czwartek, 15 marca 2012

Zwąchamy się jakoś...

Cóż, zdarzają się rzadkie przypadki, gdy w szkole dzieje się coś, co zbliża tę instytucję do ideału. Mistrz mówi, uczniowie słuchają jak zahipnotyzowani. Dziś coś takiego miało miejsce - naszą szkołę odwiedził ze swoim wykładem doktor habilitowany chemii i zaprezentował "Chemię miłości", czyli pod kątem zjawisk natury biologiczno-chemicznej opisał to najcudowniejsze z uczuć.

Zaczął z grubej rury - według redukcjonistów miłość to nic więcej jak tylko wyjątkowo udany sposób, jaki znalazła ewolucja, by ułatwić przedstawicielom homo sapiens spłodzić i doprowadzić do dojrzałości swoje potomstwo.

Potem było tylko lepiej, ale wszystkiego z tego fascynującego wykładu nie byłem w stanie zapamiętać. Rzucę więc paroma obserwacjami naukowymi (podkreślam to słowo celowo).

Dobieramy się w pary "na nos"



- kobiety są w stanie "wywąchać" faceta, jego feromony, ale uwaga - w normalnych warunkach kobieta najlepiej reaguje na zapach mężczyzny, który "pachnie" zupełnie inaczej niż jej ojciec. Natura jest sprytna - chodzi o poszerzenie puli genów. Im ktoś bardziej "przypomina" ojca, tym ma mniejsze szanse. Upada więc teoria jakoby kobiety szukały w partnerze odbicia swego tatusia.

Co ciekawe, kobiety biorące pigułki hormonalne wysyłają ciału sygnał - "jesteś w ciąży." A jeżeli jesteś w ciąży to:
a) brzydniesz w oczach płci przeciwnej,
b) z opcji "przytulanko" wpadasz w opcję "chcę jeść, bo jestem w ciąży i muszę zmagazynować rezerwy",
c) zaczynają interesować się facetami "pachnącymi jak ojciec".

Kobiety emitują najwięcej feromonów, gdy jajeczkują, czyli mają akurat dni płodne. W te dni niemal każda staje się ...atrakcyjniejsza wizualnie. Natura to sprytna bestia - przymnaża paniom szans na zapłodnienie. Przedziwne - damskie feromony zwiększające szanse u mężczyzn nazywają się...kopuliny.

Coś jest na rzeczy...

Feromony są tak silne, że powodują na przykład synchronizację okresów u kobiet mieszkających razem. To mnie powaliło.

Aby zwiększyć szansę na pierwszej randce zafundujmy kobiecie dawkę adrenaliny (spacer z szalikiem Legii po Poznaniu, jazdę samochodem po polskich drogach etc), wtedy "głupi" mózg połączy przypływ adrenaliny z osobą nam towarzyszącą i... zwiększy nasze szanse na finalny sukces.

Aby zwiększyć szansę zdobycia faceta (a jest się kobietą), trzeba mu powiedzieć: "Miałbyś ochotę na whiskey? A może wino? Mam 4 puszki piwa w lodówce." Alkohol zatapia mózg w dopaminie - zajebiście fajnym neuroprzekaźniku, dzięki któremu czujemy błogie szczęście. Ergo, kobieta plus alkohol i...panowie, jaki jest wynik tego działania?

Miłosne odurzenie mija po 2-4 latach. Organizm nie daje rady wyprodukować kolejnych dawek dopaminy i endorfiny. Waśnie po 2-4 latach odnotowuje się pierwszą falę rozstań lub rozwodów.

Jeżeli to przeżyjemy we dwoje, czeka nas tzw. miłość przyjacielska. O nią trzeba szczególnie dbać. natura nam pomaga - seks i pieszczoty (nawet głaskanie) uwalniają "optymistyczne" neuroprzekaźniki. A więc głaszczmy się do końca życia...

Bonus

Wystarczy 1-2 sekundowy kontakt wzrokowy z płcią przeciwną (oczywiście nie kończy go "Co się gapisz?!"), a uruchamia się w nas ośrodek nagrody i już jest przyjemnie.

Kwestia finalna - zabijamy nasze własne osobiste zapachy zbytnią dbałością o higienę. Trzeba więc wypośrodkować chęć bycia czyściochem z elementarną wiedzą na temat "ukrytych mechanizmów" naszych ciał. Nie, myjmy się, myjmy, ale hmmm...bez przesady z antyperspirantami, perfumami, dezodorantami...

Dziś trafiłem w prasie na miażdżące info o drastycznych podwyżkach cen wody. Myślę, że nasz rząd w końcu zrozumiał, że polityka prorodzinna jest bardzo ważna...

