piątek, 2 marca 2012

Dwaj (nie)znajomi

Idę z Synkiem na basen. Taka nagroda za przeżycie tego tygodnia od poniedziałku do piątku - dla mnie w szkole, dla niego w przedszkolu.

Przebieramy się w szatni. Tuż za nami wchodzi również tata ze swoim synkiem, na oko starszym od Tymka o rok. Facet przygląda mi się dłuższą chwilę i mówi:

- Przeprasza, czy pan może pochodzi z Kalisza?

Osłupiałem.

- Tak - odpowiadam - Jak pan na to wpadł?

- My chyba chodziliśmy do jednej podstawówki...

Mój procesor rozgrzał się do czerwoności i rzeczywiście - rysy twarzy mojego rozmówcy okazały się dziwnie znajome, chociaż za Chiny Ludowe nie potrafiłbym powiedzieć o nim nic więcej oprócz...

- ... klasa "C"?

- Tak.

- No proszę... To dość pocieszające, że ludzie aż tak bardzo się nie zmieniają - mówię, bo co więcej.

- No właśnie...

I na tym filozoficznym stwierdzeniu skończyło się nasze pierwsze od niemal 20 lat "widzenie."

Ładnie podobne sytuacje ubrał Miron Białoszewski:



Nie wszystkim się kłaniają po latach...

- nie wszystkim się kłaniają po latach, mogą nie poznawać 
- a bo trzeba się starzeć w podobieństwie do siebie






PS


Ktoś mógłby zasugerować jakąś głębszą integrację w stylu "Co porabiasz? Jak ci minęło pół życia?", ale chyba nie dalibyśmy rady jakoś głębiej zainteresować się wzajemnie swoimi żywotami...

19 komentarzy:

  1. Przeważnie odpowiadam 'a no wiesz, jakoś leci'. Tyle.
    No ja mam taką gębę, że od podstawówki się nie zmieniłam. Tylko teraz się maluję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm 'gdzie mieszkasz? gdzie pracujesz? jak ma na imie synek?...' pytania zawsze sie znajda tylko trzeba chciec :-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci chyba mniej chcą, wiesz. Tak zauważyłem.

      pzdr

      Usuń
  3. ... ja też sienie wszystkim kłaniam po latach... ostatnio jednak zrobiłem wyjątek... raczej ukłonów nie wykonywałem jednakże rozpoznałem na ulicy człowieka, któremu jakieś 6 lat temu pożyczyłem książkę, pamięć do twarzy mam świetną, a do twarzy, które zalegają ze zwrotem książek, tym bardziej moich - szczególnie. Podszedłem, przedstawiłem się, i potem już na "ty" - oddawaj moją książkę!!! wziąwszy mnie za wariata człowiek się oddalił. "Świata Zofii" od niego już pewnie nie odzyska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym to nazwał próbą wyłudzenia...

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  4. A mnie poznal po glosie moj pierwszy chlopak:))) I bylo to po jakichs 22 a moze nawet po 25 latach!!!!
    Pojechalam do Polski z pierwsza wizyta po 10 latach pobytu tutaj i jechalismy z bratem taksowka. Byl pozny wieczor, ciemno, brat siedzial z przodu, ja z tylu i sobie gadalismy. W pewnym momencie kierowca zjechal na bok i mowi "panstwo wybacza, ale ja chyba pania znam" zaswiecil swiatlo, odwrocil sie zeby na mnie spojrzec i mowi "STARDUST???" Myslalam, ze padne z wrazenia:)) Nie widzielismy sie od czasu kiedy randkowalismy razem, a to bylo na pewno 22 lata wczesniej, a nawet bylabym sklonna powiedziec, ze 25.
    Musze miec charakterystyczny ten glosik;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepsze jest to, że my nawet nie słyszymy naszego głosu tak, jak on naprawdę brzmi...

      pzdr

      Usuń
  5. Zgodzę się zdecydowanie z tym, że my, faceci, mamy mniejszą zdolność do prowadzenia... przypadkowych rozmów o niczym. Czasem to uciążliwe, są sytuacje, kiedy by się taka umiejętność przydała.
    A co do odnawiania po latach kontaktów, które nawet, gdy trwały, nie były istotne - to mnie odstraszyło swego czasu od Naszej Klasy. Serdeczności nagłe ze strony osób, które, fakt, kiedyś znałem, ale których nie lubiłem i przez które nie byłem lubiany, były wręcz żenujące. Nie dałem rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka scenka z życia. Studia. Wracamy z kumplem z zajęć jakichś. Nagle zza rogu ulicy wychodzi koleżanka z grupy. Kumpel mówi pod nosem:

      "Kur..., znowu trzeba będzie rozmawiać..."

      Usuń
  6. Ja to w ogóle mam problem z rozpoznawaniem ludzi, których dawno nie widziałem. Że o tzw. "rozmowach o niczym" nie wspomnę...
    Niemniej jednak czasem bardzo miło jest spotkać kogoś po wielu, wielu latach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phazi, pod warunkiem, że to była MIŁA osoba.

      Usuń
  7. Do lez mnie nieraz takie sytuacje doprowadzaja!!! Zlosci i smiechu! Osoba, z ktora mnie nic a nic nie laczylo w ogolniaki czy na studiach dodaje mnie do NK (czesc, co slychac itd...),a po dwoch latach zerowej aktywnosci na w/w portalu probuje mnie na nowo dodac na FB (to samo:czesc, co slychac...)...Po co?
    Na ulicy staram sie ominac, udawac, ze nie znam itp. bo nienawidze gadek o niczym, niestety, czasami, jak mi ktos zajdzie droge, nie da sie za zadne skarby uniknac konfrontacji...
    Moze powinny byc takie czujniki w zegarkach, ktore by informowaly, ze np."Znajomosc przeterminowana, piec lat po gwarancji" :)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uuuu, wyczerpująco na temat! A taki zegarek powinien mieć jeszcze na przykład opcję: "Uwaga! Kosmiczny nudziarz tuż za rogiem ulicy. Zalecam natychmiastowy odwrót!"

      pzdr

      Usuń
  8. Tak. Krótko i zwięźle:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tia...ja nie znoszę momentów, kiedy w takich sytuacjach wypada mi z głowy imię lub nazwisko....i udaję, że wiem z kim mam do czynienia...;)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Bo co wynika z tego, że chodziliśmy do jednej klasy? Zazwyczaj nic, to był przypadek i tyle. Równie dobrze można by w innej sytuacji zrobić odkrycie: "jechaliśmy razem pociągiem do Krakowa w 1993" No tak, i co z tego? Tylko kilka osób coś znaczy, reszta to tło.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.