piątek, 15 czerwca 2012

Maratończyk, Archiwum X i Kanał

Mój stosunek do dentystów najsilniej ukształtował chyba film „Maratończyk” w
reżyserii Johna Schlesingera. W głównej roli obsadzono Dustina Hoffmana, który wcielił się w młodego fanatyka biegania. Nasz bohater przypadkiem znalazł się w centrum afery szpiegowskiej zataczające dość szerokie kręgi – całość ociera się o faszystowskich pogrobowców, którym przewodzi Christian Szell zagrany przez Laurence’a Oliviera, wybitnego angielskiego aktora szekspirowskiego. 

Nasz podstarzały hitlerowiec jest dentystą i w specyficzny sposób wydobywa informacje od przesłuchiwanego Hoffmana. "Dentysta" zadaje jedno proste pytanie – „Czy jest bezpiecznie?” „Pacjent” chciałby odpowiedzieć, ale żadna odpowiedź nie jest dobra. Faszysta-dentysta chce się po prostu dowiedzieć, ile pacjent wie. On oczywiście nie wie NIC, ale nie może tego udowodnić. Dłubanie w zębach trwa w nieskończoność.

Łatwo się zrazić, prawda? Ale po takim filmie człowiek przez kilka dni myje zęby przynajmniej 5 razy dziennie.







We wtorek trafiłem do dentystki. Pierwszy raz w tym gabinecie. Dano mi do
wypisania ankietę – masę pytań o choroby, zabiegi, grupę krwi etc. Zabrakło niestety pytania: „Czy odczuwa paniczny, nie dający się zagłuszyć niczym, lęk przed gabinetem dentystycznym?” Moja TAK wypisałbym markerem w poprzek całej karty pacjenta.

Ląduję na fotelu. Po krótkim rekonesansie i zdjęciu rentgenowskim wstrzyknięto mi środek znieczulający i zaczęto operację. Jamę ustną wyłożono mi jakąś gumą, na oczy założono okulary i się zaczęło. Gapiłem się w lampę wiszącą nade mną, myślałem uporczywie o Soplicowie, a nade mną pochylały się dwie zamaskowane istoty.

Poczułem się jak w „Archiwum X”, gdy biedny Ziemianin uprowadzony przez
kosmitów staje się obiektem eksperymentów i badań.

Skończyło się po 30 minutach. Po melodii wielu wiertełek świdrujących mi
newralgiczne miejsce, wpadłem na pomysł – fortunę zarobiłby ktoś, kto wymyśliłby bezdźwięczne narzędzia stomatologiczne. ¾ stresu wywołuje ten potworny świst pracującego silniczka.

A, i jeszcze jedno – taki dialog:

- Jeszcze czegoś takiego nie widziałam – mówi dentystka – cztery albo pięć kanałów pod zębem.
- Fiu fiu – zagwizdała pomocnica dentystyczna – no to bogato…

Bogato, myślę sobie. Wajda miał tylko jeden, a ja cztery albo pięć pod zębem…  

14 komentarzy:

  1. Dwa dni temu odwiedziłem podobny gabinet. Po półtorej godziny siedzenia z otwartą gębą, pani dentystka ocierając pot z czoła: pójdzie pan z tą "kształtką" (żelaztwem wystającym z buzi) do domu, bo ja już nie dam rady jej zdjąć... ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szacunek, byłeś bardzo dzielny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dziś (piątek) już nic nie boli...

      Usuń
  3. Myślisz, że Dustin Hoffman mógłby być twarzą kampanii reklamowej zachęcającej do higieny jamy ustnej? Z hasłem "Dustin nie dbał, a TY?".
    A swoją drogą jakoś nigdzie nie kręcą o zbrodniarzach komunistach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz dlaczego? To proste - faszyści, Trzecia Rzesza etc. Podaję za Lechem Jęczmykiem:

      "Wynikać to może z tego, że cała ideologia i praktyka nazizmu była w istocie scenariuszem fantastycznego horroru, w którym niezwykle istotną rolę odgrywały monumentalne dekoracje, oddziaływujące na wyobraźnię kostiumy, wspaniale wyreżyserowany ruch sceniczny (defilady, zjazdy partyjne, wytresowane tłumy statystów), znakomicie wykorzystujące możliwości najbardziej wówczas masowego środka przekazu, radiowe aktorstwo Hitlera i wreszcie wszechobecna muzyka marszowa."

      Ruscy, komuniści, są po prostu NIEFILMOWI, są brudni, brzydcy, "buraczani"... Co nie znaczy, że byli mniej bestialscy, o nie.

      Usuń
    2. Raczej to zwycięzcy piszą historię. A w dodatku Hollywood czerwony od lat 30tych. Ale filmy z Dustinem świetne.

      Usuń
  4. Ja nie powiem, żebym przepadał, ale też jakoś specjalnie się nie obawiam wizyt u dentysty. Kiedyś, za szkolnych czasów, kiedy się zdarzyło, że miałem coś tam do zaklajstrowania i odwiedzałem gabinet z jakąś regularnością, defraudowałem pieniądze, które mama dawała mi żebym dopłacił za znieczulenie. Taki byłem twardy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin, czy Ty miałeś potem przygodę w marines czy innym GROMie?
      Bez znieczulenia.... Kurde...

      Usuń
    2. Moja chora ambicja - połączona tajemnym kanałem z każdym zębem - też mi nie pozwala płacić za znieczulenie ;)

      Usuń
  5. Nie miałem. Ale raz Chuck Norris mnie wkurzył - zauważyłeś, że ostatnio nie jest o nim tak głośno? Kazałem mu wyluzować ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepychał się w kolejce do okienka w banku? Dobrze mu tak. Internetowi mają lepiej.

      Usuń
  6. O jacie! Maratończyk to film mojego późnego dzieciństwa. Przez wiele lat mieliśmy z tatą hasło wywoławcze właśnie "czy jest bezpiecznie". Zapomniałam o tym i tak mi się ciepło na sercu zrobiło jak sobie to przypomniałam:)
    A dentysty się bardzo nie boję, choć moje jedno z pierwszych doświadczeń miało charakter dość traumatyczny. Miałam może 5-6 lat byłam z tatą (nie wiem dlaczego z nim) i pani stara baba na mnie krzyczała, a mój tato na nią krzyczał i ogólnie było mocno nerwowo, ja się bałam jak cholera. Potem stara baba mi wyrwała zęba i puściła do domu, a ja zostawiałam krwawe ślady na chodniku. Normalnie wyglądałam jak ofiara przemocy domowej. Na szczęście zaraz niedaleko przychodni mieszkała jakaś znajoma i poszliśmy do niej żeby zmyć krew z twarzy i zatamować czymś ten krwotok.
    Jak już zacznę chodzić, to chodzę, gorzej jak przestanę, to już na ładnych parę lat:)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że Ci się tak miło zrobiło...

      pzdr zwrotne.

      Usuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.