17 komentarzy:

  1. I jaki tu wysnuć wniosek? Mówimy sobie, że chodzi ... inteligencję, że dobrze nam się rozmawia, miło spędza razem czas, łączą nas zainteresowania, ewentualnie bierzemy pod uwagę (po cichu oczywiście, tylko przed sobą i kumplami się do tego przyznając) atuty wizualno - estetyczne... A tak na prawdę chodzi o to, że panna nam ładnie zapachniała.
    Racjonalizacje kontra biologiczny determinizm ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomina mi się mój kumpel-agnostyk. Mówię mu: "Stary, a dusza? Co z duszą?" "Dusza to DNA" I koniec rozmowy.

    A co do zapachu. Napoleon przecież prosił panią Walewską o to, by się nie myła, gdy on akurat miał się do niej wybrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Feromony nie maja zapachu, ale ostatecznie nie tylko one przyciągają. Zapachy też. Natomiast mycie zapewne usuwa feromony.

      Usuń
    2. Dlatego wszędzie, marku drogi, biorę to "pachną" w cudzysłów. I jasne, nie tylko one przyciągają, ale są dowodem na to, jak skomplikowanymi mechanizmami jesteśmy...

      Usuń
  3. Co do synchronizacji: tak, w skupiskach kobiet (wspólny pokój w akademiku, praca w jednym biurze itp.) następuje i to dość szybko. Dwa, trzy miesiące. Istnieje nawet hipoteza, że cykle kobiet z jednego stada (a tak sytuacja w skupisku jest traktowana przez naturę) dostosowują się do cyklu samicy alfa ;)

    ps. To bardzo wygodne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to już perwersja (nie mówię o poglądzie na temat duszy)... Choć ja tą historię słyszałem w odniesieniu do Jana III Sobieskiego wracającego spod Wiednia do swej Marysieńki. Może taka była wtedy moda?

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam książkę "Psychologia miłości" Wojcieczke. Bardzo dobrze i przystępnie napisana książka właśnie opisuje te wszystkie magiczne zjawiska. Mnie jak czytałam najbardziej zaskoczyło, to powiązanie emocji wynikającej z zupełnie innej sytuacji, którą przekładamy na osobę. Tak więc dobrze jest się wybrać na randkę do kina na horror, albo karuzelę łańcuchową:))). Jak to wszystko sprytnie obmyślone:)
    Mnie do mojego męża jak nic ten zapach przyciągnął, bo na zdrowy rozum to niemożliwością było byśmy się spiknęli!:) A jednak:)
    Pozdrawiam i lecę do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - zdrowy rozsądek to raczej nam przeszkadza niż ułatwia łączenie się w pary.

      Usuń
  6. Witamy serdecznie. Chcemy poinformować, że ocena bloga została ukończona i opublikowana na naszej stronie:
    www.blogowa-krytyka.blogspot.com

    Jednocześnie, chcemy przeprosić za opóźnienie w ocenie, ale spowodowane to było odejściem oceniających. Trwał nabór na nowych członków. Aktualnie, wszystko wróciło do normy. Zapraszamy na naszą stronę!

    Pozdrawiamy
    Blogowa Krytyka
    www.blogowa-krytyka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie proste i oczywiste, a jak trudne dla niektorych...
    Grzebiac we wlasnej pamieci, dochodze do malo madrego wniosku, ze cos w tym musi byc,kurcze, bo chodzilam na randki z moim mezem, POMIMO jego beznadziejnej wody toaletowej:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Beznadziejna woda toaletowa... Rozbawiło mnie to. Ja w czasach "polowania" znałem tylko mydło, szampon do włosów i pastę do zębów...

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm... to teraz rozumiem to, co ostatnio się działo między mną a Magikiem było efektem tego, że spotkaliśmy się po całym dniu pracy, tacy spoceni hihi

    boski (hehe) wpis :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny post.
    Ja zawsze chciałam 'dużego blondyna' i mam takiego 192 cm;) Mój tata był brunetem z ciemną karnacją. Natura właściwie wybrała za mnie. Ale pod wieloma względami - z charakteru - obaj są bardzo podobni:)
    A cykl? Czasem mi się ktoś spodoba (bez podtekstów), a potem się sobie dziwię:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Agato, Auroro - wykład był świetny. Mój post to skromne notatki...

    Ale i tak dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  12. Z perfumami nigdy nie można przesadzać, to fakt, ale akurat jestem zdania, że dobrze dobrane perfumy działają równie skutecznie co feromony :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.