niedziela, 20 maja 2012

Od strony kasy...

Wczoraj, jak to w sobotę, ludziom przypomina się, że w każdej chwili może uderzyć ogólnoświatowa klęska głodu, więc szturmują sklepy w poszukiwaniu pokładów jedzenia wszelkiego.

Kolejki niemożebne w moim ulubionym (najbliższym) sklepie średniopowierzchniowym. Przy jednej z kas (jedynej w tym momencie otwartej) utworzyła się gigantyczna plątanina klientów z pełnymi i klientów z pustymi koszami, którzy chcieli przez sklep przejechać.

Kasjerka naciska specjalny dzwonek, by zawołać koleżankę. Koleżanka nadciąga z odsieczą.

- Wchodzisz?! - krzyczy pierwsza przez pół sklepu.
- Wchodzę!
- To wchódź!

10 komentarzy:

  1. Przypomina mi to taki sposób proponowania pomocy: Pomóż Ci? A często zdarza się słyszeć taką formę.

    OdpowiedzUsuń
  2. A w "Samych swoich":

    - No to ci pomogę...

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A odnośnie słów wszelakich...Wczoraj na meczu finałowym Ligi Mistrzów usłyszałam...STRZELACZ KARNYCH! :)

    Dobrej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I co? Tamta wchodla?
    Bo przeciez chyba nie weszla..

    OdpowiedzUsuń
  5. Dialektem koleżankę wzięła ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. wchódź to takie wielkopolskie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już widzę jak Tobie na on czas koszyk z ręc wylata,
    aż wreszcie mdlejesz przy słowach:
    - A uważaj jak będziesz schodziła ze schód!

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja ciocia prowadziła kiedyś kiosk. I dnia pewnego przyszła do niej pani w celu zakupu dwóch... 'Teletydzieni'.
    Bardzo kreatywne podejście do języka :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. W Krk załatwiamy sprawy szybko:
    - wejże! (ewentualnie: weże!)
    - dobra
    - git

    ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.