niedziela, 29 kwietnia 2012

Kościółek mojego Synka

Dziś rano Synek się budzi o 5:50. Długi weekend, zaznaczam. Ja wkurzony, bo chociaż pół godziny dłużej mógłby spać. Chociaż tyle mógłby zrobić dla rodziców po prawie czterech latach swojego istnienia na tym świecie.

Biorę koc i wynoszę się do pokoju obok, gdzie cały obrażony zwijam się w pozycję embrionalną. Synek tymczasem ożywia się ostatecznie i, uświadomiwszy sobie, że dziś jest niedziela, oznajmia, że idzie z tatą bawić się w "kościółek."

Zabawa polega na tym, że budujemy mały "ołtarzyk" z jakiegoś stoliczka, z plasteliny robimy podstawkę pod mikrofon, który tworzymy ze słomki do napojów. Potem Tymek "chrzci" lalki i misie, śpiewa niby kościelne pieśni.

Dziś znalazł mój stary "dyplom uznania", jaki otrzymałem onegdaj od pewnej klasy gimnazjalnej. Przychodzi z nim i mówi:

- Tato, to są ważne informacje. Wiszą na drzwiach kościółka. Tu jest napisane (pokazuje palcem pierwszą linijkę), że ludzie mają być dobrzy.

Momentalnie cała złość na Synka mi minęła. Przecież ludzie mają być dobrzy, no nie?

- A co jest tutaj napisane? - pyta Tymek, wskazując następną i następną linijkę, a ja tłumaczyłem na gorąco.

No i wyszedł nam niemal dekalog:

- Dzieci muszą zawsze słuchać rodziców.
- Nie wolno płakać, gdy się czegoś nie dostanie.
- Trzeba być spokojnym zawsze.
- Nie wolno bić nikogo.
- Nie wolno krzywdzić małych stworzonek.
- Trzeba jeść obiady. Surówki też. I zupę.
- Trzeba natychmiast wołać, gdy chce się siku.

Pełen spis zasad obowiązujących w naszym kościółku poniżej:


PS

Zapisałby się ktoś do takiego "kościółka"?

7 komentarzy:

  1. EEE do takiego kościółka to ja się zapisuje natychmiast:) Cudne! jak byłam mała także miałam epizod zabaw w kościół. Potrafiłam całą mszę powiedzieć. Wyobrażam sobie ja mój tato niewierzący, niechrzczony musiał się męczyć i nudzić, ale dzielnie uczestniczył we mszach:)
    Potem ja przestałam odprawiać te wirtualne msze prywatne i zaraz po komunii uczęszczać na te prawdziwe. I tak mi zostało:)
    Pozdrawiam serdecznie pełna podziwu dla aktywnego taty o takiej porze!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, no, no, informacje na drzwiach kościółka... Mały Luter :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, nie skojarzyłem, że niezły protestant ze mnie. W sumie zawsze za opozycją...

      Usuń
  3. Ogólnie nie chodzę do Kościoła ;D ale do takiego bym poszła :P


    P.S. Antku :) ostatnio jakiś niezadowolony jesteś... innych powodów do uśmiechu nie masz? Tylko politowania?? Ile radości daje Ci syn...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja już taki ponury typ jestem...

      ech, szkoda gadać...

      ;-)

      Usuń
  4. Żebyś Ty biskupa czasem nie wychował ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do takiego kościółka się zapisuję, całe szczęście, że w paragrafie (?) o obiadach nie ma nic o mięsie. Tego nigdy nie lubiłem. A surówek to z chęcią bym się najadł. Hm, czy to że piszę od razu o jedzeniu świadczy o tym, że studiuję? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.