sobota, 26 maja 2012

Beee, beeee!

Idziemy na spacer. Pogoda piękna, bo i się ten nasz maj w końcu obudził i dojrzał do samego siebie. Cała nasza najmniejsza komórka społeczna. 

Nagle na ulicy zawył silnik motoru i rozpędzona maszyna pozbawiona tłumika, z prędkością około 100 km/h, przejechała przez "centrum" miasteczka. Zostawiła za sobą smród, bolące uszy i spłoszone gołębie.

- Beee, beee - zaczęła wołać Kalina.
- Ciekawe, dlaczego ona woła "beee, beee"? - zastanawia się Żona.
- To jest proste - tłumaczę - za każdym razem, gdy wyjeżdżam z nią do miasta i ulicą przejeżdża taki właśnie osobnik, to najłagodniejsze określenie, jakie mi przychodzi na myśl to...
- ...baran. - kończy za mnie Żona. 

Tak więc nasza Córa za sprawą swojego taty już wie, kto jeździ głośnymi motorami.


5 komentarzy:

  1. Też Ci się wydaje, Antku, że dzieci przewyższają mądrością dorosłych? :))

    OdpowiedzUsuń
  2. :D dobre ;) ale wiesz... dopóki taki osobnik nie robi nic przeciwko przepisom drogowym, to baranem nie jest? Bo niby z jakiej okazji? :) Że szybki motor ma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja piszę o tych, którzy "robią" wbrew przepisom. Pal sześć te przerabiane tłumiki, żeby pojazd był słyszalny w okolicznych gminach. Bardziej wkurza mnie to, że kolesie regularnie sobie testują przyspieszanie pomiędzy jednym a drugim skrzyżowaniem. Jakieś 80-100 km/h jadą.

      Nie dziwią mnie komentarze ludzi:

      "Rozpiąć żelazną linkę na wysokości głowy i szybko się sprawa utnie..."

      Usuń
  3. ciekawe czy baranie nerki się u ludzi przyjmują?

    OdpowiedzUsuń
  4. Transplantologia wciąż się rozwija.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.