artystki:-P Nie mogłabym jej nazwać fryzjerką i zrównać z tymi wszystkimi, które nie znają nawet podstawowych technik, bo dziewczyna potrafi zrobić cuda na głowie każdej klientki, nawet moja mama jest zadowolona:-)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.