czwartek, 5 kwietnia 2012

Szczodry czy rozrzutny?

W mojej rodzinie krąży taka oto opowieść o jednym z pierwszych kontaktów z Europą Zachodnią. Rodzice Żony pojechali do Holandii na zaproszenie pewnej rodziny. Moja przyszła teściowa upiekła masę rogalików z powidłami, zapakowała w olbrzymią puszkę i zabrała, żeby jakoś umilić spotkania przy kawie.

Po szczęśliwym przyjeździe, powitaniu i rozgoszczeniu pani domu (starsza już Holenderka, około 60 miała) podaje kawę. Teściowa stawia otwartą puszkę z rogalikami. Pani domu dziękuje, kładzie każdemu na talerzyk po jednym rogaliku, a puszkę zamyka i odnosi do kuchni.

Konsternacja. Na szczęście syn naszej gospodyni, chłopak, który znał polskie obyczaje, szepnął coś matce. Ta się uśmiechnęła przepraszająco i... na stole wylądował z powrotem komplet rogalików.

Ktoś się może w tym miejscu zaduma nad różnicami kulturowymi, ale ja jadę dalej...

Parę dni temu media upatrzyły sobie temat "Drogie święta." Drogie jaja, drogie mięso, wędliny, mąka... Co robić? Zapytano rodaków, jak sobie poradzą. W gęstwinie krzyżujących się rad w stylu: "Trzeba wziąć pożyczkę", "Trzeba przemyśleć zakupy", "Trzeba ciężej pracować przed świętami, by były na odpowiednim poziomie", trafił się głos taki: "Kupimy mniej w tym roku, więc może mniej wyrzucimy..."

Szarpnęła mną ta wypowiedź - facet być może odkrył przed kamerą naszą polską "specjalność" - rozrzutność, którą zbyt często chyba mylimy z hojnością lub dobrą gościną. Zbyt często kupujemy "pod dyktando" gości, którzy być może nas odwiedzą.

 - Nie daj Boże, by czegoś zabrakło... - wznoszą błagalne modły. I z reguły nie brakuje. Przelewa się. Opływa. Kapie. Kredyt? Pożyczka? Żaden problem. Byleby tylko ustawić się w kolejce po szynkę i jaja...

Wiem. Nie jestem oryginalny marudząc na ten nasz "polski proceder", wszak żywność w krajach rozwiniętych (Polska?) marnuje się na potęgę. W samej Unii jakieś 90 ton rocznie.

Jednak ja jestem wybitnie uczulony na te nasze świętowanie za każdym razem okupione bolącymi brzuchami, sylimarolem, zbudowane z przesiadywania przy stole i wiecznych dialogów w stylu:

- Nałóż sobie jeszcze.
- Już dwa kawałki zjadłem...
- Ja tobie nie liczę, ile zjadłeś.

Niech ta fotka strzelona w szkole będzie symbolem mojej minimalistycznej filozofii świętowania:

16 komentarzy:

  1. Coś mi się zdaje, że w dobie kryzysu zaczynamy stawiać na mniejsze ilości jedzonka. Bynajmniej w moim otoczeniu,kogo się nie spytać, to każdy odpowiada-"niezbędne minimum" albo "kupujemy tylko niezbędne".
    Teraz zupełnie szczerze- ja kupiłam na Święta...6 plasterków szynki i 4 białe kiełbaski :))) No mniej chyba nie można ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Taktyka 'zastaw się, a postaw się' ma u nas długą tradycję. I niejeden kryzys już przetrwała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest ta polska cudowność... Coś niepojętego jest w tym naszym kraju,

      pzdr

      Usuń
  3. Przypuszczam, że to się szybko zmienia. Stoły pod jadłem się uginające odejdą w przeszłość razem z pokoleniami wychowanymi przed otwarciem się Polski na świat. Życie oferuje dużo innych przyjemności niż jedzenie, a samo jedzenie jest coraz gorsze. Chleb za kilkanaście lat pewnie będzie już niezjadliwy. Zostaną seks, płyty DVD i rock and roll.

    OdpowiedzUsuń
  4. A w USA ile jedzenia się marnuje...
    A ok. 200 tysięcy ludzi umiera z głodu. Codziennie.
    Piekarz nie chce marnować pieczywa (u nas, w Polsce) i mu kara za to grozi. Bo gdyby wyrzucił - byłoby ok.
    W tej chwili - gdyby dobrze gospodarować żywnością Ziemia jest w stanie wyżywić wszystkich mieszkańców.
    U nas będą tylko dwa ciasta w tym roku. Sernik + miodowy przekładaniec. I wystarczy, bo rodzina się uszczupliła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama prawda!

      A po serniku i miodowym przekładańcu to rodzina się "ugrubia" nieco, prawda?

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  5. Spokojnych i Radosnych Świąt życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. dziękuję z całego serca, chociaż mi się ostatnio wiara zacięła i jakoś niewygodnie mi w te święta.
    ;-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem za!

    Ale piec mazurki i baby to ja kocham ;-P

    OdpowiedzUsuń
  8. Z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzę Ci Antku dużo zdrowia, radości i pogody ducha.
    P.S. I odpoczynku, bo jak widać na wcześniejszym zdjęciu przygotowania do świąt wyczerpały wszelkie możliwe aspekty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj jak ja się z Tobą zgadzam... staram się kupować mało, nie wyrzucać, a jeszcze i tak zdarza mi się nie uchronić przed wyrzuceniem czegoś nieświeżego... ale pociesza mnie to, że świadomość rośnie... :)


    P.S. Antku :) nie tylko homoseksualiści lubią oryginalnie ubranych Mężczyzn! :)

    Wesołego jajka (niedrogiego)!

    OdpowiedzUsuń
  10. W Polsce jedzeniem tuszuje sie niedostatki.

    Życzę Wam Wesołych i kulinarnie wyważonych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  11. W piątek rano pod wszystkimi mięsnymi i piekarniami były ogonki jak za stanu wojennego. Szok. Jakby ludzie w życiu chleba z kiełbasą nie jedli.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mama znajomego obwieściła że w tym roku z powodu zmęczenia odmawia organizacji świąt i zaprasza na wielkanocną herbatę (sic!)
    Jednak wiek robi swoje :/.
    Może i nowy wiek coś zmieni, w końcu nieledwie jego dziesięcina za nami.
    Przy okazji polecam dokumentent "Dive!" (aka "Jedz, zanim zgnije"), o ludziach, którzy programowo NIE KUPUJĄ żywności tylko korzystają z supermarketowych śmietników, gdzie wyrzuca się całe masy przydatnego jeszcze jedzenia. Zwłaszcza w okresie świąt.

    Rogalikowa anegdota - przednia.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.